[„Slip”]

Sara ma wyjątkowy dar – potrafi komunikować się z duchami zmarłych, a w zasadzie to duchy zmarłych komunikują się z nią i proszą ją aby pomogła im w niedokończonych sprawach. Tropem Sary podąża tajemniczy i morderczy fotograf, a wkrótce nasza bohaterka wplątuje się w sam środek gangstersko-murzyńskich porachunków.

Ten pan na zdjęciu to nie Sara.

Całkiem niezły (a nawet bardzo dobry, biorąc pod uwagę okoliczności łagodzące, o których za chwilę) film klasy B nakręcony z myślą o rynku DVD. Nakręcony za niewielkie pieniądze i z udziałem aktorów amatorów (a jeśli to nie amatorzy, no to po prostu słabi aktorzy) ale za to na podstawie niezłego scenariusza, który jeśli wierzyć komentarzowi twórców w dodatkach do DVD, przeleżał na półce kilka lat, bo został napisany jeszcze grubo przed „Szóstym zmysłem”. Porównanie nieprzypadkowe, bo obydwa filmy są dość podobne i nie chodzi tu o podobieństwo kończącego filmu twista. Zresztą jeśli to prawda, to odpadają też wszelkie zarzuty kierowane przez tych, którzy widzieli ten film i kręcili nosem, że owszem, film niezły, ale ‚zerżnięty’ z ww. filmu oraz z seriali takich jak „Ghost Whisperrer” czy „Medium”.

„Slip” to zgrabne połączenie kilku gatunków, choć nie w przesadnej ich liczbie. Mamy tutaj murzyńskie klimaty, które osobiście bardzo lubię, trochę lightowego horroru okraszonego paroma kroplami krwi i efektami specjalnymi najprawdopodobniej przygotowanymi na PeCecie, ale z głową – tak, że nie można się ich czepiać. Parę rzeczy wymagało takich efektów i zostały one przygotowane w sam raz, nie próbując zrobić czegoś, na co twórców zwyczajnie nie było stać. Oprócz tego mamy tutaj też trochę humoru, choć trudno mówić, żeby był on porywający. Ot od czasu do czasu można się uśmiechnąć pod nosem. Szkoda tylko, że czasem w zupełnie niepotrzebnych scenach.
– Ma oczy swojej matki.
– A nos ma po tacie.
Zobaczycie to zrozumiecie. A jesli nie to znaczy, że ja jestem dziwny, ale ów tata miał takiego kinola, że nic dziwnego, iż bohaterce filmu on pierwszy się w oczy rzucił.

Ten pan na zdjęciu to nie pan z wielkim nosem. Coś nie mogę się wstrzelić tymi fotkami :)

„Slip” zdecydowanie nie jest nudny i poza przydługimi „flashbackami” głównej bohaterki trudno znaleźć jakieś nudne fragmenty. Duży plus za to, że udało się twórcom filmu bez problemu zapełnić te półtora godziny filmu bez konieczności przynudzania. Rzadko się to zdarza w takich produkcjach. Oprócz tego jest tu parę ciekawych rozwiązań fabularnych i jedna bardzo ładna (choć tak naprawdę idiotyczna) scena, której, jak myślę, nie powstydziłby się film o większych ambicjach. Minusami „Slip” są aktorzy no i marna muzyka, po któej usłyszeniu od razu wiadomo, że oglądamy film klasy B. Zasłużone 4(6).

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.