„ROTTWEILER”

Rok dwutysięczny któryś, Hiszpania. Z więzienia dla nielegalnych imigrantów, ucieka Amerykanin, Dante. Ucieka po to, aby odnaleźć swoją dziewczynę Ulę, z którą został rozdzielony rok wcześniej. Tropem uciekiniera rusza jeden ze strażników, oraz rottweiler o stalowych szczękach.

Wygląda na to, że Brian Yuzna (ten od „Re-Animatorów”) na stałe osiadł w Hiszpanii i tam postanowił realizować swoje powołanie do kręcenia filmów. Tym razem również mamy do czynienia z filmem, którego większość (o ile nie całość) obsady i obsługi technicznej stanowią Hiszpanie. Ani to źle, ani dobrze, bo taki film jak „Rottweiler”, to z obojętnie jaką obsadą i tak byłby beznadziejny.

Im dłużej żyję, tym bardziej tęsknię za starymi czasami, w których kręcenie filmu zaczynało się od napisania do niego scenariusza. A teraz nie dość, że się od tego nie zaczyna, to i w trakcie kręcenia też nikomu się nie chce usiąść nad kartką papieru. Pal sześć wielkie widowiska przeznaczone dla uszu, a nie dla umysłu, ale takie smętne pierdy jak film o pogoni psa za człowiekiem? Strach się bać jak nędzne musi być opowiadanie/książka na podstawie której to nakręcono. A może wręcz przeciwnie, jest tak dobra, że Yuzna myślał, że bez przerabiania jej w scenariusz zdoła nakręcić dobry film?

To sztuka nakręcić film, w którym nie można znaleźć nic dobrego, a reżyserowi „Rottweilera” taka właśnie sztuka się udała. Jesli macie jakiegoś wroga, lub kogoś nie lubicie i ten ktoś zapyta Was o jakiś fajny film, to polećcie mu właśnie to dziadostwo. Na pewno będzie niezadowolony. No chyba, że jest dziwny i ubawi go beznadziejnie zrobiony „żywo-metalowy” pies, albo kolejne zupełnie od czapy sytuacje i przygody, które przytrafiają się bohaterowi filmu. Jeśli istnieje filmowe piekło, to filmowy Dante z pewnością do niego właśnie zszedł. A i tak nie do końca jestem pewien, bo myślę, że w piekle mają dużo lepsze gore. 1(6)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.