Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!

„BEZ GRANIC” [„BEYOND BORDERS”]

Początek lat osiemdziesiątych. Sarah Jordan (Angelina Jolie) dobrze się bawi na przyjęciu zorganizowanym przez organizację kierowaną przez jej teścia, a zajmującą się pomocą głodującym na całym świecie. Wtem dobrą zabawę przerywa wtargnięcie mężczyzny z małym murzynkiem. Mężczyzna rozpycha się przez ochroniarzy, staje przed mikrofonem i przedstawia się jako Nick Callahan (Clive Owen), doktor pracujący w jednej z afrykańskich wiosek. Gratuluje wszystkim dobrej zabawy, podczas, gdy w Afryce dzieci umierają z głodu. Przejmujące przemówienie trafia do sumienia Sary i ledwo tylko przyjęcie się kończy, ona już nagabuje męża, że ona załatwi jedzenie i zawiezie je razem z konwojem pomocy humanitarnej do Afryki. A że jest uparta, już za chwilę siedzi po stronie pasażera wielkiej ciężarówki z żywnością i jedzie przez spaloną słońcem pustynię.

Prawda jest taka, że Angelina Jolie nie zagrała w żadnym, dobrym filmie od czasu dostania na własność Oscara, a trzeba przypomnieć, że było to sześć lat temu za rolę w „Przerwanej lekcji muzyki”. No, a przynajmniej ja nie widziałem jej w żadnym dobrym filmie, a w sumie widziałem prawie wszystkie. No i niestety reguła ta potwierdza się w przypadku „Beyond Borders”, bo to też nie jest dobry film. Co więcej zawiodłem się jeszcze na jego reżyserze Martinie Campbellu, który do tej pory ani razu mnie nie zawiódł („No Escape”, „Goldeneye”, „The Mask of Zorro”, „Vertical Limit”).

No, ale nie ma się co dziwić kiedy twórcy filmu nie wiedzą do końca o czym ma być ich film. Jeśli ten, miał być głosem wołającego na pustyni na temat tego, że ludzie na świecie głodują, to lepiej było wydać kasę potrzebną do jego nakręcenia (35 milionów dolarów) głodującym dzieciom. No, a jeśli miał to być film o miłości, to po pierwsze za mało w nim było miłości, a po drugie to nieładnie ze strony jego twórców, że wykorzystali do błahej opowieści o lekarzu i pannie, która nie ma nic do roboty, ludzkie nieszczęście.

Jedyna ciekawa rzecz w tym filmie, to postać doktora, zagrana jak zwykle beznadziejnie przez Clive’a Owena (boję się oglądać „Closer” żeby nie zwątpić w Złote Globy). Otóż doktor ów klnie na lewo i prawo, co uważam za plus dla filmu, w dobie ugrzecznionych opowieści o mordercach, którzy mówią „o jejku”. Fajnie było słuchać jak Owen rzuca mięsem. Cała reszta jest milczeniem.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.