PIERWSZY DZIEŃ WOLNOŚCI

To był piękny poranek i naprawdę byłem pod jego wielkim wrażeniem. Słońce zaglądało przez okno mojego pokoju, a wskazówki zegara wskazywały godzinę dziewiątą rano. Nareszcie byłem sam i nikt nie budził mnie o siódmej rano na owsiankę. Piękna sprawa. Miałem w końcu dwadzieścia parę lat i był to już chyba najwyższy czas żebym zamieszkał wreszcie sam. Długo zastanawiałem się nad tą decyzją, ale gdy w końcu ją podjąłem to byłem z niej jak najbardziej  zadowolony. Żadnych rodziców, żadnych wczesnych pobudek, żadnych krzyków – ogólnie jeden, wielki święty spokój.

Wygramoliłem się z łóżka nie zastanawiając się nawet chwilę nad jego zaścieleniem. Nie przeszkadzał mi ten barłóg przy ścianie pokoju. Miałem w końcu jeszcze dwa pokoje i kuchnię to mogłem poświęcić to pomieszczenie na sypialnię. Nikt mi tego nie mógł zabronić, prawda? Podrapałem się po tyłku i nago ruszyłem w stronę łazienki. W łazience przesiedziałem pół godziny – głównie na sedesie. Nikt nie krzyczał żebym się streszczał – totalna cisza. Ojciec nie miał pretensji, że zajmuję łazienkę, a matka nie krzyczała żebym od razu spuszczał po sobie wodę. Jakże to był inny poranek od tych wszystkich z mojego życia. Postanowiłem sobie w duchu, że kiedyś policzę ile było tych marnych poranków i przestałem się nad tym zastanawiać. Wskoczyłem pod prysznic potem wyszorowałem zęby i wygramoliłem się w końcu z łazienki. Zachlapałem trochę kafelki, a na umywalce zostawiłem ślady pasty do zębów, ale średnio mnie to interesowało.

Właściwie to dzień zaczął się tak pięknie, że przez chwilę zastanawiałem się nad tym czy nie spędzić go całego nie ruszając się stąd na krok, ale zrezygnowałem z tego pomysłu. Pomyślałem, że może skoczę jednak później do knajpy na browara. Zadowolony z decyzji wróciłem do swojego łóżka i położyłem się spać. Nie pamiętałem kiedy ostatnio mogłem spać o tej godzinie. Teraz nie było z tym żadnego problemu! Coraz bardziej podobało mi się to samotne mieszkanie. Dodatkowo dojrzewała we mnie chęć zrobienia tu imprezy. Był jednak czwartek więc pewnie chłopaki nie mieliby czasu. „Nic to” – pomyślałem – „tyle czasu jeszcze przede mną”. To była ostatnia myśl jaka przyszła mi do głowy przed zaśnięciem.

Obudziłem się, gdy wskazówki zegara przesunęły się na godzinę czternastą. Nie myśląc o niczym podniosłem się z łóżka i podszedłem do szafy. Wywlekłem stamtąd kilka par majtek i koszulek zanim zdecydowałem się co założyć. Niewykorzystane ubranie, porozrzucane teraz po pokoju, postanowiłem poukładać do szafy później. Ze spodniami nie było problemu – wyprane miałem tylko jedne. Pierwszy raz pomyślałem, że przydałaby się mama, ale postanowiłem póki co nie tęsknić. Na to przyjdzie jeszcze pewnie czas. Póki co chciałem cieszyć się wolnością. Ubrałem się do końca i poszedłem do kuchni coś zjeść. Zrobienie kilku kanapek zajęło mi całą wieczność. Nie byłem do tego wprawiony jak się okazało. Uciąłem sobie przy okazji palucha i krew siknęła małym strumieniem na blat stołu. Syknąłem z bólu i włożyłem palec pod kran. Krwawienie trochę ustało więc obwiązałem palec bandażem i zjadłem gotowe w połowie kanapki. Rozejrzałem się po kuchni. Troszkę nachlapałem tu krwią, która w międzyczasie zdążyła skrzepnąć. Pomyślałem, że popytam się dziewczyn z grupy jak się tego pozbyć i sprzątanie odłożyłem na później. Myśl o dziewczynach z grupy zaczęła teraz zaprzątać moją głowę ze zdwojoną mocą. Pomyślałem sobie, że skoro mam cały dom tylko dla siebie to mógłbym jakąś koleżankę tu zaprosić. Mogłoby być całkiem nieźle. No, ale do tego trzeba było wyjść z domu. Ubrałem kurtkę, buty i wyszedłem.

W mojej ulubionej knajpie spotkałem Mariolę. Ucieszyłem się, bo była całkiem fajna i podobała mi się. Dodatkowo miała opinię dość łatwej i nadmiernie zabawowej. Nie przeszkadzało mi to w ogóle. W sumie dziwna była to opinia zważywszy, że Mariola była całkiem mądrą dziewczyną – średnią ocen miała pewnie większą ode mnie w każdym bądź razie. No, ale czas leciał, a ja stałem w drzwiach knajpy i zastanawiałem się nad takimi głupotami podczas, gdy puste mieszkanie czekało w każdej chwili na mnie. Zrobiłem kilka kroków naprzód i podszedłem do Marioli. Uśmiechnęła się do mnie, a ja spytałem czy mogę się do niej przysiąść. Nie miała żadnych obiekcji. Zamówiłem dla nas po piwie i zaczęliśmy gadkę szmatkę.

Rozmawialiśmy o różnych pierdołach od pogody począwszy na studiach kończąc. Przesiedzieliśmy tak kilka godzin wypijając w sumie sporo piw. Widziałem po Marioli, że zaczynała świrować do mnie – alkohol robił chyba swoje. Co chwilę uśmiechała się znacząco i puszczała do mnie oko, a jej dłonie niby to przypadkiem opadały to na moje ramiona to znowu na kolana. Nie pozostałem jej zresztą dłużny i moje dłonie również zaczęły wędrówkę po jej zgrabnych nogach. Trochę to pewnie dziwnie z boku wyglądało, ale nie przejmowaliśmy się tym zbytnio. W końcu nie robiliśmy żadnych świństw. Siedzieliśmy sobie tylko. Postanowiłem jednak przejść do bardziej poważnych kroków w stronę zaproszenia jej do siebie. Nie zdziwiłem się zbytnio, gdy okazało się, że nie musiałem się wcale wysilać. Opinia o Marioli okazała się prawdziwa. Uśmiechnęła się na dźwięk słów „wolna chata”.

Po drodze zatrzymaliśmy się tylko na chwilę w sklepie żeby kupić butelkę szampana. Do mojego mieszkania dotarliśmy w pół godziny po wyjściu z knajpy. Gdy tylko zamknąłem za sobą drzwi, Mariola zaczęła się rozbierać.

***

Obudziłem się wcześnie rano. Marioli nie było koło mnie. Zamknąłem oczy i wspominałem z uśmiechem na ustach poprzednią noc. Było świetnie. Kochaliśmy się ze cztery razy robiąc tylko przerwy na szampana. Dawno tak dobrze się nie bawiłem. Rozpierała mnie energia na myśl, że takich nocy jeszcze wiele przede mną. Błogosławiłem dzień, w którym postanowiłem zamieszkać sam. Równocześnie zacząłem się zastanawiać gdzie może być Mariola. Może poszła do kuchni coś zjeść? A może po prostu wyszła, gdy spałem?

Wstałem nagi z łóżka (bardzo mi się to podobało, dawało dodatkowe uczucie wolności) i wyszedłem z pokoju. Mariolę zobaczyłem od razu w drugim pokoju. Stała nago przed otwartą szafą i na zmianę wpatrywała się tymi swoimi wielkimi oczami to na mnie to na szafę. Szybko chwyciłem leżący na ławie aparat telefoniczny, doskoczyłem do Marioli i kilkoma mocnymi uderzeniami roztrzaskałem jej czaszkę. Nawet nie krzyknęła. Ciało Marioli bezwładnie opadło na podłogę, a ja spojrzałem do szafy. Wiedziałem, że musiałem podjąć jakieś kroki. Pomyślałem, że poczekam do zmroku i wtedy jakoś pozbędę się ciał moich rodziców.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl