MANDARYNA

Mam już internet jakiś czas (fakt, że w wersji stałej to jednak stosunkowo niedawno) ale jakoś nigdy nie przyszło mi do głowy żeby kiedykolwiek zajrzeć na chat z jakąś znaną osobistością, których to chatów teraz coraz więcej i gdzie się człowiek nie obejrzy to portale krzyczą do ciebie „Chodź do nas! Tylko u nas chat na żywo z manicurzystką Otylii Jędrzejczak!”. Dlatego tym dziwniejszym był impuls w mojej głowie, który kazał mi zalogować się na chat z Mandaryną czyli prywatnie z żoną Michała Wiśniewskiego. Ciekawe czy byłaby dumna, że była moją pierwszą? :) W każdym bądź razie impuls został wysłuchany, a do zalogowania nakłoniłem też kolegę gambita, który to kolega zawsze jest pod ręką co czasem jest jego zaletą, a czasem (częściej :) ) wręcz przeciwnie. Tym razem jednak złączylismy swoje siły razem niczym Planetarianie i ruszyliśmy na podbój chata z naszymi inteligentnymi pytaniami. Wersja oficjalna jest taka, że to miała być rywalizacja czyje pytanie zostanie zadane, ale czas pokazał, że w tej dziedzinie nie ma co konkurować, bo pytania przepuszczane przez moderatorów i tak są zupełnie przypadkowe. Zresztą osób na chacie było prawie 3000 (czyli dużo więcej od liczby odsłon tego bloga miesięcznie 😉 ) więc zakładając, że każdy z obecnych zadał choć trzy pytania, a do chata zostało dopuszczone około trzydziestu to szansę na zobaczenie swojej ksywki w oknie głównym chata było mniej więcej tak nieduże jak torebeczka pokarm dla kolibra :) I tak rzeczywiscie się stało, bo ani mój ani i gambita nick nie pojawił się ani razu. Cóż, może po prostu żadne z moich plus minus dwudziestu pytań nie było na tyle dobre. Nic tam, świat na Mandarynie się nie kończy – ja nie słucham Jej piosenek, Ona nie słucha moich pytań. Nie od dziś wiadomo, że nic w przyrodzie nie ginie. Będę chyba jednak próbował jeszcze wbijać się na takie chaty i próbować dalej. Mini przeszkolenie w zakresie działania w takich sytuacjach mam – w końcu znałem kiedyś kogoś, kto lubił zaglądać na takie chaty i za cel stawiał sobie przepchnięcie swojego pytania. Dowiedziałem się więc od tej osoby, że w takich przypadkach nie ma czasu na sentymenty, ani na myślenie nad pytaniami – trzeba po prostu zadawać je jedno za drugim z prędkością karabinu maszynowego i tyle. Aż taki zacięty nie jestem więc pewnie nie skorzystam z tej rady, a i znając mój słomiany zapał to na dwóch czy trzech chatach się skończy. No, ale przynajmniej dowiedziałem się, że Mandaryna lubi sex.

A i jeszcze chciałem się pochwalić, że nadaję się do policji kryminalnej, a od kilku dni też zaczynam podejrzewać, że w moich żyłach płynie krew potomków Sherlocka Holmesa. W końcu to nie może być przypadek, że znam rozwiązania kolejnych zagadek w „W-11 Wydziale śledczym” już wtedy, gdy według lektora śledztwo utknęło w martwym punkcie. Ciekaw jestem tylko czy to przypadek czy IQ :)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl