Poskromienie złośnicy (2022), reż. Anna Wieczur-Bluszcz. Netflix.
Poskromienie złośnicy (2022), reż. Anna Wieczur-Bluszcz. Netflix.

Poskromienie złośnicy. Recenzja polskiego filmu Netfliksa

Dzień po tym jak Netflix poinformował, że do końca 2023 roku pokaże u siebie przynajmniej osiemnaście nowych polskich produkcji filmowo-serialowych, na platformie wylądowała nowa komedia romantyczna Anny Wieczur-Bluszcz (z uporem maniaczki wciąż podpisuje się jako Anna Wieczur; nie chce, żeby ludzie myśleli, że fuchy załatwia jej bardziej znany mąż, czy co?) zatytułowana Poskromienie złośnicy. Widać wyraźnie, że Netflix nie chce rzucać polskiego widza na głęboką wodę i zamierza powoli przygotowywać go na szok, jaki może wywołać u niego wspomnianych osiemnaście produkcji. Prezentuje więc kolejną produkcję z gatunku tych, które nie proszą się o recenzje, ale o kilka refleksji. No ale po kolei. Recenzja filmu Poskromienie złośnicy. Netflix.

O czym jest film Poskromienie złośnicy

Specjalistka od pszczół Kasia (Magdalena Lamparska) wraca z Ćikago do Zakopanego po tym jak zdradził ją jej chłopak. W rodzinnym mieście zamierza założyć Pszczelarską Dolinę Krzemową i rozkręcić biznes Wirtualnych Uli. Nie wie, że na jej ojcowiźnie znajdują się złoża cenne czarnego dębu… Sorry, muszę się chwilę pośmiać z tego absurdalnego zawiązania akcji filmu… Już. Wiedzą o tym jej najbliżsi Wacuś i Jędruś (Piotr Cyrwus, Tomasz Sapryk), którzy są o krok od podpisania lukratywnego kontraktu z właścicielką firmy meblarskiej (Dorota Landowska). Muszą tylko wejść w posiadanie części ziemi należącej do Kasi. A ponieważ ona nie chce tej ziemi oddać, proponują pewnemu przystojniakowi (Mikołaj Roznerski) interes. Uwiedzie Kasię za co dostanie kasę potrzebną mu na spłatę długu… Generalnie fabuła nie ma większego sensu i gdyby nie jej oficjalny opis, to z filmu nie byłoby wiadomo co i jak. Ba, nie wiadomo z niego nawet jak Roznerski ma na imię (pada może z raz, można przegapić), nie mówiąc już o innych związkach przyczynowo-skutkowych sprowadzających się do tego, że przystojniak ma tytułowo poskromić złośnicę. Ale nawet żadnej złośnicy tu nie ma, bo postać Kasi żadną złośnicą nie jest. Chujowych krewnych ma tylko.

Zwiastun filmu Poskromienie złośnicy

Recenzja filmu Poskromienie złośnicy. Netflix

Ustalmy sobie na początek jedno. Będzie to zarazem pierwsza zajawiona we wstępie refleksja. Otóż – wśród złych filmów są filmy o różnym poziomie zła. Nie jest tak, że złe filmy są jednakowo złe. Jedne są złe bardziej, drugie są złe mniej. I oczywiście rozumiem, że są widzowie, dla których zły film to zły film i jeb mu Jedynkę (nawet nie będę bronił wtedy Poskromienia złośnicy, bo nie ma na to za dużo argumentów), ale ja wychodzę z założenia, że da się wyodrębnić cały wachlarz złości w złych produkcjach. I złość w Poskromieniu złośnicy oceniam na 2/10, bo do wzorca w Sevres, filmu Miłość do kwadratu, trochę mu brakuje.

Podsumujmy więc powyższy akapit. Poskromienie złośnicy jest dokładnie takim filmem, jak myślicie. Polską komedią romantyczną w pełnej swojsko-przaśnej nieoglądalności, której seans nie ma absolutnie żadnego sensu. Nawet dla beki nie da się jej oglądać, tak bardzo jest nijaka.

No i mógłbym się tu znęcać nad drętwymi dialogami, absurdalną fabułą, koszmarnym aktorstwem głównych postaci (w Mikołaju Roznerskim jest tyle komediowego talentu co we Władimirze Putinie), beznadziejnymi efektami specjalnymi (tak, są tutaj efekty specjalne), brakiem żartów czy choćby trochę śmiesznych dialogów (są może ze trzy na cały film). Mógłbym, ale po co? Przecież Wy to już wszystko wiecie bez oglądania i – macie rację.

Czego być może jeszcze nie wiecie to tego, że fajnie zagrał tu Piotr Cyrwus, można sobie tu pooglądać naprawdę ładnie nakręcone Tatry, no i posłuchać fajnej, instrumentalnej wersji „Miłości w Zakopanem”. Sprawia to, że według mnie Poskromienie złośnicy nie zasługuje na Jedynkę. Ale sprawia to również fakt, że ten lecący na autopilocie wyrób komedio-romantycznopodobny da się oglądać. Z zupełną obojętnością i myślą o tym, czemu zdecydowało się stracić czas na ten film, ale bez aż tak wielkiej żenady, jak polskie kino jest w stanie zaserwować. Myślę, że po części zasługa w tym scenarzystki Hanki Węsierskiej, która w przeszłości napisała parę fajnych dowcipów dla swoich postaci filmowo-serialowych.

Co ważniejsze po seansie Poskromienia złośnicy, to jeszcze jedna refleksja dotycząca tego, w jaki sposób jesteśmy rąbani w dupę przez rozrywkę po odjechaniu od makdrajwa (pozdrowienia dla Leo Getza). Zastanawiamy się, po co kręcą tyle tego filmowego gówna, którego oglądać się nie da i pomstujemy na żenującą jakość kolejnych polskich romantycznych produkcji Netfliksa. My sobie tak gadamy, a Netflix kosi na nich kapuchę i nie przestanie tego robić. Bo działa to tak. Obsadzasz w napisanym na kolanie filmie parę znanych nazwisk z setkami tysięcy followersów na Insta. Kręcisz film, a owe gwiazdy zapowiadają w mediach społecznościowych, jaki to wspaniały film kręcą/nakręcili/właśnie wleciał na Netflix. Wpisy lubią i komentują znani koledzy gwiazd Instagrama również z tysiącami followersów, bo wiedzą, że jak oni nakręcą swój shit, to ci pierwsi przyjdą z rewizytą i zostawią lajka i komentarz. Oprócz nich produkcją zachwycają się anonimowi internauci w ilościach hurtowych, dla których szczytem szczęścia jest to, by ich wpis został polubiony przez gwiazdę. Oczywiście przychodzą też tacy, którzy napiszą, że film jest żenująco do dupy, ale ich komentarze albo utoną w peanach albo po cichu zostaną zdjęte i nawet nie będzie wiadomo, że istniały. Pod postami znajdą się więc same pochwały, a gwiazdy dalej będą wypisywać, w jakim to wspaniałym filmie zagrały. Filmie, do którego zaliczenia jako obejrzany wystarczą na Netfliksie dwie minuty. A że polski widz lubi polskie filmy (sprawdźcie se w box-office), to te dwie minuty każdej kolejnej produkcji obejrzy na tyle widzów, że film szybko wyląduje na pierwszym miejscu Top 10. Odtrąbiony zostanie sukces, pierwsze miejsce wzięte będzie za wyznacznik wysokiej jakości filmu i jego twórcy będą sprawiać wrażenie, że sami w to wierzą (a może i rzeczywiście wierzą). My będziemy załamywać ręce nad tym, jakie to gówno, a tymczasem w przygotowaniu będzie już kilkanaście kolejnych. Voila.

(2529)

Dzień po tym jak Netflix poinformował, że do końca 2023 roku pokaże u siebie przynajmniej osiemnaście nowych polskich produkcji filmowo-serialowych, na platformie wylądowała nowa komedia romantyczna Anny Wieczur-Bluszcz (z uporem maniaczki wciąż podpisuje się jako Anna Wieczur; nie chce, żeby ludzie myśleli, że fuchy załatwia jej bardziej znany mąż, czy co?) zatytułowana Poskromienie złośnicy. Widać wyraźnie, że Netflix nie chce rzucać polskiego widza na głęboką wodę i zamierza powoli przygotowywać go na szok, jaki może wywołać u niego wspomnianych osiemnaście produkcji. Prezentuje więc kolejną produkcję z gatunku tych, które nie proszą się o recenzje, ale o kilka refleksji. No ale…

Czas na ocenę:

Ocena: 2

2

wg Q-skali

Podsumowanie: Do uwiedzenia złośnicy w celu wycyckania ją na ojcowiznę zatrudniony zostaje przystojniak. Kolejny polski wyrób komedio-romantycznopodobny.

2 odpowiedzi

  1. oj nie jest dobrze….szkoda czasu

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl