Cry Macho (2021), reż. Clint Eastwood.
Cry Macho (2021), reż. Clint Eastwood.

Cry Macho. Recenzja filmu z Clintem Eastwoodem

Sam nie wiem. Sytuacja z 91-letnim twórcą filmowym jest tak nieszablonowa, że zupełnie nie mam pojęcia, jak pisać o jego najnowszej produkcji. No bo kto to widział, żeby 90-latek kręcił co roku film za filmem i żeby te filmy trzymały niezłą przecież formę. Szacun bez pytania o szczegóły. Kocha kino, kocha robić filmy, czemu więc zabraniać mu czegokolwiek i pisać, że powinien dać se spokój? Bez sensu. Z drugiej strony powinien dać se spokój. Recenzja filmu Cry Macho.

O czym jest film Cry Macho

Mike Milo (Clint Eastwood) był kiedyś gwiazdą rodeo. Jego świetną karierę przerwał wypadek, w efekcie którego wszystko się posypało. Wtedy pomocną dłoń wyciągnął do niego kumpel, właściciel rancza, właściciel koni, właściciel rodeo. Mike zaczął pracować u niego przy koniach na cześć i chwałę stadniny. Jednak lata później nie odnosi już takich wyników jak wcześniej. Nie chce mu się, coś go trapi. Po roku przymusowej przerwy, Mike dostaje szansę do tego, by wrócić na przysłowiowe siodło. Kumpel wysyła go z tajną misją do Meksyku. Ma tam odnaleźć syna tegoż kumpla. Chłopaka wychowywanego przez matkę. Kumpel nie chciał mieć z nim nic do czynienia, ale kiedy usłyszał, że matka (Fernanda Urrejola) go wykorzystuje, postanowił zadziałać. I dziwnym trafem rozwiązaniem tego problemu jest wysłanie do Meksyku bardzo emerytowanego kowboja.

Zwiastun filmu Cry Macho

Recenzja filmu Cry Macho

Nie sposób, no po prostu nie sposób nie patrzeć na Cry Macho przez pryzmat wieku Clinta Eastwooda. Nie wiem, jak z facetami, czy im też nie powinno wypominać się wieku, ale kurczę, koleś ma 91 lat. Nie dość, że wyreżyserował ten film, to jeszcze w nim zagrał. I doprawdy nie da rady, żeby zamknąć oczy na te 91 lat. W efekcie film przynosi dość niespodziewane obserwacje. Uśmiałem się już na początku, kiedy dziadek Eastwood zostaje zwolniony z roboty. Wygląda jak wygląda, ma lat, ile ma. Wydaje się, że i tak długo nie pociągnie, a tu na ekranie napis: „rok później”. Nie wiem, mnie śmieszy.

A śmieszy mnie jeszcze bardziej, choć tutaj chyba na pewno w sympatyczny sposób, że Eastwood z uporem maniaka kreuje się w kolejnych swoich filmach na seksualnego boga. Są w Cry Macho dwie postaci kobiece powyżej dwudziestego roku życia i obie po pół godzinie już chcą wskakiwać postaci Eastwooda do łóżka. Jedna z nich nawet wiąże z nim przyszłość. Seksowna, meksykańska wdowa (Natalia Traven) z pewnością nie ma nic lepszego do roboty niż uwiedzenie 90-latka. „Żyli rok i szczęśliwie” – chciałoby się złośliwie skomentować.

Sytuacja wygląda więc jak wygląda. Można próbować poważniej podejść do recenzowania filmu Cry Macho, ale tego wieku Eastwooda się nie przeskoczy. Bo choć film opowiada o zmierzchu kowboja i jest w pewnym sensie rozliczeniem z życiem Eastwooda i refleksją na temat przemijania i świata, który po sobie zostawiamy, to postać Eastwooda zachowuje się jakby miała 60 lat i całe życie przed sobą. Co osłabia ciekawy przecież przekaz.

Szczególnie że Eastwood rozliczał się już z tym samym w Bez przebaczenia sprzed… 30 lat.

W Cry Macho Clint Eastwood chyba już po raz ostatni wkracza z kowbojkami w świat współczesnego Dzikiego Zachodu. Tyle, że świat tego filmowego Zachodu wcale nie jest Dziki. Jest nudny jak obserwowanie wiciokrzewu fruwającego po pustyni. Mija głównie na czyszczeniu koni i pilnowaniu, żeby sobie nogi nie złamały. Koleżka głównego bohatera kręci jakieś szemrane biznesy, ale niewiele emocji z tego wynika. Jeszcze większe szemrane biznesy kręci matka przewożonego z Meksyku do Stanów chłopaka (Eduardo Minett), ale z nich również niewiele tych emocji wynika. Spodziewałbyś się jakichś meksykańskich karteli, brutalnych zabójców i innych zwyrodnialców podążających tropem Mike’a i Rafo. Nic z tego. Od czasu do czasu ktoś zepchnie ich samochód do rowu i tyle emocji.

W efekcie całość sprowadza się do obserwowania typowego dla takich produkcji docierania się dwóch skrajnie różnych bohaterów. Dziadka z przeszłością i refleksjami oraz bezrefleksyjnego chłopaka, który myśli, że zjadł wszystkie rozumy. Jadą sobie przed siebie, dyskutują, dziadek leczy zwierzęta, chłopak w końcu czuje, że komuś na nim zależy – wjeżdżają napisy końcowe.

(2496)

Sam nie wiem. Sytuacja z 91-letnim twórcą filmowym jest tak nieszablonowa, że zupełnie nie mam pojęcia, jak pisać o jego najnowszej produkcji. No bo kto to widział, żeby 90-latek kręcił co roku film za filmem i żeby te filmy trzymały niezłą przecież formę. Szacun bez pytania o szczegóły. Kocha kino, kocha robić filmy, czemu więc zabraniać mu czegokolwiek i pisać, że powinien dać se spokój? Bez sensu. Z drugiej strony powinien dać se spokój. Recenzja filmu Cry Macho. O czym jest film Cry Macho Mike Milo (Clint Eastwood) był kiedyś gwiazdą rodeo. Jego świetną karierę przerwał wypadek, w efekcie którego…

Czas na ocenę:

Ocena: 5

5

wg Q-skali

Podsumowanie: Podstarzały kowboj, była gwiazda rodeo, wyrusza do Meksyku, by przywieźć do Stanów syna przyjaciela. Snujący się niczym wiciokrzew po pustyni, niezbyt emocjonujący film, który, gdyby spojrzeć mu w metrykę, miałby pewnie tyle samo lat co jego reżyser.

5 odpowiedzi

  1. 15.17 chyba psuje Ci teorie o trzymaniu poziomu :)
    Dla mnie Gran Torino to juz niestety jest ten film gdzie eastwood juz nie powinien grac. Bo najpierw przegania gang malolatow a chwile pozniej czlowiek sie o niego boi widzac jak wchodzi po schodach.

  2. Quentin

    Jeden koszmarnie nędzny film na liczbę tego, co kręci, to nie trend tylko anomalia :).

  3. Clint ma 91 lat? myślałem, że z dychę mniej… poczekajmy co nakręci za rok :-)

    a Gran Torino dobrym filmem jest… mnie się podobał… :-)

  4. Quentin

    Jakliczowi też się podobał, tylko Clint był w nim dla niego za stary :)

  5. jak 13 kat temu za stary, to co teraz mówić :-) (specjalnie sprawdziłem Gran Torino z 2008 r.)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.