Zenek (2020), reż. Jan Hryniak.
Zenek (2020), reż. Jan Hryniak.

Zenek. Recenzja filmu Jana Hryniaka

Wódka, fajki, zdrady, walki z punkami, przekleństwa, włamy do Peweksu. Zenek posiada wszystko, co powinna mieć każda filmowa biografia niepokornego muzyka. Gdyby urodził się na Bronksie, pewnie odsiedziałby swoje za kradzieże i rozboje. Ale urodził się na Podlasiu, więc przyszło mu co najwyżej grać za wódkę i podrywać dziewczyny na fryzurę na czeskiego piłkarza. Reszta jest historią. Recenzja filmu Zenek.

O czym jest film Zenek

Ekipa telewizyjnej stacji nadającej disco polo kręci program o Zenku Martyniuku. Z rozmów z najbliższymi muzyka próbują wydobyć, jak się to wszystko zaczęło i jaka była droga sympatycznego wokalisty do szczytów polskiej muzyki chodnikowej. A zaczęło się pod koniec lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku w ubogiej wiosce na Podlasiu. Zafascynowany muzyką Zenek (Jakub Zając) całym dniami przesłuchuje kasety zagranicznych artystów spisując z nich słowa piosenek i pochłaniając wszystkie trzy akordy. Chodzi do szkoły, ale to muzyce chciałby się poświęcić. Tak jak kiedyś jego ojciec (Roman Gancarczyk; #FunnyFact kiedyś grał opiekuna Nikifora Krynickiego, teraz gra opiekuna Zenka Martyniuka), a obecnie jego wujek (Mateusz Król). Póki co śpiewa w kościele, gdzie słyszy go Skaryszuk (Piotr Cyrwus). Skaryszuk wydaje za mąż córkę i chciałby, żeby Zenek z kolegą Ryśkiem (Karol Dziuba) zagrali na  jej weselu. Zenek uzyskuje zgodę matki (Agnieszka Suchora), a występ na weselu otwiera mu drogę do kolejnych miejscowych wesel i festynów. Wkrótce jego głos wpada w ucho menadżerowi (świetny jak zawsze Andrzej Andrzejewski) i Zenek rusza w świat. To znaczy do kolejnej wsi, gdzie mieści się nieco większa dyskoteka. Na jednej z takich imprez poznaje Dankę (Klara Bielawka), którą zamierza kiedyś poślubić.

Zwiastun filmu Zenek

Recenzja filmu Zenek

A gdyby tak spróbować napisać recenzję bez oglądania się na politykę i wszystko to, co z filmem nie ma nic wspólnego, ale każe gnoić go na każdym możliwym kroku?

Gnoić bez powodu, bo Zenek ani nie jest lepszy, ani gorszy od standardowego polskiego filmu rozrywkowego. Coroczne komedyjki z TVN-u pewnie patrzą na Zenka z wyższością, ale zupełnie bez uzasadnienia, bo w niczym lepsze nie są. I choć z perspektywy Warszawy może się wydawać, że Zenek pokazuje jakiś wymyślony świat, który dawno nie istnieje, to prawda jest taka, że o wiele bardziej oderwane od rzeczywistości są te kolorowe filmiki o bohaterkach pracujących w Biedronce i mieszkających w dużych mieszkaniach w okolicy warszawskiej Starówki.

Miewa Zenek momenty dużo słabsze, w których jak na dłoni widać nieporadność reżyserską, telewizyjny anturaż i aktorstwo rodem z południowokoreańskich komedii. Nie jestem też pewien czy specyficznie zmodyfikowany (jak sądzę) głosik Jakuba Zająca jest tu potrzebny. Zbyt często Zenek sprawia wrażenie, jak gdyby ktoś, nie wiadomo kto, chciał sobie zrobić z widza jaja. To właśnie te momenty najbardziej wpływają na wszystkie słabości filmu i czynią go wrażliwym na ciosy krytyki. Uśmiech Krzysztofa Czeczota grającego starszego Zenka to już jakieś totalne kuriozum, które daje twarz negatywnym recenzjom. Podejrzewam, że chyba zagrał tę rolę dla beki, ale głośno tego nigdy nie powie.

Ale miewa też Zenek momenty dużo lepsze, w których jest takim sympatycznym, nienapuszonym filmem o Polsce B, która w tamtym momencie historii była w kontekście świata krajem gdzieś tak J. To właśnie w nich przypomina nieco Daleko od szosy, z zachowaniem proporcji w stosunku do tego jednego z najlepszych polskich seriali w historii. To tego samego typu opowieść o chłopaku, który chce więcej niż rzeczywistość ma mu do zaoferowania. I przypomnienie tego przaśnego świata, w którym powiewem bardzo odległej cywilizacji był magazyn Bravo. Zrealizowane w bardzo porządny sposób bez ubarwiania szarej rzeczywistości, w której przyszło żyć bohaterom. Zabłoconej, odświętnie ubranej w niedzielę, podrygującej w ortalionach w rytm sztucznej muzyki z syntezatora.

Jest w Zenku wszystko. Wódka, fajki, zdrady, walki z punkami, przekleństwa, włamy do Peweksu, wymioty, porwania, Wojciech Kowalczyk, goła baba na sedesie, cygańskie napierdzielanki, dwa młode wilki w obsadzie, sekscesy w windzie i cameo Zenka Martyniuka. Jest Limahl i jest koleś z Bad Boys Blue. Nie ma tylko jednego, co jest najbardziej zaskakujące, disco polo. I nie chodzi o discopolowe piosenki, których nawiasem mówiąc też nie ma. Bohaterowie śpiewają covery zagranicznych i polskich hitów, a hity Zenka dźwięczą gdzieś tam w tle co najwyżej.

Chodzi o tę całą kulturę disco polo, choć pewnie wielu teraz myśli, że powinienem dać ową kulturę w cudzysłów. Z zapowiedzi Zenek miał być pierwszym filmem pokazującym fenomen disco polo, ale nie pokazuje go w ogóle! Kiedy nadchodzi najciekawszy moment przeskakujemy parę lat do przodu, by bawić się w niepotrzebny wątek kryminalny. A przecież trzeba było pokazać jak rodziło się disco polo. Pokazać ówczesne gwiazdy i przede wszystkim pokazać ten moment, w którym Zenek Martyniuk z odtwórcy stał się twórcą. Jak do tego doszło, że nagle zaczął komponować hit za hitem? Nie wiem. Ostatecznie za fenomen disco polo robią tu sceny, w których ktoś prosi Zenka o autograf, a laski w klubie chcą go wychędożyć.

W stosunku do filmu Zenek mam jeszcze jedno bardzo silne odczucie. Odczucie, którym tłumaczę sobie to, że Zenek nie jest takim filmem jak mógłby być. Mam wrażenie, że jego autorzy, świadomie bądź nie, sami wstydzili się tego, nad czym pracują. Niepotrzebnie. Zamiast szczerze i bez wstydu opowiedzieć tę prostą historię prostego świata i prostego bohatera poszli gdzieś w autoparodię (aktorzy) i w maskowanie (twórcy) sedna owego fenomenu disco polo jak największą liczbą wstawek godnych biografii amerykańskiego rapera zastrzelonego w wieku 24 lat przez policję. Po jaką cholerę? Nie ma się czego wstydzić. Przaśne to wszystko? Nie szkodzi. Ci, którzy dzisiaj śmieją się z Zenka, na pewno mają w albumach masę swoich obciachowych zdjęć sprzed trzydziestu lat. Słuchali kiedyś Modern Talking, a teraz myślą, że są melomanami, bo mają Spotify Premium.

Innymi słowy więc: nie taki Zenek straszny, jak go malują.

(2397)

Wódka, fajki, zdrady, walki z punkami, przekleństwa, włamy do Peweksu. Zenek posiada wszystko, co powinna mieć każda filmowa biografia niepokornego muzyka. Gdyby urodził się na Bronksie, pewnie odsiedziałby swoje za kradzieże i rozboje. Ale urodził się na Podlasiu, więc przyszło mu co najwyżej grać za wódkę i podrywać dziewczyny na fryzurę na czeskiego piłkarza. Reszta jest historią. Recenzja filmu Zenek. O czym jest film Zenek Ekipa telewizyjnej stacji nadającej disco polo kręci program o Zenku Martyniuku. Z rozmów z najbliższymi muzyka próbują wydobyć, jak się to wszystko zaczęło i jaka była droga sympatycznego wokalisty do szczytów polskiej muzyki chodnikowej. A…

Czas na ocenę:

Ocena: 6

6

wg Q-skali

Podsumowanie: Zenek Martyniuk, młody chłopak z Podlasia, marzy o tym, by swoją muzyką trafić do ludzi. Przyzwoity biopic z momentami bardzo słabymi, ale i tymi dużo lepszymi. Szkoda tylko, że autorzy chyba wstydzili się disco polo, bo całkowicie zignorowali temat jego fenomenu i przegapili szansę na naprawdę interesującą opowieść.

14 odpowiedzi

  1. Zmarnowane, można było z tego zrobić festiwalową pocztówkę z Polski. Widocznie trafiło na jakichś kompletnie pozbawionych ambicji ludzi w produkcji.

  2. Ogólnie film nie był zły, ale zabrakło w nim „czegoś”..
    A co miał w głowie reżyser angażując Krzysztofa Czeczota (notabene dobrego aktora) do roli Zenka to pojęcia nie mam.. Pasował do roli jak pięść do nosa

  3. Ja się pozytywnie zaskoczyłam na seansie, wolałam Zenka niż Lipińską stąd mój wybór. Było ejtisowo, najntisowo, fajna muzyka niekoniecznie disko polo (dla mnie plus) i przesympatyczny młody Zenek. Czysta rozrywka i dobra robota.

  4. Bardzo sympatyczny wieczór w kinie. Fajnie pokazane realia lat 80 i 90 w Polsce. Wszystko na swoim miejscu. Może faktycznie nieco za mało disco polo, ale to ma swoje plusy 😉

  5. A mi się film podobał. Na plus zwłaszcza gra aktorska, scenografia i kostiumy.

  6. Zenek bardzo fajny film, nie oczekiwałam nie wiadomo czego a pozytywnie mnie zaskoczył. Wiele osób zarzuca, że mało disco polo a dla mnie to na plus :) Pozytywna historia o chłopaku z małej wsi, który robi karierę i ten scenariusz napisało samo życie 😀

  7. Byłam oglądałam i rzeczywiście zabrakło mi tego czegoś czyli pokazania jego twórczości jego przebojów. Bo to rzeczywiście jego piosenek chciałam jak najwięcej usłyszeć i ta gra aktorska porażka

  8. Byłem wczoraj w Cinema-City w Toruniu. Jestem z pokolenia Martyniuka, dlatego mi i mojej żonie ten film bardzo się podobał. Dlaczego? Przede wszystkim skupiał się na pokazaniu rzeczywistości Polski lat 1985 – 2005. To się bardzo dobrze udało nie tylko dzięki niezłej grze podstawowych aktorów, ale także profesjonalnie dobranych statystów. Przy okazji pokazano klimat schyłka PRL-u i początków gospodarki rynkowej w Polsce. Krajobrazy Podlasia – pięknie oddane, przedstawiona wielokulturowość także poprzez pryzmat jej zalet jak i wad. Ten film szczególnie polecałbym młodzieży, ponieważ jako jeden z nielicznych nie sili się na pseudofilozofie, ale pokazuje po prostu tak jak było, nie bawi się w politykę.

  9. Obejrzałem. Film przyjemny w odbiorze. Nie rozumiem dlaczego ludzie tak bardzo hejtują to w sieci

  10. rozczarowana

    film masakra Zenek przedstawiony w filmie jak pożal się Boże muzyk żoną zenka jako pusta lala której zależy tylko na kasie . generalnie filmu nie polecam rozczarował mnie

  11. Z pewnością wszyscy miłośnicy lat 80 i 90. powinni zobaczyć Zenka. Nie jest to arcydzieło, ale po prostu nasza historia. Przyjemny powrót do czasów biesiadowania ostro zakrapianego przy dobrej swojskiej muzyce. Kochamy takie filmy! Zwłaszcza przy świątecznym stole najczęściej się do nich wraca. A Zenek porusza, wzrusza i rożśmiesza

  12. Wydaje mi się że film trafi do ludzi z tego pokolenia :) dla mnie to był super powrót do przeszłości i naprawdę miło spędziłam czas oglądając

  13. Ogrom hejtu wylewa się na film, do tego stopnia, że obejrzałem film osobiście I mam trochę inne zdanie. Film ma swoje drobne błędy I sam czeczot zupełnie nie pasuje jako Zenek. Poza tym film ogląda się miło I nie żałuję wypadu do kina

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.