Gra o tron, Game of Thrones S08E06 (2019). HBO GO
Gra o tron, Game of Thrones S08E06 (2019). HBO GO

Gra o tron s08e06. Pożegnanie z Westeros. Spoilery. HBO GO

No i po Grze o tron. Smutek i żal może byłby większy (w ogóle by był), gdyby nie fakt, że w kolejnych latach czeka nas jeszcze pewnie kilka powrotów do świata stworzonego przez George’a R.R. Martina. Będą nam mówić, że to będą prequele, że bohaterowie Gry o tron już nie powrócą, że to zupełnie inne seriale, ale my w to nie uwierzymy. W Better Call Saul też miało nikogo nie być, a ostatecznie tu się zaczaił Tuco, tam Gus, gdzieś jeszcze ktoś inny i finalnie za chwilę będzie z tego BBB, Before Breaking Bad. Tak samo będzie w przypadku Gry o tron. Najpierw nieśmiało, powoli, raz na siedemnaście odcinków, a za chwilę pożeglujemy razem z Aryą Stark na poszukiwanie krain poza granicami mapy. A Jon Snow spotka się ze wszystkimi starymi druhami i przyszywaną rodziną, choć pożegnanie zaserwowano nam takie jakby nigdy się już mieli nie zobaczyć.

Dlatego też smutno mi nie jest, bo to nie żaden koniec. To, moi przyjaciele, dopiero początek. „A kto umarł, ten nie żyje” mruczy gdzieś za uchem Franz Maurer, ale nie będzie trzeba Melisandre, żeby zobaczyć się jeszcze w jakimś innym serialu z wszystkimi tymi trupami, których w Grze o tron nie brakowało. Taki np. serial o młodym Jorahu Mormoncie biorę od razu.

Nie tylko nie jest mi smutno, ale też nie czuję się zawiedziony finałem. Być może dlatego, że nigdy nie traktowałem Gry o tron nabożnie, ani nie wczytywałem się w książki, które były jej pierwowzorem (dopiero teraz mam ochotę je przeczytać). Ale pewnie głównie dlatego, że miałem świadomość tego, że nie należy się po finale spodziewać cudów. Łatwo powiedzieć: proszę mnie zaskoczyć! Trudniej zrobić. Szczególnie w sytuacji, gdy od zaskoczenia ważniejsze jest w miarę sensowne zakończenie czegoś, co wielu pokochało. I było jasne, że nie wszyscy będą zadowoleni. A że raczej większość jest niezadowolona (co wynika z pobieżnej lektury internetów), cóż, bardziej niż na serial zwalam winę na zwykłe malkontenctwo. I bezsensowne oczekiwanie niewiadomoczego. Do czasu publikacji kolejnych książek Martina, nie dowiemy się czy mam rację, czy może rzeczywiście dało się to zrobić dużo lepiej. Czytaj: tak, że kapcie spadną. Bo chyba nikt nie czeka na lepiej. Wszyscy czekają na to, że książki pokażą tym paskudnym Dedekom jak się to robi! O ile HBO mu na to pozwoli. Teorii spiskowych dziejów z pewnością nie zabraknie.

W nawiązaniu do finałowego odcinka Gry o tron przyszła mi do głowy kolejna głęboka refleksja. Otóż dochodzę do wniosku, że ludzie kochają otwarte zakończenia, dopóki ktoś nie zaserwuje im otwartego zakończenia. Wtedy słychać lamenty, że ¾ wątków nie zostało zamkniętych i że w ogóle żenada. A potem wracają do kochania otwartych zakończeń, bo to takie niejednoznaczne, zostawia pole do własnej interpretacji i w ogóle super. Naprawdę ktoś spodziewał się, że Gra o tron szczelnie pozamyka wszystkie luźne wątki wymagające epilogu? Naprawdę uważacie, że łopatologiczna odpowiedź na pytanie: dokąd poleciał smok? sprawi, że finał byłby lepszy? Co za różnica, dokąd poleciał smok? Został bohaterem najładniejszej sceny finału, zabrał szpony za pas i zniknął w chmurach. To nie żaden wątek, który nie został zamknięty. Nie na wszystko trzeba odpowiadać wyczerpująco. Tyczy się to również innych wątków, które spokojnie mogłyby zostać pociągnięte w dziewiątym sezonie. Gra o tron się zakończyła, wynik meczu jest znany. Ale życie nie kończy się dopóki się nie umrze. Życie toczy się dalej. Żyli długo i szczęśliwie. Być może. A być może nie. Taki urok (w miarę) otwartych zakończeń.

Gra o tron w sezonie numer osiem to swoisty ewenement. Podczas gdy większość seriali robi wszystko, żeby rozciągnąć fabułę jak najbardziej się da, w tych sześciu finałowych odcinkach robiono wszystko, żeby tę fabułę ścisnąć jak tylko się da. Pewnie, spodziewałbym się drugiego półfinału ww. Breaking Bad, który w ośmiu ostatnich odcinkach perfekcyjnie wszystko pozamykał (a każdy odcinek oglądało się z zapartym tchem), ale jestem w stanie obniżyć poprzeczkę oczekiwań i nie narzekać aż tak bardzo jak niektórzy. Choćby dla więcej niż kilku epickich scen udowadniających, że autorzy Gry o tron po przejęciu serialu z torów książkowych zaczęli myśleć obrazami, a przestali myśleć mózgiem. No przestali, są w sezonie numer osiem rzeczy, których obronić się nie da. Nie psują mi jednak całości serialu.

Pisałem wcześniej, że nie zamierzam brać udziału w zabawie pod tytułem: kto zgadnie, kto zasiądzie na Żelaznym Tronie?, ale czuję się teraz w obowiązku wspomnieć, że trochę jednak trafiłem. Śmiałem się wcześniej z takich osób jak ja teraz, które będą mówić, że trafiły, no ale trafiłem, że nikt na tym Żelaznym Tronie nie zasiądzie. Ugotowany przez smoka nie doczekał się kształtnego tyłka Daenerys zasiadającego wewnątrz. Wyścig niespodziewanie (nie dla spoilerowców) wygrał Bran, ale to już nie ten Żelazny Tron, to już nie te Siedem Królestw, o które od ośmiu sezonów toczyła się gra. Dla mnie satysfakcjonująco i zgodnie z regułami zabawy. Zadajesz pytanie, a potem przewrotnie na nie odpowiadasz. Kto zasiądzie? A dupa, nikt! Wiem, wiem, tu się do tej pory miało w nosie reguły.

Oczywiście, jeśli założy się klapki na oczy i weźmie pod uwagę tylko własny interes, czepiać się w tym finałowym odcinku można wszystkiego. Szczególnie zbyt przesłodzonego zakończenia, zakończenia. Spoilery podpowiadały, że Jon odnajdzie świeże ślady Białych Wędrowców, co byłoby zagrywką znaną z większości horrorów, ale nic takiego nie miało miejsca. Próbowano nas co prawda przekonać, że kara na nim jest taka straszna i surowa, ale bądźmy poważni. Snow dobrze się czuł za murem i za mur trafił. Rzewne pożegnanie z najbliższymi trzeba uznać za naciągane, bo zupełnie nic nie stoi im na przeszkodzie, żeby spotykali się co tydzień. Na dobrą sprawę, gdy Szary Robak wybył do królestwa ukochanej Missandei, Snow może wrócić do Westeros na stałe i nikt mu złego słowa nie powie.

Wiele rzeczy w tym finale trzeba brać na wiarę. Zupełnie nic nie gwarantuje pokoju Sześciu Królestw, gdy wystarczyło wstać i powiedzieć: ale nie, ja na północy chcę być niezależna, żegnam panowie. To, co wielu królestwom/państwom zajęło wieki, w Grze o tron załatwiono na jednym posiedzeniu u Elronda. Sam wstał i wymyślił demokrację, Tyrion za chwilę przebił koncepcją wolnej elekcji. To się nie może dobrze skończyć, ale oni jeszcze o tym nie wiedzą.

Pomijając to, jak do tego wszystkiego doszło, efekt finalny życiorysów pozostałych przy życiu postaci jest moim zdaniem taki, jak być powinien. Totalnie niczego nie zmieniłoby w moich oczach, gdyby np. miejsce Brana zajął ktokolwiek inny. Nikt nie wylądował tam, gdzie nie powinien i choć w większości przypadków działo się to zbyt ekspresowo, a po drodze zostało napotkanych wiele fabularnych dziur, jak piszę, jestem je sobie w stanie sam zaklajstrować. A to że Królewska Przystań z sezonu na sezon wyglądała inaczej czy Lista Aryi zmieniała się bez słowa itp. – nie jest dla mnie rzeczą, która dyskredytowałaby w jakikolwiek sposób cały serial. Może i jestem mało wymagający, nie wykluczam, ale też mam chyba świadomość, że nie jest łatwo zadowolić wielomilionową widownię tak, żeby każdy zasnął usatysfakcjonowany. Co by się tu nie wydarzyło, ktoś by narzekał. Może jednak czasem warto o trochę empatii.

Jeśli więc chodzi o mnie to największym nieporozumieniem w ósmym sezonie pozostaje to, jak został potraktowany Bronn. Ależ musiał mieć minę, gdy czytał scenariusze i te trzy sceny ze swoim udziałem. Rubaszny humor ostatnich minut serialu w niczym mi nie przeszkadza, a jeśli nad czymś się zastanawiam to nad tym, czy tę scenę z Duchem udało się ekspresowo dokręcić w ostatnich dniach, czy może była tam od początku. Pewnie to drugie, bo w biznesie zwanym showbiznesem cudów nie ma i nie da się tak po prostu dokręcić jakiejś sceny bez większych ceregieli.

Panowie od Gry o tron idą teraz psuć Gwiezdne wojny. Tak to wygląda z punktu widzenia fanów. Optyka szefostwa panów od Gry o tron jest zgoła odmienna. Ich serial oglądają miliony, o ich serialu mówi cały świat, a fani serialu żyją (żyli) każdym jego szczegółem. Kiedy ostatni raz o Waszym komentarzu, że coś jest chujowe rozmawiał cały świat?

7 odpowiedzi

  1. Dziwię się, że tak uczepiłeś się tego otwartego zakończenia. Wydaje mi się, że krytyka widzów została skierowana w innym kierunku, przykładowo:
    – wątek pochodzenia Jona ostatecznie ograniczył się do tego, że przestała mu się podobać Daenerys,
    – Tyrion ustanowił nowy ustrój i wskazał nowego króla będąc… więźniem w łańcuchach,
    – scena Jon/Daenerys została wykonana w strasznie kiczowaty sposób,
    – Bran zgodził się na bycie królem, a przecież wcześniej mówił o sobie tak, jakby nie był już człowiekiem i żył w innej rzeczywistości.
    Ale generalnie uważam, że finał nie był taki zły, większa krzywda została wyrządzona temu serialowi w poprzednich odcinkach.

  2. Quentin

    Kwestia pochodzenia Jona zmieniła dużo więcej. Kto wie, jak by się to wszystko potoczyło, gdyby nie ona właśnie. Na pierwszy rzut oka rzeczywiście wygląda na to, że „no i co z tego?”, ale sięga chyba jednak dalej. Nie można wykluczyć, że gdyby Jon Snow był Jonem Snowem to zakochana Dany, cała w skowronkach, nakazałaby pokryć cały świat tęczą i jednorożcami. Kwestia dziedzictwa Jona ostatecznie przypieczętowała los Królewskiej Przystani, a że dalej nie chciał być królem. No nie chciał i co mu panie zrobisz.
    Co do tego typu zarzutów jak Tyrion w łańcuchach to w ogóle nawet nie traktuje ich jako rzecz do rozważania. Oczywiście to tylko ja i kwestia mojego podejścia do sprawy, ale jest ono takie, że no i co z tego, że w łańcuchach? Różnie bywa. Najwięksi gangsterzy zarządzają swoimi królestwami z więzienia :).
    Kiczowata czy nie to już tylko i wyłącznie kwestia gustu i tutaj też nie ma co dyskutować, bo to nie matematyka i nie ma rozwiązania.
    Z Branem mam inny problem. Skoro Północ odłączyła się od Siedmiu Królestw, to raczej nowo powstałym tworem nie powinien rządzić nikt z rodu Starków. Mają teraz swoje państwo, idź się chłopaku kopać z Sansą.

    Nie twierdzę, że wszystko jest cudowne i nie ma fakapów, bo jest ich dużo, a jeszcze więcej, gdy pochylić się nad fabułą bardziej szczegółowo. Ale też krytyka jaka się teraz rozlewa nad serialem, moim zdaniem jest zdecydowanie przesadzona. Mądrzejsi będziemy po premierze książek :).

  3. Tak, obojętność lordów innych królestw wobec secesji Północy i wybrania Starka na Króla jest jeszcze gorsza kwestia charakteru Trójokiej Wrony. Tym bardziej, że secesji dało się uniknąć… wybierając właśnie Starka, prawowitego dziedzica królestwa północy. Przecież cały argument Sansy polegał na tym, że ludzie północy nie chcą znowu klękać przed kolejną osobą. No ale przed ich prawowitym władcą? Argument totalnie utracił znaczenie. Cały ten wątek został poprowadzony tylko po to, aby zrobić Sansę królową – wszak jest to spełnienie jej marzeń od dzieciństwa.

    Podobnie razi mnie obojętność lordów wobec wybrania Bronna lordem najbogatszego z królestw oraz starszym nad monetą.

    Aczkolwiek oba te argumenty można zbić jednym – dopiero co zakończyła się jedna z najbardziej druzgocących wojen w historii Westeros. To nie był najlepszy czas na sprzeciwy i dyskusje, trzeba było kogoś wybrać szybko i pozbyć się obcych armii z kontynentu.

    BTW, co z Khalasarem? Nic sobie nie zrobili z tego, że ich khaleesi została zamordowana?

  4. Z finałem mam sporo problemów. Zacznę od tego, że mnie się podobał odcinek do momentu odlotu smoka (w ogóle wszystkie sceny z Drogonem są megaklimatyczne), a później jest słabiej. Jest to najsłabszy odcinek, głównie przez ostatnie 15 minut, gdzie mamy sceny jak z parodii, zabawne, które są z dobrymi scenami wymieszane (głównie pożegnania bohaterów). Co do tego, że Got jest serialem schematycznym, bezpiecznym od kilku serii to wiadomo od dawna, ale jakby ktoś miał jeszcze wątpliwości co do tego jak serial się zmienił to finał idealnie pokazuje jak GoT się zmieniło. Wiele wątków skończyło się tak bezpiecznie, że każdy chyba się domyślił (jeśli nie czytał spoilerów co wyciekły).

    Podobał mi się ten spokojny początek, gdy oczyma Tyriona widzimy co się stało, jak znajduje ciało rodzeństwa, a później rezygnuje z funkcji doradcy królowej. W ogóle to jest typowy ostatni odcinek GoT, tak jak w poprzednich seriach, czyli oparty na dialogach z czego serial był znany na początku, a nie z bitw i epickości. Inna sprawa że sceny gadane różnie wypadły. Dobra rozmowa Tyriona z Jonem, choć widać, że próbują w niej scenarzyści ustami Lannistera przekonać nieprzekonanych widzów dlaczego Daenerys dokonała rzezi stolicy.

    Zresztą Danka, sama się tłumaczy Jonowi. Widać, że dziewczyna po prostu żyje w innym świecie, nie akceptuje innego dobra, tylko to dobro, które chce szerzyć na cały świat, a inni nie mają racji i będą ginąć. Po prostu dziewczyna puściła się peronu i jest chora na władzę, co dla mnie nie jest zaskoczeniem, bo były sugestie co do tego w serialu, a też w rzeczywistości zdarzają się tacy tyrani. Można wymienić Hitlera, Stalina i wielu innych.

    Ciekawe jest to co chyba wszyscy zauważyli jak armia Daenerys jest duża i z każdym odcinkiem się rozrasta niczym armia Nocnego Króla po zabiciu każdego wroga;) Nieskalanych i Dothraków wydawało się, że już nie ma po walce z Nocnym Króle, zwłaszcza Dothrakowie wydawało się, że zginęli wszyscy (zresztą twórcy to potwierdzili w wywiadach), a z każdym następnym odcinkiem po nocnej bitwie pojawia się ich coraz więcej.

    Podobała mi się też scena zabicia Danki, choć aktorsko słaba, ale ładnie nakręcona, podobnie jak wcześniejsze np. moment gdy Dance skrzydła wyrastają. Rozumiem też dlaczego smok nie zabił Jona, ze względu na jego pochodzenie. W ogóle cała sekwencja z wściekłym smokiem jest bardzo emocjonalna i chyba jedyny emocjonalny moment odcinka, oprócz scen z Tyrionem.

    Niestety Kit gra słabo bardzo, nawet jak na niego, lepsza jest Clarke jak próbuje go Danuśka przekonać do tego co zrobiła i chce by dołączył do niej. We wcześniejszym odcinku też pokazała, że jak grą wredną Dankę to jest świetna. No i jak już wspomniałem o Tyrioni, czyli jednym z moich ulubieńców, to czym odcinek się broni to aktorstwo Pete’a Dinklage’a, który cały epizod pokazywał prawdziwą klasę aktorską. Praktycznie każda scena z nim podobała mi się, nawet jak sensu nie miała jak np zebranie pod koniec odcinka, które wyszło absurdalnie i komediowo, ale to nie jego wina.

    Słabsza jest druga część, czyli po 42 minucie odcinka, gdy dostajemy kilkutygodniowy przeskok w czasie i klimat odcinka całkowicie się zmienia. Wtedy zaczynają się problemy z odcinkiem największe, bo niby sąd nad Tyrionem (tak przynajmniej wygląda) ma być, a dostajemy wybór nowego króla, gdzie najwięcej do powiedzenia ma właśnie Lannister, który jako skazany powinien siedzieć cicho. Zresztą można by się przyczepić do wcześniejszych minut odcinka co mi się podobały, gdzie Tyrion powinien zginąć, powinna go Danka zabić za zdradę jak zrobiła z Varysem, ale wiadomo, że ma parasol ochronny od scenarzystów. Uwielbiam Lannistera, ale wiadomo że w pierwszych seriach nie przeżył by tyle, choć rozumiem dlaczego, bo dzięki niemu wybrano nowego króla. Dlatego nie ukatrupili go scenarzyści, choć było kilka sytuacji w tej serii gdy powinien zginąć tak jak spotkało to łysego w piątym.

    Rozumiem, że przez to jak lecą szybko z fabułą, to scenarzyści dialogiem Tyriona próbują wyjaśnić czemu Bran nadaje się na króla idealnie. No i ma to sens, dzięki temu jak aktor sprzedaje scenę, tylko gorzej jak później się człowiek zastanowi, i wygląda, że coś tu jest nie tak. Przede wszystkim czemu nikt nie wspomniał o tym, że Jon jest prawowitym władcą? Wiadomo że nie chce rządzić, ale bardziej zasługiwał jak Bran, który nawet już człowiekiem nie jest co sam kiedyś przyznał. Na dodatek Bran Stark jest tak nieciekawa postać i słabo grana, że gdyby nie dali dialogu Tyriona, tylko pokazali samo wybranie Brana, to bym padł ze śmiechu. Ani raz nie rozważano jego kandydatury do tronu w serialu, nie ma podbudowy ten wybór we wcześniejszych odcinkach. Zresztą nie raz mówił, że już nie jest Branem, nie jest człowiekiem.

    Niby jest jednym z głównych bohaterów, ale tak prowadzili tą postać nudno, że dla mnie Bran to był trzeci plan. Rozumiem, że Bran wie wszystko, zna przeszłość, historię, itd, dlatego to najlepszy wybór, ale to najgorsza postać w całym serialu. Nigdy dla mnie Bran nie był pełnoprawną postacią i dlatego mam z nim największy problem. No i jak jest Trójoką Wroną, to przecież będzie żył bardzo długo, przynajmniej 100 lat jak nie więcej i może się zamienić na koniec w drzewo, jak poprzednia Wrona.

    A poza tym historie też zna Sam, więc już jego mogli wybrać. Bran jest nawet nudniejszy jak Snow w najgorszych swoich momentach. Inna sprawa że Snowa polubiłem po jakimś czasie, nabrał jakiejś tam charyzmy, polubiłem mimo tego jak czasami się głupio zachowuje, zwłaszcza ostatnio. Choć przyznam że z zakończenia najgorszego czyli wybrania na władcę największego drewniaka w serialu (nie zdziwię się, jeśli już są żarty, że ma własny tron) wybrnęli dość ciekawie w jednym elemencie. Mam na myśli to, że z odcinka wynika, że Bran jest królem marionetką.

    Sansa mówi o oddzieleniu Winterfell i zgadza się brat bez wahania (zresztą ciekawe, że też nikt z reszty nie protestuje), a w czasie zebrania swoich doradców ma gdzieś politykę i całą władzę zostawia w rękach Tyriona, a sam woli szukać smoka. Więc wygląda, że on będzie sobie podróżował po świecie pod wpływem narkotyków, szukał smoków, i tym podobnych rzeczy, a reszta należy do Lannistera. Więc dla mnie władcą tak naprawdę jest Tyrion, czy tylko ja to tak widzę? A może chcę tak widzieć, bo byłem za zakończeniem takim, że wspólnie rządzą Tyrion i Sansa i w pewnym sensie do tego doszło. Sansa została władczynią Winterfell, a Bran królem marionetką w rękach Tyriona.

    Pozostaje też kwestia tego, że Bran o tym wiedział, że zostanie władcą, bo on wszystko wie. Więc to znaczy, że wszystko zaplanował, jak wynika z tego co powiedział do Tyriona w czasie wyborów? Jeśli tak to powinni dać jakieś sugestie, a nic wcześniej nie dali.

    Podobają mi się za to inne sceny, a dokładnie te, gdy pokazywane jest w równoległym montażu co z Aryą, Jonem i Sansą. Bardzo ładnie zakończono ich wątki moim zdaniem, choć można sie zastanawiać co Jon będzie robił na murze, jak nie ma sensu by istniał. Ale też zasugerowano, że z dzikimi sobie będzie mieszkał, czyli to co chciał. No i nie zapomnieli o Duchu jednak, pogłaskał go, jak co niektórzy narzekali po czwartym odcinku. A nie wierzę w to, że nakręcili tą scenę po krytyce jaka wylała się na scenę z Duchem i Snowem w czwartym odcinku, tylko normalnie. Zresztą twórcy komentowali tą scenę niepogłaskania po fali hejtu a moim zdaniem zrobili to specjalnie, i tak naprawdę lali w tym momencie z fandomu jak pojawiła się taka scena w finale. Oczywiście część fanów jest przekonana, że to ICH zasługa, że gdyby nie hejt to by tego nie naprawili – SERIO?:D

    Choć ja nie wiem gdzie to słodko gorzkie zakończenie o którym mówili scenarzyści, bo dla mnie skończyło się happy endem, co nie pasuje do GoT za bardzo. A może ujmę to inaczej, bo serial stał schematycznym fantasy kilka sezonów temu, więc akurat do tego GoT co dostaliśmy w ostatnich dwóch sezonach takie schematyczne i proste zakończenie pasuje. Chyba że za gorzkie zakończenie uzna się jak zakończono wątek Danki,co zrobiła w piątym odcinku ze stolicą i decyzja Snowa jaką podjął. Serial się tak zakończył w przypadku większości bohaterów, że równie dobrze za kilka lat może powstać kolejny sezon z tymi co mieli szczęście i przeżyli do finału. Chętnie zobaczyłbym choćby dalsze losy Sansy i Aryi. I znowu miałem skojarzenia z Władcą Pierścieni Petera Jacksona w 8 serii. Mam na myśli scenę pożegnania Jona z Sansą i Aryą, która przypomina mi pożegnanie Sama z Frodo w Powrocie Króla.

    Ciekaw jestem czy rzeczywiście te zakończenia dotyczące poszczególnych postaci pochodzą od Martina, czy takie podał showrunnerom, a w książkach inaczej dotego dojdzie. A co trochę to powtarza że tak może być, ale nie zdziwię się jak po hejcie finału przepisze swoje zakończenia wątków i znów przepisze książkę (zresztą kilka lat temu już prawie miałą wyjść i nagle ucichło). Domyślam się, że inaczej Bran zostanie królem w książce, jeśli tak będzię, bo wierzę, że w książkach nie jest aż tak nudną postacią.

    Ładna była też scena z Brienne zapisująca w księdze dalsze losy Jaimego. Ciekawe że Brienne przedstawia jego życie trochę inaczej jak to widzieliśmy, sporo omija, wygładza, by przedstawić go jak najlepiej. Ale ogólnie sporo w książce nie zgadza się z tym jak było, bo zapisane jest też, że Tyrion zabił Joffreya, a wiadomo jak było. Podsumowując za finał postawię 6/10, czyli tyle co za pierwszy odcinek ósmej serii.

    Gdyby nie ostatnie 20-30 minut, po scenie z Danką, Snowem i smokiem, to bym dał więcej, ale to co się tam dzieje i jak jest przedstawione to nie mogę postawić więcej. Oczywiście realizacyjnie to mistrzowska robota, zwłaszcza ta część odcinka z Danką ma piękne zdjęcia, kilka ciekawie pomyślanych scen oraz doskonałą muzykę od pierwszych do ostatnich minut (w ogóle Djawadi w 8 serii to dowala do pieca), tylko jak to bywa w tej serii gorzej ze scenariuszem, bo scenarzyści się spieszą z zakończeniem i odhaczają na szybko każdy z wątków. I nawet jak mieszane uczucia we mnie wywołał finał serialu, to jednak daleko mu do tragicznych finałów House of Cards czy finału Dextera, jest to o wiele wyższy poziom. Chętnie powrócę do całego serialu w przyszłości, jak oczywiście znajdę czas, bo całościowo to dla mnie 8 sezon to fajna rozrywka ze sporą ilością wad, ktore widzę, ale też mi nie przeszkadzają.

  5. Dzięki sukcesowi GoT wiele stacji i platform streamingowych otwarło się na produkcje fantasy i za to jestem wdzięczny temu hitowi, który się zakończy. W tym roku będzie Wiesiek na Netflixie, kiedyś serial Amazon na podstawie adaptacji Tolkiena, a niedługo na BBC (a w Polsce na HBO GO) His Dark Materials z McAvoyem, a też planują np. Conana kręcić chyba też w Amazonie. I to nie wszystkie seriale fantasy jakie mają być w najbliższych latach, choć w tym momencie reszta mi wyleciała z głowy.

    Ciekawe jest to, że GoT ma najwyższą oglądalność w 8 serii z całego serialu, mimo hejtu jaki się przelewał wśród fanów po każdym odcinku. No i najlepsze, że krytycy o wiele cieplej oceniają każdy odcinek (a przynajmniej cieplej są oceniane, z takimi reckami się spotykałem). Najbardziej chyba krytykowany odcinek przez fanów, czyli finał serialu pobił wszelkie rekordy nie tylko oglądalności w historii GoT, ale w ogóle seriali HBO. Podobnie było wcześniej, bo mimo krytyki, zwłaszcza odcinków bitewnych, to przy kolejnych odcinkach oglądalność wcale nie zmniejszała się, ale zwiększała, tak jak we wcześniejszych seriach.

    Jest to na swój sposób fascynujące, bo w większości seriali, które były światowymi hitami (np Lost, X-Files) i oglądają wszyscy to przychodzi taki moment, gdy widownia się zwiększa, wszyscy chwalą, czyli widzowie, dziennikarze, krytycy, a seriale zdobywają nagrody, ale w pewnym momencie oglądalność przestaje się podnosić. Zaczyna zmniejszać się z różnych powodów, przeważnie po 5-7 sezonach widzowie zaczynają narzekać z różnych powodów. Choć też są przypadki jak np już w 2 serii seriale są krytykowane, ale to dotyczy produkcji takich, gdy okazuje się, że serial nie jest tym czym widzowie myśleli że będzie. Taka sytuacja miała miejsce w pierwszej połowie 2 serii Twin Peaks, gdy zakończono wątek morderstwa i okazało się, że widzów (ale nie fanów) nie interesuje nic więcej w serialu i oglądalność poleciała mocno w dół.

    W większości serialowych hitów co znają wszyscy, nawet jak nie oglądali jest tak, że jak pojawiają się negatywne głosy o odcinkach nie tyle w fandomie, co też wśród krytyków i dziennikarzy, to odbija się na oglądalności. Gra o Tron jest w tym przypadku ewenementem, bo hejt i konstruktywna krytyka (a to są dwie różne rzeczy) nie miała w ogóle wpływu na oglądalność, która rosła od pierwszego odcinka 8 serii do finału. W żadnej serii wcześniejszej nie było tak wysokiej oglądalności, mimo tego, że oglądalność rosla z serii na serię, a finał pobił wszelkie rekordy. Widocznie te ponad milion co podpisało petycję o ponowne nakręcenie 8i, to jest bardzo mala liczba w porównaniu 12, 13 milionami oglądającymi co tydzień, jak nie więcej widzów. Oczywiście jeśli założy się bardzo upraszczając że każdy, któremu nie podobało się to podpisał, a reszta co nie podpisała to się podobała seria finałowa.

  6. a mnie zakończenie wątków się podobało…

    zwłaszcza nowa rada – zmieniły się osoby w radzie (Tyrion został), ale sytuacja bardzo przypomina początek serii… Północ się odłączyła, i tylko czekać, kiedy nowi Lordowie będą chcieli iść też tą drogą i kolejna wojna gotowa… i to też mi pasuje, że się odłączyła – Starkowie jakoś średnio chcieli władać całym królestwem…

    Bran został Wroną, więc widzę to tak, że nabrał dystansu do ludzi… jego wybór na króla jest jak najbardziej neutralny i słuszny (ma akceptację wszystkich – Sansa tej akceptacji by nie miała)…
    Dodatkowo w książce z tego co pamiętam pojawia się wątek, że w przeszłości kaleki król – mimo swojego kalectwa, bardzo rozbudował Westeros…
    Tym samym Bran nawiązuje do tego…

    „Podobnie razi mnie obojętność lordów wobec wybrania Bronna lordem najbogatszego z królestw oraz starszym nad monetą.”

    To też uważam za idealne rozwiązanie!! wszyscy lordowie są nowo mianowani… gdyby nie wojna nigdy by nimi nie zostali… więc jakby mogli mieć coś Bronowi do zarzucenia?

    Natomiast co do minusów – jak po bitwie z Nocnym Królem to jakoś strasznie dużo Dothraków zostało…
    z którymi nie wiadomo co się stało…

  7. Quentin

    Dothrakowie to pewnie sami się zdziwili, że tylu ich przeżyło słynną szarżę. Twórcy znowu chcieli, żeby wizualnie wszystko było tip top, a hordy Dothraków wyglądają zbyt ładnie, żeby z nich rezygnować. Siedzą więc tam pewnie do dzisiaj, zastanawiają się i nawet się nie pokapowali, że im Dankę usiekli.

    Nie zgadzam się, że GoT od dawna jest schematyczny. W naszym oglądaniu serialu od początku z Aśkiem jesteśmy w szóstym sezonie i tam co trochę serwują rozwiązania, które w ósmym sezonie by nie przeszły, bo za bardzo skomplikowałyby sytuację. Na pewno na tym etapie GoT nie był jeszcze taki bezpieczny i asekuracyjny jak później.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.