Suspiria (2018), reż. Luca Guadagnino.
Suspiria (2018), reż. Luca Guadagnino.

Suspiria. Recenzja filmu Luki Guadagnino

Nie wiem od czego zacząć, więc zacznę od tego, że odświeżona Suspiria to dla mnie zawód. Starałem się przekonywać samego siebie, że wcale tak nie było, ale prawda jest taka, że szedłem do kina na pierwszą w tym roku Dychę. Dostałem artystyczny bełkot z pomieszaniem, poplątaniem i piękną warstwą wizualno-klimatyczną. Recenzja filmu Suspiria.

O czym jest film Suspiria

Susie Bannion (Dakota Johnson) to utalentowana baletnica, która dostaje szansę przesłuchania w słynnej szkole baletowej Heleny Markos. Ryzyko jest spore, bo Susie musi przylecieć na przesłuchanie ze Stanów do RFN-u. Jest jednak pewna swoich umiejętności, które szybko prezentuje przed szkolnymi nauczycielkami. Jej dziki taniec przykuwa także wzrok madame Blanc (Tilda Swinton), która jest tutaj główną nauczycielką, a także autorką słynnego przedstawienia „Volk”, do którego właśnie trwają próby. Susie ma szczęście nie tylko dlatego, że dobrze tańczy. Akurat zwolniło się miejsce w akademii i szkolnej bursie za sprawą Patricii (który to już zupełnie niezrozumiały wybór w karierze aktorskiej Chloe Grace Moretz), która zwiała z placówki, by zaangażować się w działalność polityczną. Jest druga połowa lat 70. XX wieku, a w RFN-ie szaleją lewicowe ruchy z grupą Baader-Meinhof na czele. Tak naprawdę jednak Patricia szuka pomocy o psychologa Josefa Klemperera (Tilda Swinton). Dziewczyna podejrzewa, że szkoła tańca prowadzona jest przez wiedźmy. Klemperer postanawia sprawdzić te podejrzenia. Tymczasem Susie zaprzyjaźnia się z inną uczennicą Sarą (Mia Goth) i coraz szybciej pnie się w szkolnej hierarchii artystycznej.

Recenzja filmu Suspiria

Temat tego czy nowa Suspiria jest potrzebna i czy jest w ogóle jakiś sposób na to, żeby dobrze ugryźć oryginalny film Dario Argento wystarczyłyby na cały wpis i jeszcze trochę więcej. Nie będę się jednak zbytnio nad tym rozwodził, bo sporo już zostało napisane w komentarzach przy okazji mojej recenzji filmu Suspiria Dario Argento. W skrócie: wg mnie remake tego filmu jest jak najbardziej uzasadniony (oryginał okropnie się zestarzał), ale też nie sposób go tak naprawdę zrobić. O ile można sobie trzepać remaki większości filmów, to akurat Suspiria – i w ogóle filmy Argento – są kinem tak oryginalnym, że jak zrobisz je w stosunku 1:1 to źle, a jak zrobisz je całkiem inaczej to jeszcze gorzej.

Reżyser remake’u, Luca Guadagnino, spróbował zmierzyć się z materią na sposób numer dwa i zaprezentował film inspirowany oryginalnym filmem Suspiria. A właściwie to jego fabułą i wymyśloną przez Argento i Darię Nicolodi mitologią Trzech Matek. Pod względem fabularnym Suspiria Guadagnino jest najbliższa filmowi Argento, bo pod względem klimatu, kolorystyki i muzyki to zupełnie inne dzieło. Klimatem obydwu filmów można by obdzielić kilkanaście produkcji, ale są to zupełnie inne klimaty, troszkę, ale tylko troszkę łączące się w psychodelicznym finale filmu Suspira A.D. 2018. Co się zaś tyczy zdjęć i muzyki, obydwa filmy są tak różne jak różne są noc i dzień. Nowa wersja zmiata zaś oryginał pod względem scenografii i sztuki czysto filmowej, której brak robi różnicę w filmie Argento, jeśli wyjąć z niego klimat. Choć znalazło się w nowej wersji miejsce na parę pierdółek, które mogą sprawiać wrażenie niedoróbek, ale są raczej mrugnięciem okiem do oryginału.

I znów wyjąwszy klimat oraz precyzyjnie zaplanowane sceny śmierci, Suspiria Argento była filmem prostym. Przyjeżdża niewinna dziewczyna, szkoła jest tajemnicza, niewidomego pianistę zeżarł pies, okazuje się, że pod powierzchnią akademii tańca jest coś więcej, finał i napisy. Natomiast wiele można powiedzieć o filmie Guadagnino, ale nie to, że jest prosty. Włoski reżyser do tematu podszedł ambitnie – trudno było się po nim spodziewać, żeby nie – słusznie wywalił niewidomego z psem, a kucharkę z warkoczem ograniczył do siódmego planu i rozpoczął snucie metaforyczno-alegorycznej opowieści, w której podjął tematy feminizmu, macierzyństwa, zmian społecznych w Republice Federalnej Niemiec, a nawet holokaustu. Naszego niewidomego zastąpił psycholog-dziadek, ale jak przystało na film o niezależnych i silnych kobietach, został on zagrany przez Tildę Swinton. Women power został tu więc posunięty do granic możliwości, a jedyni faceci w filmie są tu tylko po to, żeby pośmiać się z ich penisów.

I największy problem, jaki mam z filmem Suspiria tkwi właśnie w tej metaforycznej alegorii, której jest pełen. Suspiria nie jest kinem, które zmuszałoby mnie do szukania sensu w bezsensie i odczytywania przesłania reżysera między wierszami. Ambitna konstrukcja sześcioaktowego dramatu z epilogiem i pretensjonalnymi tytułami owych aktów na siłę próbuje mnie przekonać, że mam do czynienia z czymś więcej niż filmowym remakiem, ale oglądając film Suspiria wcale tego nie czuję. Przeciwnie, czuję przeintelektualizowany bełkot ubrany w oryginalną formę. Na tyle oryginalną, że nie pozwala mi ona tak po prostu skreślić filmu Guadagnino i uznać, że straciłem czas. To bez wątpienia jeden z najbardziej oryginalnych filmów 2018 roku, choć pod względem oryginalności, wyżej cenię sobie jednak bełkot Mandy.

Problem tkwi również w tym, że Guadagnino nigdzie się nie spieszy. Argento w oryginale na dzień dobry zaatakował niezapomnianą sceną śmierci, ale jego kolega po fachu każe poczekać o wiele dłużej, zanim postanowi mordować. Śmierć w tańcu robi wrażenie, ale zanim posoka naprawdę zacznie się rozlewać po ekranie trzeba poczekać ze dwie godziny. Dla jednego będzie to plus, inny uzna to za zdecydowany minus. Ja nie widziałbym w tym problemu, gdyby Suspiria mnie nie nudziła. A przez pierwsze dwie godziny właśnie to robi.

Wielu przekreślało film Guadagnino ze względu Dakoty Johnson w roli głównej (w filmie pojawiła się też oryginalna Susie Banion: Jessica Harper), ale to zbyt krótkowzroczne patrzenie na film przez pryzmat poprzednich ról aktorki. Dakota poradziła sobie tu bardzo dobrze i jeśli na coś narzekać, to na pewno nie na nią. Jak już ww. jedynym nieporozumieniem w obsadzie jest Chloe, ale mam wrażenie, że jej rola gdzieś przepadła w wizji reżysera i pierwotnie było dla niej przeznaczone więcej niż paradowanie w charakteryzacji z obwisłych cycków.

Oczekiwania miałem spore, choć do końca nie wiedziałem, na co liczę. Miałem nadzieję, że Guadagnino wie za mnie czego mi potrzeba i to mi dostarczy. Nie dostarczył i w efekcie z całego filmu najbardziej zapamiętam portret młodej Tildy Swinton z Eltonem Johnem.

(2211)

Nie wiem od czego zacząć, więc zacznę od tego, że odświeżona Suspiria to dla mnie zawód. Starałem się przekonywać samego siebie, że wcale tak nie było, ale prawda jest taka, że szedłem do kina na pierwszą w tym roku Dychę. Dostałem artystyczny bełkot z pomieszaniem, poplątaniem i piękną warstwą wizualno-klimatyczną. Recenzja filmu Suspiria. O czym jest film Suspiria Susie Bannion (Dakota Johnson) to utalentowana baletnica, która dostaje szansę przesłuchania w słynnej szkole baletowej Heleny Markos. Ryzyko jest spore, bo Susie musi przylecieć na przesłuchanie ze Stanów do RFN-u. Jest jednak pewna swoich umiejętności, które szybko prezentuje przed szkolnymi nauczycielkami. Jej…

Czas na ocenę:

Ocena: 6

6

wg Q-skali

Podsumowanie: Młoda tancerka przybywa do szkoły baletowej w RFN-ie, którą podobno rządzą wiedźmy. Artystyczny bełkot z pomieszaniem, poplątaniem i piękną warstwą wizualno-klimatyczną.

4 odpowiedzi

  1. A jak muzyka (zdaje się od gostka z kapeli Radiohead) bo w orgyinale Goblini byli jednym z mocniejszych punktów? W ogóle nawiązują coś do ichniego tematu przewodniego?

  2. Quentin

    Nie, muzyka to zupełnie inna bajka. Taki filmowy Penderecki, nie moja bajka 😉

  3. Mi osobiście podobała się właśnie muzyka, elementy taneczne no i Tilda, była rewelacyjna jak dla mnie

  4. Ja prosty człowiek jestem. Bardziej przemawia do mnie taki Hans Zimmer w Twierdzy. :)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.