7 uczuć. Recenzja filmu Marka Koterskiego.
- Mamusiu! Ja nie chcę oglądać 7 uczuć tatusia!

7 uczuć. Recenzja filmu Marka Koterskiego. Obejrzane na 34. Warszawskim Festiwalu FIlmowym

Najnowszy film Marka Koterskiego trwa siedem godzin, a na pięć godzin przed jego zakończeniem już wiadomo, co artysta miał na myśli. Ale na wypadek, gdyby ktoś przez kolejne pięć godzin zapomniał, to na koniec wychodzi na scenę Sonia Bohosiewicz i łopatologicznie tłumaczy widzowi, co reżyser chciał przekazać swoim dziełem. Recenzja filmu 7 uczuć.

O czym jest film 7 uczuć

Adaś Miauczyński (Michał Koterski) to niezadowolony z życia mężczyzna w średnim wieku. Na kozetce u psychoanalityka (głos Krystyny Czubówny) skarży się na depresję, apatię i wszystko, co tylko przyjdzie mu do głowy. Psychoanalityk źródła jego samopoczucia doszukuje się w dzieciństwie Adasia. Dzieciństwie, które trwa pięć tysięcy dni, z których pamiętamy zaledwie czterysta godzin. Adaś wraca więc pamięcią do lat szkolnych. Jest piątoklasistą, którego ojciec (Adam Woronowicz) jest pomocnikiem hydraulika, a matka (Maja Ostaszewska) po pracy całe dni spędza w kuchni. Typowa polska rodzina. Adaś ma też starszego brata Mikiego (Robert Więckiewicz) i koleżankę Gosię (Katarzyna Figura), w której się podkochuje. A także przyjaciela Aldka (Marcin Dorociński) i beznadziejnie zakochaną w Adasiu Zosię (przewrotnie obsadzona Małgorzata Bogdańska). Nudnych nauczycieli oraz nowego kolegę z klasy: Ryszka Gotta (Andrzej Chyra).

Recenzja filmu 7 uczuć

Koterski chciał dobrze, ale mu nie wyszło. Przedobrzył. Koterski miał ciekawy pomysł na ubranie w film ważnych rzeczy, jakie ma do przekazania, ale coś po drodze, na długo przed końcem, się zepsuło. Film utknął w katowaniu do oporu żartu o dorosłych przebranych w krótkie spodenki i deklamowaniu w nieskończoność sprośnych dziecięcych rymowanek. Tomasz Karolak w roli małego Jerzyka miał potencjał na jedno rozśmieszenie widza (choć to trzecioplanowa postać, użyłem go, bo pierwszy mi pod palce wskoczył), podobnie każdy inny członek obsady, która biega po ekranie, sra przez nogawkę, zaplata końskie ogonki wiekowej Figurze i prezentuje wytarte dowcipy o Ryszku, bo przecież nie od Rysiarda. To wszystko było dobre na półgodzinny segment filmu, ale nie na jego 2/3. Gdzie się podziała Krystyna Czubówna z offu? która znika bez słowa, choć pomysł potraktowania kolejnej opowieści o Adasiu Miauczyńskim jako filmu przyrodniczego był przedni i jej proste i dosłowne komentarze do ekranowych okropności bardzo dobrze rysowały humor tego czarnego dramatu.

Bo przecież nie czarnej komedii ani w ogóle komedii zapowiadanej nieśmiało przez zwiastuny. Biedna widownia łapała się jak koła ratunkowego każdego tekstu z zabawnym potencjałem niezależnie od tego czy było się z czego śmiać czy niekoniecznie. Słychać było wyraźnie, że chce się rozerwać, chce się pobrechtać, a tu nie dają. Albo może i dają, ale nie do końca wiadomo czy miało się śmiać z przedłużającej się w nieskończoność sceny, ha ha ha, zabijania psa.

Wszystko to sprawia, że gdy po siedmiu godzinach dochodzimy w końcu do sceny w łazience, która ma nami wstrząsnąć (scena, nie łazienka :P), to zamiast wstrząsu czuć ulgę, że nie będą już tego dalej ciągnąć. Ale i strach na myśl o tym, że to może tylko koniec trzeciego z siedmiu segmentów, z jakich będzie składać się cały film. Na szczęście nie, uff.

7 uczuć, nie mam wątpliwości, to film o rzeczach ważnych. Film, w którym każdy znajdzie sporo celnych odwołań do swoich szkolnych czasów, szczególnie gdy wychowywał się przed Internetem. Tyle, że w sposobie ich podania kryje się łopatologia i przerost formy nad treścią. Nie udało się opanować tej ekranowej burzy mózgów i jeśli 7 uczuć się czymś w ogóle broni to chyba jedynie aktorstwem. Nawet do Miśka Koterskiego w roli Miauczyńskiego (dobry w scenach dorosłych) można się przyzwyczaić, choć taki Chyra zamiata go jednym słowem, jedną miną. Aktorstwem i świetną sceną adaptacji W pustyni i w puszczy.

(2197)

PS. Oszukuję z tym WFF-em, obejrzałem film 7 uczuć w normalnej dystrybucji kinowej, ale że grali go też na WFF-ie i startuje tam w konkursie…

Najnowszy film Marka Koterskiego trwa siedem godzin, a na pięć godzin przed jego zakończeniem już wiadomo, co artysta miał na myśli. Ale na wypadek, gdyby ktoś przez kolejne pięć godzin zapomniał, to na koniec wychodzi na scenę Sonia Bohosiewicz i łopatologicznie tłumaczy widzowi, co reżyser chciał przekazać swoim dziełem. Recenzja filmu 7 uczuć. O czym jest film 7 uczuć Adaś Miauczyński (Michał Koterski) to niezadowolony z życia mężczyzna w średnim wieku. Na kozetce u psychoanalityka (głos Krystyny Czubówny) skarży się na depresję, apatię i wszystko, co tylko przyjdzie mu do głowy. Psychoanalityk źródła jego samopoczucia doszukuje się w dzieciństwie Adasia.…

Czas na ocenę:

Ocena: 4

4

wg Q-skali

Podsumowanie: Dzieciństwo. Właśnie tam Adaś Miauczyński doszukuje się źródła swoich przyszłych nieszczęść. Kilka świetnych pomysłów na film rozmyło się w tej pełnej nieuporządkowanego chaosu, zbyt długiej i zbyt alegorycznej opowieści z łopatologicznym finałem.

4 odpowiedzi

  1. 7 godzin…aż sprawdziłem ile podają minut trwania filmu…
    choć jak komuś ciągle czasu brakuje, to rozumiem, że może spokojnie iść na film się wynudzić:-)

  2. Quentin

    Za dużo tych alegorii i metafor w filmie, to i mnie się udzieliło :)

  3. Film zapowiadał się ciekawie, niestety po 30 minutach chciało się wyjść z kina.
    Jak ktoś wcześniej zauważył, przerost formy nad treścią. Miało być dobte kino, zamiast tego powiało nudą.
    Szkoda.

  4. A ja szedłem do kina bez wygórowanych oczekiwań i byłem mega pozytywnie zaskoczony

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.