Seoul Searching (2015), reż. Benson Lee. Netflix.
Seoul Searching (2015), reż. Benson Lee. Netflix.

Seoul Searching. Recenzja filmu Bensona Lee. Netflix

Nie miałem w planach pisania recenzji filmu Seoul Searching, ale Asiek się wczoraj spytała czy już ją napisałem, więc trochę jakbym nie miał wyjścia. Geez, ktoś czeka na moją recenzję, ale wiatr w żagle! 😛 Recenzja filmu Seoul Searching. Film dostępny na serwisie Netflix.

O czym jest film Seoul Searching

Pokłosiem wojny koreańskiej i niestabilnej sytuacji politycznej była duża fala emigracji zarobkowej. Wielu Koreańczyków z południa w poszukiwaniu lepszego życia opuściło ojczyznę, by nigdy już do niej nie wrócić. Lata później ich dzieci wychowywane w nowych ojczyznach nie mają zbyt wiele wspólnego z krajem rodziców. Mało które zna język koreański, nie mówiąc już o koreańskich tradycjach. Rząd Korei, w trosce o takie osoby, w latach osiemdziesiątych postanowił coś zrobić z problemem. Zaczęto organizować specjalne obozy letnie dla dzieci koreańskich emigrantów, na których ich pociechy mogły poduczyć się języka, poznać koreańską tradycję, kuchnię itd. Tyle prawdziwa historia, na motywach której oparty jest film Seoul Searching. Jest rok 1986, a do Korei przybywa nowa fala młodzieży. Wśród nastolatków, którzy pojawiają się na lotnisku w Seulu są młodzi ludzie z różnych zakątków świata. Załadowani w autobusy zmierzają do internatu, w którym spędzą wakacje na nauce kaligrafii, wycieczkach i imprezowaniu. Nie będzie to trudne, bo podzieleni zostają według płci, ale przecież taka drobnostka im nie przeszkodzi. Spośród kolorowej zgrai na pierwszy plan wyłaniają się mieszkający w jednym pokoju miłośnik Sida Viciousa, ambitny koleś, który chce udowodnić, że Koreańczyk może odnieść sukces w bankowości oraz pochodzący z Meksyku Sergio, dla którego imperatywem jest tequila i zarywanie panienek. Po żeńskiej zaś stronie najbardziej zakolegujemy się z niepokorną córką pastora, adoptowaną Koreanką szukającą rodziców i waleczną chłopczycą, która nie żywi sympatycznych uczuć pod adresem płci przeciwnej.

Recenzja filmu Seoul Searching

Pierwsze co zwraca uwagę w przypadku kontaktu z tytułem Seoul Searching to sympatyczny pomysł na film zapowiadający możliwość obcowania z dużą dawką dobra. Rozwydrzone dzieciaki z całego świata trafiają pod skrzydła surowych koreańskich nauczycieli, którzy wprowadzają ich w kulturę kraju rodziców. Świetna to okazja do poznania historii Korei oraz świetna podbudowa pod dobry sytuacyjny humor wynikający z kulturowych różnic dwóch stron tego filmowego równania. Oczywiście efekt końcowy raczej jest spodziewany i wiadomo, że małolaty porzucą koronki Madonny, żeby z dumą paradować w hanbokach, ale to raczej nie przeszkadza. W końcu ważniejsza jest oryginalność, której temu pomysłowi na film nie brakuje. Mówić o górnolotnych rzeczach poprzez lżejszą konwencję młodzieżowej komedii – jest potencjał.

Nie chcę pisać, że niestety, bo być może nastawiłem się na coś innego, ale dla mnie ten potencjał nie został wykorzystany do końca. Wspominając o nastawieniu, będąc przyzwyczajonym do wysokiej jakości koreańskich produkcji i od razu na starcie dostając tak niskobudżetowy i niezależny film, jakim jest Seoul Searching, potrzeba naprawdę fajnie napisanego scenariusza, żeby nie zwracać uwagi na resztę. Pod tym względem w Seoul Searching nie jest najlepiej. Co za tym idzie, zanim człowiek się przyzwyczai do tego, a i owszem szczerego i sympatycznego, ale taniego kina z przeciętnymi aktorami – mija trochę czasu. Czasu, kiedy trochę się zastanawiasz, skąd oni wzięli tych aktorów i czy to jest do końca na serio? Trzydzieści lat temu takie kino trafiłoby prosto na VHS, dzisiaj trafia na Netfliksa. I dobrze, przynajmniej jest wybór.

Z czasem można się przyzwyczaić do głupkowatych bohaterów noszących swoje kostiumy niczym charakterystyczne zbroje (żołnierz – mundur, lafirynda – koronki, chłopczyca – T-shirt, punk – ćwieki, inteligent – marynara) i robi się lepiej. Ale pierwszego wrażenia nie udaje się zatrzeć Seoul Searching już do końca. Wymieniona w nawiasie parada postaci budzi oczywiste skojarzenia z kinem Johna Hughesa i nie ma w tym przypadku, bo rzeczywiście ono stanowiło inspirację dla reżysera filmu (nie sprawdzałem, domyślam się, że tak samo jak bohaterowie, także i on jest takim amerykańskim dzieckiem imigranta; a sama produkcja jest bardziej amerykańska niż koreańska). Jest Seoul Searching wariacją na temat Klubu winowajców, w której zamknięci w kupie indywidualiści przechodzą przyspieszoną lekcję dojrzewania i tego nikt się tutaj nie wypiera.

I może o to chodzi, że tak jak nie przepadam za Klubem winowajców, tak Seoul Searching nie przypadł mi do gustu. Na pewno z tematu dało się wycisnąć dużo więcej niż przeciętną komedię obyczajową z różnej jakości żartami i tanią ckliwością. Zabrakło też lepszej lekcji Korei, której tu za dużo nie ma. Bohaterowie mają swoje sprawy i to one zajmują większość czasu trwania Seoul Searching. Gdzieś tam mimochodem przewijają się poważniejsze tematy, m.in. niechęć koreańsko-japońska, ale wszystko to jest zaledwie naszkicowane i takie sobie. Tak jak i najsłabsza w całym filmie scena w JSA, gdzie jeden jedyny raz pojawia się ktoś z Korei Północnej. Film to na swój sposób ciekawy, ale liczyłem na dużo lepsze dzieło.

(2378)

Nie miałem w planach pisania recenzji filmu Seoul Searching, ale Asiek się wczoraj spytała czy już ją napisałem, więc trochę jakbym nie miał wyjścia. Geez, ktoś czeka na moją recenzję, ale wiatr w żagle! :P Recenzja filmu Seoul Searching. Film dostępny na serwisie Netflix. O czym jest film Seoul Searching Pokłosiem wojny koreańskiej i niestabilnej sytuacji politycznej była duża fala emigracji zarobkowej. Wielu Koreańczyków z południa w poszukiwaniu lepszego życia opuściło ojczyznę, by nigdy już do niej nie wrócić. Lata później ich dzieci wychowywane w nowych ojczyznach nie mają zbyt wiele wspólnego z krajem rodziców. Mało które zna język koreański,…

Czas na ocenę:

Ocena: 5

5

wg Q-skali

Podsumowanie: Grupa wychowanych za granicą nastolatków przybywa do Korei, by poznać kraj swoich przodków. Obyczajowa komedia mocno wzorowana na Klubie winowajców Hughesa. Potencjał wyjściowy nie został wykorzystany w efekcie czego pozostało takie sobie kino niezależne.

2 odpowiedzi

  1. A recenzja Forgotten będzie, czy raczej sama ocenka z podsumowania lutego? :) Niezły, ale jednak nie jest to najwyższy poziom. Ale cieszy obecność koreańskich filmów na Netflixie!

  2. Quentin

    Chyba zostanie już tylko z oceną. Trochę jednak pogadaliśmy o nim tutaj:
    http://quentin.pl/2018/02/premiery-kinowe-weekendu-23-25-02-2018.html

    Cieszą i to bardzo. Jak dla mnie to mogliby się ograniczać tylko do kilku koreańskich filmów miesięcznie ;). A na razie w przyszłym tygodniu wjeżdża Steel Rain OIDP.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.