Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!
Kobiety mafii (2018), reż. Patryk Vega.

Kobiety mafii. Recenzja filmu Patryka Vegi

Wszystkich spodziewających się w tym miejscu szydery z nowego filmu Patryka Vegi muszę zasmucić. Po serii filmopodobnych pierdnięć w wykonaniu polskiego Kevina Smitha (tylko z wyglądu), w końcu udało mu się nakręcić coś całkiem udanego. Tak, ja też się dziwię. Recenzja filmu Kobiety mafii.

O czym jest film Kobiety mafii

Izabela (Olga Bołądź) to ambitna policjantka, której metody nie podobają się przełożonemu (Olaf Lubaszenko). Po akcji, której łupem policji padają największe karki w lokalnym biznesie mafijnym, Belka… zostaje zwolniona. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Dziewczyna wpada w oko szychy z ABW (Janusz Chabior), która proponuje jej współpracę. Bela przechodzi ciężki trening pod okiem fachowców z Quantico, po którym jest gotowa do pierwszej akcji. Jej celem, boss z Wołomina – Padrino (Bogusław Linda). Główna szycha metamfetaminowego podziemia w kraju ma plecy szersze niż jego największy zabijaka Milimetr (Tomasz Oświeciński) – na urodzinach pragnącej zostać Mariją Carey córki Padrina (Julia Wieniawa) można spotkać samego Jarosława Kreta (samego, bo bez pani Kretowej) i Katarzynę Cerekwicką, a bibę prowadzi młody Vizir – Filip Chajzer. Takie to towarzystwo. Bela postanawia wkręcić się w nie przez Cienia (Sebastian Fabijański), jednego z zaufanych ludzi Padrina. Cieniu razem z Milimetrem zaraz po imprezie wsiadają w auto, by zająć się świadkiem w nadchodzącej sprawie trzeciego mafijnego muszkietera, Żywego (Piotr Stramowski). Wszystko kończy się powodzeniem, a Żywy wychodzi na wolność. I od razu startuje do żony Milimetra, Siekiery (Aleksandra Popławska). To wielka big love, której jakieś tam małżeństwo na drodze nie stanie. Tak samo jak małżeństwo nie przeszkadza Cieniowi w mizianiu się z Belką. A przecież w domu czeka na niego rozrzutna i głupia jak poprzednie filmy Vegi połowica: Anka (Katarzyna Warnke). Zajęta pstrykaniem słit foci i wymianą obuwia na Manolo Blahnika, Anka nie ma czasu na zajmowanie się synem. Zadanie to spada na Nianię (Agnieszka Dygant), która wkrótce zanurzy się w świecie swoich pracodawców głębiej niż myślała. Wszystko za sprawą udanego napadu na jubilera w Wólce Kosowskiej, po którym wszystko zaczyna się pieprzyć.

Recenzja filmu Kobiety mafii

Jak widać po opisie fabuły filmu Kobiety mafii, pierwsze zaskoczenie czeka na widza już w fabule. Otóż fabuła istnieje! W przeciwieństwie do poprzednich dzieł stanowiących zlepek przypadkowo poukładanych scen z brakującym materiałem, który później znajdzie się w serialu (albo i nie), Kobiety mafii posiadają dobrze, przynajmniej na początku, opowiedzianą historię, w której właściwie nie ma niepotrzebnych zapychaczy i epizodów wepchniętych na siłę. Choć również jest ona złożona z kilku podhistoryjek, które kosztem innych co jakiś czas wychodzą na wierzch, to zostało to poukładane sprawnie. Szczególnie mając w pamięci poprzednie dokonania reżysera. Tak sprawnie, że widz zaczyna się zastanawiać czy Vega czasem nie wynajął jakiegoś ghost-writera i ghost-directora.

Jednak nie do końca jest z tą fabułą filmu Kobiety mafii tak kolorowo. Choć warto ją pochwalić, to niestety trzeba ją też zganić, bo szczególnie w dalszej części filmu sprawia, że dobre podwaliny pod historię zaczynają się sypać. Wszystko za sprawą nadmiernych ambicji autora, by na siłę wprowadzić zwroty akcji. Zamiast po prostu opowiedzieć tę prostą historię, Vega wprowadza w niej fabularną voltę, która sprawia, że późniejsze wchodzenie po mafijnej drabinie Niani jest mało wiarygodne i zostawiające ze zbyt dużą ilością pytań bez odpowiedzi.

Ambicji Vega ma zresztą znacznie więcej. I również one spychają Kobiety mafii na niepotrzebne tory. Szczególnie widać to we wpychanych co jakichś czas romantycznych scenkach rodzajowych, które zwyczajnie nudzą i budzą ten uśmieszek politowania znany z poprzednich produkcji reżysera. Gdy Bela pyta Cienia czy gdyby urodził się jeszcze raz to coś by zmienił, trudno nie przewracać oczami, bo przecież ten film to nie pseudoCoelho, a prosta sensacja z zabawnymi tekstami i przerysowanymi machotestosteronowcami rzucającymi groźne spojrzenia z nadzieją, że kogoś nimi przestraszą. Podobnie nie wychodzi Vedze próba wystarczająco wiarygodnego przedstawienia zmian, jakie zachodzą w trakcie opowiadanej historii u bohaterów. Prawa policjantka schodzi na lewą stronę, spokojna niania zamienia się w Pana Układankę, twardy gangus to romantyczny Marcin Hakiel… OK, ale tu trzeba coś więcej niż „bo tak było w scenariuszu!”.

Za to cała reszta Vedze się udaje. To w końcu taki film, jakim mogły być poprzednie Pitbule i Służby specjalne, gdyby miały sensowny scenariusz i reżysera nie-pozera. Niech Was ta pozytywna recenzja nie zmyli, to nadal film Patryka Vegi z całym jego dobrodziejstwem inwentarza (znów pewnie spodoba się władzy – reżyser zapędza się z kamerą m.in. w te enklawy Danii, w które policja boi się nawet zaglądać; a i znalazł też plener pod Świątynią Opatrzności Bożej), ale to udany film Patryka Vegi. Praktycznie nie ma tu żadnych żenujących scen, po których chcesz się schować pod fotel (no może ten pseudokarambol), bluzgów jest dużo, ale brzmią dobrze, przerysowanej przemocy jest tylko trochę, a zwolennicy nagości nie zawiodą się Agnieszką Dygant, Aleksandrą Popławską i prześwitami Kasi Warnke. Trafiło się nawet kilka udanych tekstów („Myślisz, że ja to serwisuję u pana Ryszarda?”), co w sumie nie dziwi, skoro – jak to u Vegi – całe dialogi utkane są nie z kwestii, ale z tekstów. Nie ma jednak wrażenia, że w całości skopiowane zostały z memów czy dowcipów z brodą.

No a na koniec warto jeszcze dodać to, bez czego nie obędzie się żadna recenzja filmu Kobiety mafii: Katarzyna Warnke jest tu znakomita.

PS. Miałem dać 6/10, ale na zachętę +1, przynajmniej będę kontrowersyjny! :)

(2372)

Wszystkich spodziewających się w tym miejscu szydery z nowego filmu Patryka Vegi muszę zasmucić. Po serii filmopodobnych pierdnięć w wykonaniu polskiego Kevina Smitha (tylko z wyglądu), w końcu udało mu się nakręcić coś całkiem udanego. Tak, ja też się dziwię. Recenzja filmu Kobiety mafii. O czym jest film Kobiety mafii Izabela (Olga Bołądź) to ambitna policjantka, której metody nie podobają się przełożonemu (Olaf Lubaszenko). Po akcji, której łupem policji padają największe karki w lokalnym biznesie mafijnym, Belka... zostaje zwolniona. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Dziewczyna wpada w oko szychy z ABW (Janusz Chabior), która…

Czas na ocenę:

Ocena: 7

7

wg Q-skali

Podsumowanie: Zdolna policjantka rozpoczyna inwigilację wołomińskiej mafii. Jeśli ktoś oglądając poprzednie filmy Papryka pomyślał: „Kurczę, to mogłoby być fajne kino, gdyby miało scenarzystę i reżysera” to na Kobiety śmiało! Jeśli nie to nie, bo stracił atut poprzednich: mało materiału do beki.

8 odpowiedzi

  1. Napiszę krótko i pod styl Vegi: O KURWA.

  2. „przerysowanej przemocy jest tylko trochę” – Quentin to chyba jednak niezamierzony eufemizm z Twojej strony – że nie wspomnę o scenie wręcz zapożyczonej z Piły (żeby nie spojlerować:P), czy też końcowym pożegnaniu małżonków (Milimetra vel Stracha – no i tej kochanicy Żywego vel Majamiego ;))

  3. I tyle na ponad 2 godziny filmu :).

  4. Czytam recenzje w innych źródłach (które zwykle są zachwycone, gdy Quentin nie jest zachwycony) i już wiem, że gust Quentina jest biegunowo odległy od gustów innych źródeł.

    A że gust Quentina cenię sobie wyżej niż gusta innych źródeł, to muszę podrążyć – czy to „7” jest obiektywne i porównywalne z innymi filmami ocenianymi na „7”(np. Czwarta władza), czy może jest to „7” wyłącznie w uniwersum reżysera Vegi, czyli lepsze od Botoksu, ale obiektywnie wciąż szajs.

  5. Quentin

    Nie no, to dwie zupełnie różne siódemki, ale również dlatego, że nie da się obiektywnie porównać tak różnych filmów jak Kobiety i przykładowa Czwarta władza. Przynajmniej ja nie umiem :). Dlatego przeważnie taka ocena to miara mojego zadowolenia po seansie. Coś na zasadzie żarcia. Raz masz ochotę na ziemniaki z kwaśnym mlekiem innym razem na tort z szampanem. Zjesz torta przy ochocie na ziemniaki i ci nie wejdzie, a zjedzone w odpowiednim czasie i jedna i druga potrawa mogą zasługiwać na dychy :).

    Dlatego władza sobie tkwi w swojej przegródce, a Kobiety swojej. Przy czym trochę, troszeczkę obiektywności staram się uwzględniać przy ocenach. Nie dam wysokiej oceny kiepskiemu filmowi tylko dlatego, że wybija się ponad podobne mu produkcje. I jeśli nie mam przyjemności z seansu (żeby było śmiesznie czasem nie mam przyjemności, a dam wyższą ocenę, gdy czuję, że to dobry film tylko nie dla mnie). To skomplikowane ;).

    Siódemka (a dokładniej 6+1 :) ) dla Kobiet to ocena dla filmów z przegródki: nieambitne kino mające dostarczyć prostej rozrywki. Nie dla filmów z „uniwersum Vegi”, bo będąc całkiem w porządku filmem w porównaniu do dwóch ostatnich Pitbuli, Służb (Botoksu nie oglądałem) to powinno dychę dostać.

  6. Quentin, od lat Cię czytam i jesteś pewnego rodzaju wyznacznikiem tego, co warto oglądać a co nie. Ok, lubisz nieco inne kino niż ja, ale przez lata się nauczyłem wyczuwać które obszary Twoich fantazji nie są moją bajką. Zatem zaufałem Ci, że Kobiety Mafii są udanym filmem, a ponieważ ja nisko ceniłem sobie poprzednie filmy Vegi, to postanowiłem dać szansę. I tak Cezary w Chłopakach co nie płaczą – zaufałem i niestety kurwa teraz nie mam ręki.
    Ten film niczym się nie różni od poprzedniego chłamu, fabuły tutaj też nie ma, potok przypadkowych scen, wulgarnego seksu rodem z marzen 15latka i nieudanych scen romantycznych. Dramat dwugodzinny, jestem zawiedziony, że w jakikolwiek sposób, nawet z przymrozeniem oka i w potrójnym nawiasie mogłeś dać tutaj coś więcej niż 3/10. Nie mówie, że wisisz mi kasę, którą wydałem na kino, ale chwilowo musimy mieć przerwę w naszych jednostronnych relacjach, bo nie jestem Ci w stanie zaufać w niczym przez najbliższy czas.
    Rzepka

  7. Quentin

    Cóż by to była za historia, gdyby jednak okazało się, że Ci się umiarkowanie podobało! :) W końcu, mimo pozytywnej recenzji, szanse na to były jak na znalezienie igły w stogu igieł. Bądź co bądź to nadal film Vegi. No nic, może następnym razem. Choć raczej nie przy okazji „Kobiet mafii 2” :). Pzdr

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.