Porady na zdrady (2017), reż. Ryszard Zatorski.
Porady na zdrady (2017), reż. Ryszard Zatorski.

Porady na zdrady. Recenzja polskiej romantycznej straty czasu

Głośne brawa dla autorów zwiastuna filmu Porady na zdrady. (Głośne brawa). Udało im się zmajstrować dość zachęcający trailer, który dopełniła bardzo fajna piosenka Ani Dąbrowskiej. Pomimo więc wszelkich znaków dawanych zdrowemu rozsądkowi (w rolach głównych Lamparska i Dereszowska, więc to nie mogło być nic dobrego; nie dlatego, że to złe aktorki, to nie ma nic do rzeczy, ale dlatego, że gdyby materiał był więcej niż obiecujący to by go dostały jakieś Kurdej-Szatan i Kożuchowska), po zwiastunie wydawało mi się, że będzie się dało Porady na zdrady oglądać. No i w sumie się dało, ale nie tędy droga. Recenzja filmu Porady na zdrady.

O czym jest film Porady na zdrady

Kalina (Magdalena Lamparska) i Fretka (Anna Dereszowska) to dwie sympatyczne dziewczyny, współlokatorki, które łączy nie tylko kuchnia, ale i fakt, że tego samego dnia wystawili ich faceci. Kalina miała więcej pecha, bo wystawka przyszła w dniu który miał być dla niej najszczęśliwszy: dniu ślubu. Tak się złożyło, że facet nie mógł poczekać dzień, dwa, tylko akurat tego dnia, gdy powinien się szykować do ślubu, klękać przed błogosławieństwem itd. (przesadzam, to nowoczesna, miastowa para, gdzie im do takich zabobonów jak choćby posiadanie rodziców), postanowił pójść w tango w windzie. Zauważony przez Kalinę dostał kopa z trampka, a dziewczyna poszła się wypłakać Fretce, która właśnie zmierzała do niej z hiobową wiadomością na temat swojego związku. Fretkę z kolei wystawił koleżka, który miał na twarzy wypisaną „niepowagę”, więc w sumie dla niej skończyło się to dobrze. No ale baby jak to baby. Standardowa pieśń, że my to nie mamy szczęścia do facetów i faceci na nas nie zasługują. Puszczone w trąbę dziewczyny postanawiają działać i zostają testerkami wierności. Na zlecenie kobiet mają brać pod lupę ich facetów i sprawdzać, czy potrafią się oni oprzeć cudzokobiecym wdziękom. Interes się w miarę sprawdza – na tyle, że Fretka musi pracować jeszcze tylko na dwóch etatach fotografki i laski od pudełkowego cateringu – a wkrótce z kolejnym zleceniem pojawia się u nich Beata (Weronika Rosati), która chce przyłapać na zdradzie swojego nudnego męża Macieja (Mikołaj Roznerski). Problem w tym, że odnoszący sukcesy coach wszem i wobec rozpowiada, że zdradą się brzydzi i, co więcej, rzeczywiście tak uważa. Kalina i Fretka ruszają do akcji.

Recenzja filmu Porady na zdrady

Porady na zdrady – jak twierdzą napisy końcowe, oparte na prawdziwej historii – jedną rzecz mają na pewno fajną: pomysł na film. Z tego całego testowania wierności na bank można zrobić fajną komedyjkę trzymając się prawideł gatunku i konfrontując przeciwieństwa. Po jednej stronie specjalistki od demaskowania zdrad, po drugiej zatwardziały monogamista. Gotowy pomysł na film dla Dany’ego Boona. Niestety skorzystał z niego Ryszard Zatorski, no i pewnie chciał dobrze, ale nie wyszło. Zawinił napisany na kolanie scenariusz trzymający się kupy na cienkiej niteczce ledwie i wierzący w to, że widz uwierzy w te wszystkie wydarzenia naiwnie pchające do przodu fabułę. Wszystko jest tu na słowo honoru: bohaterowie mówią np., że się zakochali, więc trzeba im wierzyć, choć rozum podpowiada, że widzieli się pięć minut i nie wydarzyło się totalnie nic, co by sprawiło, że monogamista pomyśli choćby o zdradzie. Niewiarygodne to wszystko mocno i nikt nie przysiadł nad tym, żeby choć byle jak uzasadnić zachowanie bohaterów.

Bardzo słabo w filmie Porady na zdrady wypada główny wydawać by się mogło motor napędowy komediowej strony filmu. Poważnie brzmiące testowanie wierności to banalna dziecinada polegająca na tym, że jedna z bohaterek na siłę wpycha się w ramiona ofiary, obścisukje ją i całuje, a druga biega obok z aparatem, by zrobić jakąś dwuznaczną fotkę o co nietrudno gdy facet nawet nie zdąży pomyśleć o zdradzie, gdy jakaś obca baba go ślini. Komicznie (nomen omen) wygląda romantyczna z założenia scena w lesie, której towarzyszy biegająca na drugim planie laska z aparatem.

Uczciwie muszę przyznać, że w jednym elemencie Porady na zdrady mnie zaskoczył. Weronika Rosati wypadła tu bardzo fajnie stanowiąc najmocniejszy punkt filmu. Na drugim biegunie znalazł się jej filmowy mąż Mikołaj Roznerski, który w arsenale min ma tylko jedną minę. Zakochany, zły, wesoły czy smutny, zawsze robi minę przypominającą minę Joeya Tribbianiego mówiącego hajudułyn. Główne bohaterki były w porządku, a po stronie plusów, nie ma zaskoczenia, można też wstawić Krzysztofa Czeczota, do którego należy najzabawniejsza scena filmu – najpierw podryw na ogrodnika, potem chwila kubańskiej telenoweli.

Porady na zdrady nie są filmem słabym w najgorszym tego słowa znaczeniu, ale nie oferują nic, co by usprawiedliwiało ładowanie w to pieniędzy (część spłacono w topornym product placemencie; serio, pomyślałbyś, że przez tyle lat w końcu można by się nauczyć lokowania produktów, ale nie, wepchnięcie Berlinek zasługuje na Antyoscara. – Parówki do sałatki? – Nie, Berlinki!). To takie typowe nijakie kino, które nie potrafi być dobrym, ale ma wystarczająco dużo argumentów, żeby nie być żenadą. Zawodzi scenariusz, a bez niego nic więcej się chyba nie dało zrobić. Porady na zdrady stara się tak bardzo być śmieszny, romantyczny i cool, że taki nie jest. Toporne teksty („Ty wiesz, ile Mickiewicz miał lasek?”) dopełniają dzieła zniszczenia i kiedy pasowałoby powiedzieć: pass, twórcy uparli się, że nie, brniemy w to do końca. Ładując w zupełnie randomowych miejscach tyle hitów z radia Eska, ile się tylko da. I obowiązkowego Tomasza Karolaka, którego osobiście lubię, ale trzeba mieć na niego pomysł.

PS. Zastanawia mnie czy autorzy filmu Porady na zdrady zapłacili Michaelowi Bufferowi za użycie słynnego „Let’s get ready to rumble”. Myślę, że nie mieli pojęcia, że ma prawa do tego znaku towarowego i nie można go sobie ot tak wykorzystać w durnym wątku bokserskim.

(2267)

Głośne brawa dla autorów zwiastuna filmu Porady na zdrady. (Głośne brawa). Udało im się zmajstrować dość zachęcający trailer, który dopełniła bardzo fajna piosenka Ani Dąbrowskiej. Pomimo więc wszelkich znaków dawanych zdrowemu rozsądkowi (w rolach głównych Lamparska i Dereszowska, więc to nie mogło być nic dobrego; nie dlatego, że to złe aktorki, to nie ma nic do rzeczy, ale dlatego, że gdyby materiał był więcej niż obiecujący to by go dostały jakieś Kurdej-Szatan i Kożuchowska), po zwiastunie wydawało mi się, że będzie się dało Porady na zdrady oglądać. No i w sumie się dało, ale nie tędy droga. Recenzja filmu Porady…

Czas na ocenę:

Ocena: 4

4

wg Q-skali

Podsumowanie: Zdradzone dziewczyny postanawiają zostać testerkami wierności. Jedna z nich zakochuje się w kolejnym celu. Fajny pomysł na lekką komedię był, ale został położony przez słaby scenariusz, którego nie dało się już uratować.

Odpowiedź

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.