Jawbone (2017), reż. Thomas Napper.
Jawbone (2017), reż. Thomas Napper.

Jawbone. Recenzja przyzwoitego dramatu bokserskiego

Skoro dziś wtorek, to znaczy, że piszemy o boksie. Nie, nie wiem, jaka jest zależność, tak sobie to teraz obmyśliłem. Tak czy siak wydawać by się mogło, że o boksie nakręcono już wszystko, łącznie z filmem o romansie byłego boksera i niewidomej dziewczyny. Po seansie filmu Jawbone to przekonanie jest jeszcze silniejsze – o boksie nakręcono już wszystko. Recenzja filmu Jawbone.

O czym jest film Jawbone

Bokserska kariera Jimmy’ego McCabe’a (Johnny Harris) nie potoczyła się tak jakby się tego spodziewał i jakby się na to zapowiadało. A tak w ogóle to chyba wcale się nie potoczyła, bo po zdobyciu juniorskiego tytułu zaczęły pojawiać się nielegalne walki bokserskie i ciach, Jimmy otworzył oczy i ma już lekko ze trzy dychy na karku, a pewnie jeszcze więcej. Oprócz trzech dych ma także problem z alkoholem, wisi nad nim widmo utraty mieszkania po rodzicach, no i życiorys wypisany na twarzy. Ma. W pierwszej kolejności Jimmy postanawia załatwić sprawę z mieszkaniem, ale kończy się tak, że ląduje w areszcie. Mieszkanie traci i tak, bo budynek, w którym ono się mieści idzie do rozbiórki. Póki pójdzie, Jimmy pomieszkuje tam jeszcze nielegalnie, a w międzyczasie odwiedza inne stare śmieci, czyli klub bokserski, w którym się wychował. Twardą ręką rządzą tam Will (Ray Winstone) i Eddie (Michael Smiley). Will zgadza się na to, żeby Jimmy ponownie trenował w jego klubie, ale warunki stawia trudne. Żadnego alkoholu, bo jak zobaczy butelkę to Jimmy wyleci na zbity pysk. Niepokorny bokser się zgadza, zresztą sam już podjął pierwsze kroki w stronę rzucenia nałogu – odwiedził mityng AA. Nie zmienia to jednak faktu, że Jimmy potrzebuje kasy. Pozbawiony licencji może brać udział jedynie w nielegalnych walkach. Dobrze się składa, bo zna mastaha od takich właśnie imprez – Joego (Ian McShane). Joe ma dla Jimmy’ego propozycję nie do odrzucenia: walkę z niepokonanym, młodym bokserem, którego publiczność uwielbia, bo leje po ryjach aż krew leci. Jimmy się zgadza.

Recenzja filmu Jawbone

Jako że wszystkie filmy o boksie już były, efektem ubocznym takiego stanu rzeczy jest fakt, że wszystko też napisano już o filmach o boksie. Z tego powodu nie będę się za dużo rozpisywał o Jawbone, bo – choć to porządny film – nie wnosi niczego nowego do gatunku, ani też nie próbuje opowiedzieć więcej niż prosta historia. Najpierw o człowieku, a dopiero później o boksie. Stoczył się, dostał szansę, skorzystał z niej… Nie no, nie powiem Wam czy ją wykorzystał, ale nic więcej się już w tej prostej historii nie wydarza.

Tam gdzie historia prosta jak boks (dwóch się bije, jeden wygrywa), do zrealizowania porządnego filmu potrzebne jest dobre aktorstwo i cała ta sztuka zwana filmową, której składowymi muzyka, zdjęcia i inne takie. Pod tym względem Jawbone wyróżnia się i właśnie to jest głównym powodem do tego, że warto na Jawbone poświęcić parę minut. Bez jakiejś nadziei na transcendentalne przeżycia, bo tych Jawbone nie zapewnia. Nie należy zapominać, że to skromny brytyjski mroczny dramat, który wiele nadrabia klimatem ukrytych zwykle przed oczami zaułków, dziurawych dzielnic i miejsc, do których miejskim służbom sprzątającym nie chce się zaglądać. To właśnie środowisko naturalne, w którym można spotkać pobitego przez życie Jimmy’ego. I ten Jimmy w kreacji Johnny’ego Harrisa jest taki właśnie pobity i zgnębiony, ale próbuje się podnieść, co obserwujemy w częstym zbliżeniu jego twarzy stanowiącej mapę wszystkich porażek boksera.

Jak zakończy się odyseja Jimmy’ego, który gdzie się nie odwróci to dostanie w ryj? Można rzucić okiem – film długi nie jest, więc nawet jeśli, to dużo czasu się nie straci. To dobre kino z fajnie nakręconą finałową walką, choć skłamałbym, gdybym napisał, że ominie Was coś wielkiego, gdy olejecie seans Jawbone.

(2250)

Skoro dziś wtorek, to znaczy, że piszemy o boksie. Nie, nie wiem, jaka jest zależność, tak sobie to teraz obmyśliłem. Tak czy siak wydawać by się mogło, że o boksie nakręcono już wszystko, łącznie z filmem o romansie byłego boksera i niewidomej dziewczyny. Po seansie filmu Jawbone to przekonanie jest jeszcze silniejsze - o boksie nakręcono już wszystko. Recenzja filmu Jawbone. O czym jest film Jawbone Bokserska kariera Jimmy'ego McCabe'a (Johnny Harris) nie potoczyła się tak jakby się tego spodziewał i jakby się na to zapowiadało. A tak w ogóle to chyba wcale się nie potoczyła, bo po zdobyciu juniorskiego…

Czas na ocenę:

Ocena: 7

7

wg Q-skali

Podsumowanie: Walczący z alkoholizmem obiecujący kiedyś bokser wraca na stare śmieci i próbuje stanąć na nogi. Mroczny dramat bokserski rozegrany w scenerii brudnych zaułków i namalowany na twarzy głównego bohatera.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.