Emilia Clarke w filmie Voice from the Stone (2017), reż. Eric D. Howell
Emilia Clarke świeżo po przeczytaniu recenzji filmu Voice from the Stone.

Voice from the Stone. Recenzja filmu z Emilią Clarke

W przerwie między jednym sezonem Gry o tron a drugim, aktorzy z serialu HBO mają chwilę, żeby pograć w innych produkcjach. Królowa Smoków Emilia Clarke szczególnie umiłowała sobie role sympatycznych panienek, które muszą ratować zamkniętych w sobie chłopców. Recenzja filmu Voice from the Stone (2017).

O czym jest film Voice from the Stone

Verena (Emilia Clarke) to obdarzona wrodzoną intuicją opiekunka do dzieci, która choć nie ma odpowiedniego wykształcenia, to w kontaktach z trudnymi małolatami radzi sobie lepiej niż ktokolwiek inny. Profesjonalistka w każdym calu, po zakończeniu jednej pracy szybko wyrusza do kolejnej rodziny, której trzeba pomóc, a po byłych wychowankach zostają jej tylko wspomnienia i listy. Tym razem Verena dociera do smutnego pałaco-zamczyska, w który mieszka młody Jakob. Matka chłopaka Malvina (Caterina Murino) zmarła jakiś czas temu i od tej pory Jakob nie odezwał się ani słowem. Chłopiec żyje w swoim świecie, nie reaguje na żadne zaczepki choćby i cieniem uśmiechu i totalnie ignoruje otoczenie wyrywając się tylko od czas do czasu z domu, by towarzyszyć służącemu rodziny podczas polowań na króliki, bądź wyskoczyć (dosłownie) na trochę do pobliskiego jeziora, które powstało na miejscu zalanego przed laty kamieniołomu, dzięki któremu rodzina Malviny dorobiła się bogactwa. Po bogactwie jednak ślad przeminął, a posiadłością rodziny Malviny zajmuje się jej mąż wdowiec, rzeźbiarz Klaus (Marton Csokas). To on zatrudnia Verenę i oznajmia jej na dzień dobry, że nie będzie miała łatwo. Przed nią do Jakoba próbowały już dotrzeć inne pewne siebie opiekunki, ale skończyło się na niczym. Verena nie zamierza się poddawać i w miarę szybko odkrywa, że stan chłopca może mieć podłoże psychiczne. Jakob uważa, że w otaczających go zewsząd kamiennych blokach słyszy głos swojej zmarłej matki.

Recenzja filmu Voice from the Stone

Jeśli zastanawiacie się, czy warto poświęcić odrobinę czasu filmowi Voice from the Stone, to od razu uprzejmie informuję, że nie. Po przeczytaniu powyższego streszczenia pewnie macie już jakieś wyobrażenie tego, w jakim kierunku potoczy się dalsza akcja filmu i podejrzewam, że dobrze trafiliście. Tak, dokładnie właśnie tak potoczy się dalsza akcja filmu (no dobra, mniej sensacyjnie :P). To wszystko już było, było i było, ciężko więc wyrokować, co przekonało Emilię Clarke do przyjęcia takiej roli. Pewnie nie miała nic lepszego do roboty i skusiła się na historię podobną nawet do jej poprzedniego filmu Zanim się pojawiłeś, Me Before You (2016). Tyle, że tamten był wart obejrzenia.

Voice from the Stone nie jest złym filmem w standardowym tego słowa znaczeniu. Jest filmem porządnym, w którym nie ma niczego, co by kazało powiedzieć: dżizas, jaka żenada. Tyle, że porządne filmy, a w dodatku filmy nudne, to za mało, żeby komukolwiek się spodobać. Amerykańskie kino jest w stanie wypluć z siebie setki takich pozbawionych własnej tożsamosci supernaturalno-psychologicznych dziełek, w których bohaterowie idą, powoli patrzą w bok, zwalniają kroku i muskają kamień, znów idą w towarzyszeniu niepokojącej muzyki i stają, rozglądają się, docierają do katakumb i zaczynają odczuwać niepokój. Wyciąć podobne sceny w pizdu i zostanie pół godziny filmu.

Umiejscowiona w latach 50. ubiegłego wieku w Toskanii akcja daje możliwość uzyskania lekko gotyckiego klimatu powieści Stokera czy innej Shelley i taki klimat powiewa w Voice from the Stone, ale reżyserowi nie zachciało się wykorzystać takiej podbudowy na zrobienie czegoś ciekawszego. Jakby sama podbudowa mu wystarczyła i skupił się na tym, żeby nic niepotrzebnie nie zepsuć. W efekcie Voice from the Stone to taki nieudany film Lucio Fulciego. Włoski mistrz dorzuciłby żwawszą, wpadającą w ucho muzykę, parę rozkładających się trupów oraz ze dwie makabryczne sceny i od razu byłoby dużo lepiej. No ale Eric D. Howell, były kaskader, to nie Lucio Fulci.

No ale choć brawo dla Emilii Clarke, która po raz kolejny zagrała na nosie moim przewidywaniom. Wieszczyłem, że po tym jak stała się na dobre sławna już nie pokaże się nago, ale się pomyliłem. Sława jej w tym nie przeszkadza, a co za tym idzie jest w Voice from the Stone jedna scena, dla której warto obejrzeć ten film ;).

(2232)

W przerwie między jednym sezonem Gry o tron a drugim, aktorzy z serialu HBO mają chwilę, żeby pograć w innych produkcjach. Królowa Smoków Emilia Clarke szczególnie umiłowała sobie role sympatycznych panienek, które muszą ratować zamkniętych w sobie chłopców. Recenzja filmu Voice from the Stone (2017). O czym jest film Voice from the Stone Verena (Emilia Clarke) to obdarzona wrodzoną intuicją opiekunka do dzieci, która choć nie ma odpowiedniego wykształcenia, to w kontaktach z trudnymi małolatami radzi sobie lepiej niż ktokolwiek inny. Profesjonalistka w każdym calu, po zakończeniu jednej pracy szybko wyrusza do kolejnej rodziny, której trzeba pomóc, a po byłych…

Czas na ocenę:

Ocena: 6

6

wg Q-skali

Podsumowanie: Opiekunka do dzieci podejmuje się dotarcia do chłopca, który od śmierci matki nie przemówił ani słowem. Nieudany film Lucio Fulciego (no ktoś chciał nakręcić film jak Lucio Fulci, ale mu nie wyszedł :P).

2 odpowiedzi

  1. Ja za bardzo w tym Fulciego nie czułem, raczej podróbę „Innych” czy „Haunted” (tego brytyjskiego z rozbieranką Kate Beckinsale;)) z zakończeniem zapożyczonym bodajże z „Klucza do koszmaru” (notabene ten pseudotwist finałowy był tak beznadziejnie podany w „Voice from the Stone” że można było go przespać… a może to wina wcześniejszego tempa i nudy?). A Emilka to w „Grze o Tron” (nie mam czasu tego serialu wałkować) nie miała odważniejszych scen niż ta skromna, subtelna nagość tutaj? :>

  2. Quentin

    Miała, miała, także i po tym jak ogłosiłem, że jest sławna i już nie będzie się rozbierać :). Zdecydowanie wina nudy, ewentualnie chęci reżysera do tego, żeby było niejednoznacznie i ludzie dyskutowali czy tak czy siak :)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.