Ukryte piękno, Collateral Beauty, Will Smith, Kate Winslet, Edward Norton, Helen Mirren, Keira Kinightley
Pena, Winslet i Smith na chwilę przed przeczytaniem mojej recenzji filmu "Ukryte piękno".

Ukryte piękno. Recenzja filmu Collateral Beauty

Nie potrafię już traktować poważnie kolejnych prób sięgnięcia po Oscara przez Willa Smitha. O ile jeszcze W pogoni za szczęściem autentycznie mi się podobał i nie czułem w nim żadnego fałszu, tak Ukryte piękno osiągnęło taki poziom, że irytuje mnie w nim wszystko, na czele z perfidnym upchaniem tu wszelkich możliwych wątków, które według matematyków powinni zapewnić golasa Akademii. Recenzja filmu Ukryte piękno.

O czym jest film Ukryte piękno

Howard (Will Smith) przeżył osobistą tragedię – zmarła mu córka. Ten przebojowy niegdyś właściciel agencji reklamowej obecnie zamknął się w sobie i nic do niego nie dociera. Nie reaguje na starania wspólników-przyjaciół (Kate Winslet, Edward Norton, Michael Pena), którzy próbują jakoś do niego dotrzeć i sprawić, że na nowo odżyje. Nie pomaga jednak ani prośba ani groźba. A ta ostatnia jest poważna, bo firma chyli się ku upadkowi i od katastrofy może ją uratować jedynie sprzedanie jej chętnym inwestorom. Ale i oni nie mogą czekać w nieskończoność, a aby podjąć ostateczną decyzję potrzebny jest podpis Howarda. On jednak ma to wszystko w nosie wegetując z dnia na dzień. W firmie pojawia się tylko po to, żeby stawiać skomplikowane budowle z klocków domino, a potem na rowerze wrócić do pustego domu, gdzie bezwiednie gapi się w ściany i pisze listy do Miłości, Czasu i Śmierci. Te trafiają w ręce przyjaciół, którzy postanawiają wynająć aktorów (Helen Mirren, Keira Knightley, Jacob Latimore), którzy wcielą się w adresatów listów Howarda. A nuż, jeśli na nie odpowiedzą spotykając się z Howardem, zdołają w jakiś sposób mu pomóc. Czy tego typu terapia wstrząsowa przyniesie spodziewany skutek?

Recenzja filmu Ukryte piękno

Nie da się ukryć, historia to wzruszająca i opowiedziana szczerze powinna wycisnąć łzy u niejednego widza. Kłopot w tym, że Ukryte piękno z jego prawdami o życiu i rozmyślaniami na temat trzech listownych bytów bardzo dalekie jest od szczerości. Wręcz przeciwnie, wszystkie elementy układanki mają tu za zadanie z małych oscarowych cegiełek ułożyć duże oskarowe dzieło. Bo Ukryte piękno to nie tylko wzruszająca historia Howarda, który nie myśli o niczym oprócz zmienienia od czasu do czasu butów, żeby widz zobaczył, że buty Nike sprzedawane są w kilku oczojebnych kolorach. Jego przyjaciele również znaleźli się na rozstajach dróg i ciężko powiedzieć, w jaki sposób prowadzona przez nich wspólnie firma jeszcze nie zbankrutowała. Samotna Claire chce mieć dziecko, ale nie ma z kim i chyba już w ogóle za stara jest na to dziecko, Simon jest śmiertelnie chory, ale jeszcze nie powiedział o tym żonie, a Whit niedawno się rozwiódł z żoną o co obwinia go córka, która nie chce go widzieć na oczy. A Whit ją kocha i cierpi. Kto by pomyślał, że na wszystkie te troski mądre słowo znajdzie troje aktorów z podrzędnego teatru. Niczym anioły zawsze wiedzą, co powiedzieć i jaką radę dać. Nie tylko Howardowi, z którym podejmują z góry założoną grę. Nie chodźcie do psychoanalityków, chodźcie do teatru!

A jakby tych wszystkich tragedii było mało, w filmie Ukryte piękno jest jeszcze prowadzona przez Naomie Harris grupa wsparcia dla osób, które straciły dziecko i z niej parę łzawych scen też można wycisnąć.

Wszystkie więc teoretyczne atuty, jakie ma film Ukryte piękno (świąteczny wzruś; akcja filmu obowiązkowo toczy się w ulubionym przez samobójców okresie świąt Bożego Narodzenia) przysłania ten perfidny i przekombinowany scenariusz, w którym znalazło się nawet miejsce dla średnio etycznej pani detektyw, która z boku kadru filmuje spotkania Howarda z bytami, aby można użyć tych nagrań w udowodnieniu niepoczytalności Howarda. Cóż to jest za plan! Zakłada wymazanie cyfrowo podstawionych aktorów. Nie ma wątpliwości, że za takie efekty specjalne należałby się Oscar, bo jak np. wymazać bodaj Śmierć z rozmowy w metrze, kiedy detektyw nagrywa wszystko zza pleców Śmierci zasłaniającej częściowo Willa Smitha. Chciałbym widzieć jak to wymazują i wstawiają na to miejsce spodnie Howarda. Ukryte piękno co prawda zostawia nutkę niepewności czy aby nasze byty nie były rzeczywiście bytami, a nie aktorami, ale nawet gdyby założyć, że tak, ta historia dopiero nie miałaby sensu.

Nie napiszę, że zostałem oszukany, bo nie zostałem. Spodziewałem się takiego filmu i jedyne czego byłem ciekaw to tego, czy może niesprawiedliwie uwziąłem się na Willa Smitha. Cóż, współczesna Opowieść wigilijna toto zdecydowanie nie jest. Za dużo tu wątków pobocznych, żeby mieć czas skupić się na tragedii głównego bohatera.

(2210)

Nie potrafię już traktować poważnie kolejnych prób sięgnięcia po Oscara przez Willa Smitha. O ile jeszcze W pogoni za szczęściem autentycznie mi się podobał i nie czułem w nim żadnego fałszu, tak Ukryte piękno osiągnęło taki poziom, że irytuje mnie w nim wszystko, na czele z perfidnym upchaniem tu wszelkich możliwych wątków, które według matematyków powinni zapewnić golasa Akademii. Recenzja filmu Ukryte piękno. O czym jest film Ukryte piękno Howard (Will Smith) przeżył osobistą tragedię - zmarła mu córka. Ten przebojowy niegdyś właściciel agencji reklamowej obecnie zamknął się w sobie i nic do niego nie dociera. Nie reaguje na starania…

Czas na ocenę:

Ocena: 5

5

wg Q-skali

Podsumowanie: Howard cierpi po stracie dziecka. Jego przyjaciele wprowadzają w życie nietypowy plan, by w końcu do niego dotrzeć. Will Smith po raz kolejny perfidnie atakuje aktorskiego Oscara przez co, mimo łzawej historii, trudno się tutaj wzruszyć.

8 odpowiedzi

  1. frank drebin

    Ja tak miałem z „7 dusz”.Nie mogłem patrzeć na te załzawione oczy Willa a sam film oceniłem (chyba przez to) na 5/10. Prawda jest taka, że ten aktor nadaje się tylko do filmów gdzie może się uśmiechać. Poważniejsze role wyglądają sztucznie ale dają się oglądać, do momentu kiedy mają wzruszać.
    Co do recenzowanego filmu, to obejrzenie trailera w zupełności mi wystarczyło. Sandlerowi znacznie lepiej to wyszło w „Reign over me”.

    Teraz offtop
    Mój ulubiony blog trochę się opieprza ostatnimi czasy. Imho za dużo seriali (szczególnie 24 ostatnio) a za mało filmów. Brak mi recenzji jakichś starszych, fajnych ale mniej popularnych filmów, no chyba że ci się już takie filmy nie trafiają. Ale rozumiem, że piszesz o tym o czy chcesz a i tak doceniam, że chce ci się jeszcze pisać dla tych 3 czytelników 😉

  2. To poza nami dwoma jest jeszcze jakiś trzeci? 😛

  3. No. Ja jeszcze :)

  4. No dobra, skoro więc jesteśmy już wszyscy to tak, opieprzam się, ale siła wyższa, trochę prywatnych zawirowań, dużo spraw do załatwienia, przez co mniejsza ochota/ czas na oglądanie a co dopiero pisanie. 24 napisać łatwo i szybko.

    Mam nadzieję, że nie będzie się trzeba przyzwyczajać do takiego stanu rzeczy, ale obiecać nie mogę.

    Co do 7 dusz to chyba ciut lepiej je przyjąłem, ale z grubsza wszystko się zgadza. Ten sam perfidny pomysł na oskarowy film.

  5. Polarbear_pl

    No co poradzić , że się WS zafiksowal na Oscara. Trochę tak jak Leo tyko, że Leo miał proszę kontakty i scenariusze no i pewnie talentu więcej też (przy całej sympatii dla Willa). Choć inni powiedzą że to dlatego że Leo jest biały a Will czarny;) ponieważ niedźwiedź już wykorzystany to pozostaje jakiś walka z lwem, tygrysem czy innym zwierzem.

  6. Quentin

    A według mnie akurat talentu aktorskiego Willowi nie brakuje, tylko nie może go zgrać z propozycjami albo ma dziwny gust (co udowadnia np. wybór „1000 lat po Ziemi” jako filmu, którym wypromuje syna; na tyle silnie był przekonany o sukcesie, że wtopił w to zdaje się sporo kasy też). O wiele lepiej/naturalniej wygląda w takich scenach jak w „Jersey Girl”. Pięć minut był na ekranie i się pamięta.

    No i jeszcze potwierdzam powyższy komentarz niezalogowanego Quentina :).

  7. Też uważam że mu talentu aktorskiego nie brakuje i nie nadaje się jedynie do ról w kinie ogólnie mówiąc rozrywkowym jak SF, komedie, filmy akcji, co udowodnił choćby w filmie Michaela Manna Ali czy W pogoni za szczęściem.Mogą te filmy się nie podobać, ale roli Smitha w obu produkcjach nic nie można zarzucić.

  8. Polarbear_pl

    Dokładnie rozrywka to jego atut i naprawdę go lubię. W pogoni za szczęściem było bardzo dobrym filmem i bardzo dobra jego rola. Niech próbuje zdobyć Oscara tylko może jak nie będzie się na tym tak koncentrował to mu lepiej pójdzie. Bo szkoda go do kiepskich filmów.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.