Dlaczego on? [Why Him] (2016), reż. John Hamburg.
Dlaczego on? [Why Him] (2016), reż. John Hamburg.

Dlaczego on? Recenzja filmu Why Him?

Wśród gatunków filmowych stworzonych przez Q (kiedyś zrobię listę, na razie zbieram propozycje) witam kolejną pozycję: filmy, które myślałem, że będą gówniane, ale nie były. Ważne: nie oznacza to, że były dobre. Ale nie były gówniane. Recenzja filmu Dlaczego on?, oryg. Why Him?

PS. Muszę przemyśleć recenzjotwórczość, chyba kurczy mi się czas na sążniste wypracowania; całkiem możliwe, że należy w przyszłości spodziewać się krótszych form. Choć wiadomo, co do tej pory z tych krótszych form wyszło…

O czym jest film Dlaczego on?

Ned Fleming (Bryan Cranston) jest kochanym przez pracowników szefem drukarni. Niestety, kiedyś świetnie prosperujący biznes w zderzeniu z tzw. „nowymi czasami” dostaje coraz większe baty i nad drukarnią grozi widmo bankructwa. Nikt już nie czyta słowa drukowanego, wszystko przeniosło się do Internetu. Wiele wskazuje na to, że nadchodzące święta Bożego Narodzenia nie będą więc najszczęśliwsze. Na domiar złego zupełnym przypadkiem wychodzi na jaw, że studiująca w Kalifornii córka Neda (Zoey Deutch) ma chłopaka, o którym nikomu nie mówiła. Mleko się rozlało, państwo Flemingowie (Megan Mullally, Griffin Gluck) ruszają na spotkanie przyszłego zięcia. Na miejscu okazuje się, że nieokrzesany Laird (James Franco) to milioner, który dorobił się na smartfonowych appkach i innych tego typu współczesnych wynalazkach odpowiedzialnych w szerszej skali za upadek firmy Neda. Wszystko więc przemawia przeciwko Lairdowi, który w niczym nie przypomina wymarzonego zięcia. Mimo to chłopak ma nadzieję na to, że zanim skończą się święta, Ned zacznie traktować go jak syna.

Recenzja filmu Dlaczego on?

Miałem ochotę na głupawą komedię i może stąd wynika fakt, że wbrew oczekiwaniom wcale nie było tak źle. Po co to w ogóle oglądałem, skoro podejrzewałem, że będzie kiepsko? Ano po to, że wybór komedii, nawet tych głupawych, jest ostatnio dość ograniczony i lepszego kandydata do seansu nie znalazłem (jak coś znacie to podrzućcie). Po jego zakończeniu mogę powiedzieć: uff. I dodać nawet, że wcale nie narzekam, że nie mogę teraz przejechać się po filmie Dlaczego on?. Dostałem, co chciałem, choć o żadnych pochwałach mowy być nie może. Cóż, w tzw. „dzisiejszych czasach” już samo „nie było tak źle” w stosunku do komedii jest pochwałą.

Pomysł na film jest prosty i wynika z równie prostego założenia, że ojciec ukochanej córeczki ma automatycznie włączony autoalarm na dźwięk słów „tato, mam chłopaka!”. Stąd już prosta droga do komedii, bo wystarczy stworzyć tegoż chłopaka z cech, które na liście teścia są poza tą listą i voila. Przy takim założeniu bardzo łatwo o przekroczenie pewnej linii, za którą nie ma już odwrotu (co za problem stworzyć odpychającego i obrzydliwego bohatera), ale na szczęście filmowi Dlaczego on? udało się jej nie przekroczyć. Laird w wykonaniu Jamesa Franco (wyślijcie go na jakiś urlop! w każdym filmie już gra!) mimo swoich wad jest całkiem sympatyczną postacią i to również sprawia, że Dlaczego on? od siebie nie odpycha. Ma swoje odpały, jak na bohatera filmu tercetu Hill/Hamburg/Franco przystało, ale można go polubić.

Do pełni szczęścia przydałoby się jeszcze, gdyby autorzy filmu Dlaczego on? mieli lepszy pomysł na filmowego ojca. I wykorzystali ładną dla oka matkę – Megan Mullally wygląda jak Tina Fey 20 lat później, a ja lubię Tinę Fey. Szczególnie posiadając w obsadzie Cranstona można się było pokusić o coś więcej niż ojczulka, którego niby wszystko wkurza, ale tak naprawdę nie rzuca zięciowi żadnego wyzwania i ma jedynie problem z jego akceptacją. Z tego braku większego tarcia pomiędzy obydwoma wynika mocna przewidywalność filmu Dlaczego on?, która jest jego największą wadą. Wszystkie żarty są tu raczej oczywiste i pointy widać z daleka zanim się pojawią. Ale, jak mówię, Dlaczego on? nie przekracza żadnej większej bariery, choć znalazła się tu zupełnie niepotrzebna scena na japońskim sedesie (Piotr Żyła byłby zachwycony) czy martwy łoś i jego przyrodzenie.

Chcecie się pośmiać, to się raczej nie pośmiejecie, ale kino zna wiele dużo gorszych propozycji komediowych. Pewnie, marzyłaby się tu finezja Ojca panny młodej, ale nie oszukujmy się, takich komedii już nie ma. Trzymajmy kciuki za to, żeby kiedyś się to zmieniło.

(2211)

Wśród gatunków filmowych stworzonych przez Q (kiedyś zrobię listę, na razie zbieram propozycje) witam kolejną pozycję: filmy, które myślałem, że będą gówniane, ale nie były. Ważne: nie oznacza to, że były dobre. Ale nie były gówniane. Recenzja filmu Dlaczego on?, oryg. Why Him? PS. Muszę przemyśleć recenzjotwórczość, chyba kurczy mi się czas na sążniste wypracowania; całkiem możliwe, że należy w przyszłości spodziewać się krótszych form. Choć wiadomo, co do tej pory z tych krótszych form wyszło... O czym jest film Dlaczego on? Ned Fleming (Bryan Cranston) jest kochanym przez pracowników szefem drukarni. Niestety, kiedyś świetnie prosperujący biznes w zderzeniu z…

Czas na ocenę:

Ocena: 6

6

wg Q-skali

Podsumowanie: Rodzina prymuski wyrusza do Kalifornii, by poznać jej nieokrzesanego chłopaka milionera. Taką komedię można kupić w każdym sklepie z komediami, ale na szczęście nie jest tak obrzydliwie, jak by mogło być.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.