The walking Dead 7x09. Rick myśli.
The walking Dead 7x09. Rick myśli.

The Walking Dead 7×09. Nagana dla Negana

Dzisiaj Dzień Zakochanych, więc to dobry moment, żeby popisać o żywych trupach. Nie trzeba wiele się namęczyć, żeby znaleźć w odcinku powracającego po zimie The Walking Dead 7×09 jakieś romantyczne momenty. Wystarczy przypomnieć samochodową randkę Ricka i Michonne (Danai Gurira) zakończoną krwawym wytryskiem dziesiątek poszatkowanych zombiaków, czy spojrzenie, jakim Carl obdarzył Enid (Katelyn Nacon) w podzięce za zorganizowanie kilku ludków na Wzgórzu do walki z Neganem. Romantycznie? Romantycznie.

The Walking Dead 7×09. Recenzja

Powracający po przerwach The Walking Dead cieszy, ale zwykle uświadamia mi, jak szybko płynie czas. Po nim widać to najbardziej. Dowalą parę odcinków, a potem długą przerwę w połowie i po zakończeniu sezonu i wydaje się, że trzeba będzie czekać w nieskończoność na powrót. Wcale nie. Człowiek mrugnie i już The Walking Dead powraca jakby ledwo przed tygodniem zniknął. Tym razem było podobnie, musiałem sobie tylko przypomnieć, skąd się z powrotem wziął Daryl, bo nie pamiętałem jak to się rozwinęło w ostatnim odcinku i zastanawiałem się, dlaczego Negan nie robi poruty z jego zniknięcia. Szczerze powiedziawszy to jak na Negana miniporuta, jaką zrobił jest sporym zawodem. OK, nasi bohaterowie chcą się mu przeciwstawić, ale po The Walking Dead 7×09 wydaje się, że będzie to jakieś strasznie łatwe. Nędzne przeszukanie Alexandrii, czy gdzie oni tam siedzą ci nasi główni, przez Koleżkę z Wąsem (aktualnie w The Walking Dead najbardziej czekam na jego śmierć; co tam czekanie na powrót serialu, tego oczekuję najbardziej i mam nadzieję, że będzie to śmierć satysfakcjonująca) to prawie tak, jakby nie było żadnej reakcji. Serio, przecież Daryl do lasu nie ucieknie i nie będzie się czaił jak partyzant. Negan z poprzednich odcinków powinien przyjechać tu i tam osobiście, odstrzelić ze trzy główne postaci żądając wydania Daryla i voila, Daryl by się znalazł. Negan nie jest kolesiem, który sobie pomyśli: nie no, Daryl nie jest głupi, do swoich koleżków by przecież nie uciekł, odpuśćmy im.

Poprzednie odcinki przedstawiły Negana jako geniusza zbrodni, któremu ciężko jest podskoczyć. OK, kupowałem to, że chodzi sobie po obozie naszych good-guyów i nikt go nie odstrzeli, choć wydaje się to dziecinnie proste. Zakładam, że takie odstrzelenie i tak nic by nie dało, bo to nie jak w starych filmach, że zabijesz generała i reszta wojska ucieka. Na pewno znalazłby się ktoś, kto tylko na to czeka i przejął schedę po Neganie zabijając wszystkich, którzy choćby pomyśleli o zamachu na życie byłego szefa. Negan więc był do tej pory na granicy demonicznego przerysowania i wydawało się, że ogarnięcie sytuacji będzie prawie niemożliwe. Etam. Wystarczyło w zasadzie, żeby Rick się ogarnął i to jedyny potrzebny impuls do rozwalenia Negana. Jeszcze nie teraz, ale w końcu pewnie tak.

Odkąd Rick się ogarnął, wszystko idzie jak po sznurku. No prawie wszystko, bo Ezechiel się wyłamistrajkował, ale nie powinno się to okazać problemem, bo jakoś nie widzę, żeby wziął za łeb swoich ludzi, gdy ci będą chcieli walczyć. Zresztą nawet jak nie będą chcieli, to finałowa scena The Walking Dead 7×09 raczej nie pozostawia wątpliwości, że Ezekiel może się w ogóle okazać niepotrzebny. Nie do końca wiadomo o co chodzi (twórcy gdzieś tam wytłumaczyli co z tym uśmieszkiem Ricka, ale to raczej żenujące, że takie rzeczy tłumaczą jak dzieciom – co z tego, że tępy widz pyta? nie trzeba być na każde kiwnięcie palca tępego widza), ale jest kupa ludzi z bronią, którzy raczej nie są Zbawcami, więc za chwilę może się okazać, że Negan bez walki się podda, bo co rusz jakaś nowa społeczność do skręcenia unii, a przecież jeszcze te laski znad morza są w odwodzie. A jakby tego było mało, to pstryk, Rick natrafił też na złoże darmowego dynamitu. Negan tymczasem siedzi w obozie i rzuca tekstami o grubym Joe. Zdziwi się.

Nie do końca mi się to podoba, wolałem, gdy Rick i reszta byli w sytuacji beznadziejnej i rzeczywiście trzeba się było nagłowić, żeby pokonać Negana. Na razie zmierza to w kierunku wielkiej napierdalanki, w której nie będzie trzeba się głowić tylko skutecznie zabijać i tyle. Ostatecznie mogło być jednak gorzej i nie sprowadzać się do zabijania.

Fajnie, że The Walking Dead powrócił. Mam o nim to samo dobre zdanie, jakie miałem do tej pory. Nawet jeśli narzekam. Póki nie zabiją tego wąsatego – jestem wiernym widzem. Potem zobaczymy.

2 odpowiedzi

  1. Fanem jesteś WD cały czas, ale zastanawiasz się nad porzuceniem serialu jak zabiją wąsatego. Coś popsuło się w serialu dla Ciebie jednak, że zastanawiasz się czy być wiernym widzem?

  2. Quentin

    Nie, wątpliwości na razie żadnych nie mam. A nawet gdyby jakieś się pojawiły, to zaraz sobie przypominam, jakie są inne alternatywy do oglądania i nie widzę tam na tyle pozycji, żeby TWD było, w jakiś sposób zagrożone. Mogę sobie na niego ponarzekać, ale i tak chętnie zasiadam do kolejnych odcinków, czego nie mogę powiedzieć o innych serialach, do których muszę się – mniej lub więcej – przekonywać, że warto poświęcić czas na nie zamiast obejrzeć coś innego.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.