Christine (2016), reż. Antonio Campos.
Christine (2016), reż. Antonio Campos.

Christine. Ale nie ta, co jest samochodem i zabija

To kolejna z recenzji, o których przed jej napisaniem myślę, że nie będę miał dużo do powiedzenia. Zobaczymy. A nie będę miał dużo do powiedzenia nie dlatego, że film jest marny, ale dlatego, że jest bardzo konkretny i nie zbacza nie wiadomo gdzie. Od początku do końca trzyma swoje tempo będąc zdeterminowanym przez historię, którą opowiada. A ta przecież, tak po prawdzie, mogłaby się z powodzeniem zamknąć w kilkuminutowym reportażu. Recenzja filmu Christine.

O czym jest film Christine

Jako się rzekło w tytule tego wpisu: nie chodzi o film na podstawie powieści Kinga, w którym czerwony Plymouth Fury, czy jak mu tam było, rozjeżdża na miazgę towarzystwo, które wkurza jego pryszczatego przyjaciela.

Lata 70. ubiegłego wieku. Christine Chubbuck (Rebecca Hall) jest reporterką podrzędnej stacji telewizyjnej w Saratodze. Ma swój program interwencyjny, w którym podejmuje ważne tematy społeczne (ale i te mniej ważne jak święto truskawki), ale marzy jej się coś więcej. W kraju właśnie panuje polityczna nagonka na prezydenta Nixona rozpętana aferą Watergate i Christine marzyłoby się przyciśnięcie do muru prezydenta, a nie materiały, którym według szefa brakuje pazura. Gwiazdą kanału telewizyjnego, w którym pracuje Christine jest George (Michael C. Hall), w którym dziennikarka skrycie się podkochuje. Podkochuje, ale nie robi żadnego kroku w jego kierunku, bo ma swoje demony. Na pozór niby wszystko jest normalnie, Christine pomaga jako wolontariuszka w szpitalu dla chorych dzieci itd., ale gdzieś w tle pobrzękują pierwsze oznaki depresji podsycane diagnozą lekarską skazującą Christine na szybką ciążę, jeśli w ogóle chciałaby mieć dzieci. Do tego dochodzą problemy w pracy. Szef wymaga od Christine bardziej pieprznych materiałów, które podwyższyłyby oglądalność, a w okolicy pojawia się właściciel stacji, który spośród dziennikarzy wybierze kogoś, kogo zabierze ze sobą do prestiżowej pracy w stacji z Baltimore. Rozpoczyna się wyścig szczurów, w którym neurotyczna i myśląca na przekór Christine wydaje się być skazana na porażkę.

Recenzja filmu Christine

Nie znałem historii Christine Chubbuck i jeszcze przed obejrzeniem filmu sprawdziłem sobie z ciekawości na Wiki co i jak. Nie wiem czy zepsuło mi to film czy nie, ale chyba raczej to drugie, bo zwiastun Christine jest dość jasny i łatwo domyśleć się, dokąd zmierza ta historia. W końcu z jakiegoś powodu ją sfilmowano.

Wyszedł film, który nie należy do gatunku filmów, które się kocha czy ogląda jednym tchem żałując, że się skończył. I nie ma w tym nic złego, bo nie wszystkie filmy takie muszą być. Christine to do niczego nie jest potrzebne, bo i bez tego wyszło porządne kino skupiające się na tytułowej bohaterce i zgłębiające wszystko to, co wydarzyło się w jej życiu i doprowadziło do takiego a nie innego finału. Nikt się tu nigdzie nie spieszy, spokojnie rozgrywane są wszystkie wątki z życia Christine Chubbuck potrzebne do zrozumienia postaci. Gdzieś w tle cały czas przewija się telewizja i jej kulisy, co dodaje filmowi wartości historycznej. Przy tym to ten rodzaj porządnej filmowej roboty, która nie wymaga dużych budżetów i migających światełek. Wystarczy kilku dobrych aktorów, zdolny kostiumolog i parę zakurzonych sprzętów wygrzebanych gdzieś w piwnicy muzeum telewizji. Składa się to wszystko na psychologiczny dramat, który warto zobaczyć w ciszy i skupieniu bez oczekiwania na widowisko. Christine to skromny film, ale też i w tym tkwi jego siła. Choć przyznam zupełnie szczerze, że takim dobrym filmom, ale stąpającym jednak po granicy znudzenia, nie dane będzie zagościć w moim zestawieniu najlepszych filmów roku. To jednak też nie tego typu kino.

Świetna w tytułowej roli jest Rebecca Hall, co dodatkowo sprawia, że warto poświęcić Christine niecałe dwie godziny. Z takich filmów powinien się uczyć reżyser pewnego polskiego, kontrowersyjnego dzieła, które ostatnio straszyło na naszych ekranach kinowych.

(2181)

To kolejna z recenzji, o których przed jej napisaniem myślę, że nie będę miał dużo do powiedzenia. Zobaczymy. A nie będę miał dużo do powiedzenia nie dlatego, że film jest marny, ale dlatego, że jest bardzo konkretny i nie zbacza nie wiadomo gdzie. Od początku do końca trzyma swoje tempo będąc zdeterminowanym przez historię, którą opowiada. A ta przecież, tak po prawdzie, mogłaby się z powodzeniem zamknąć w kilkuminutowym reportażu. Recenzja filmu Christine. O czym jest film Christine Jako się rzekło w tytule tego wpisu: nie chodzi o film na podstawie powieści Kinga, w którym czerwony Plymouth Fury, czy jak…

Czas na ocenę:

Ocena: 7

7

wg Q-skali

Podsumowanie: Historia dziennikarki, która w poszukiwaniu chwytliwego i oryginalnego tematu poszła za daleko. Oparty na faktach porządny dramat psychologiczny ze świetną rolą Rebeki Hall.

Odpowiedź

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.