Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!
Serialowo, s09e01. Rodrigo Santoro w serialu "Westworld".
Serialowo, s09e01. Rodrigo Santoro w serialu "Westworld".

Serialowo, s09e01

Tragedia. Od wczoraj chodzi mi po głowie zrobienie listy tytułów seriali, które albo chcę zacząć oglądać albo chcę dociągnąć je do bycia na bieżąco, i zebrać się nie mogę. Głównie dlatego, że boję się, że gdy zobaczę jak długa to wyjdzie lista, to się załamię, że umrę zanim to wszystko obejrzę. A przecież co trochę jakieś nowe tytuły wyskakują do sprawdzenia i oszaleć można. Na samym Netfliksie jest przynajmniej kilkanaście pozycji starszych i nowszych seriali, które mógłbym obejrzeć. Gdzie tu jakiś film wcisnąć czy coś. Zdecydowanie, życie jest ciężkie. Nie mówiąc o tym, że już sam klasyczny wybór „co oglądać dzisiaj?” jest często ciężki do przeskoczenia. Może to, może tamto, może sramto, ojej, już dwie godziny wybieram, aaaaa. A niby nie ma już takich seriali jak kiedyś… No bo nie ma, ale mimo to nadal jest co oglądać. No dobra, co jam tam widział ostatnimi czasy, a nie pisałem jeszcze o tym…

Serialowo, s09e01

Black Mirror, sezony 1-2 plus San Junipero

Nie mam żadnego usprawiedliwienia na tak późne zabranie się za Black Mirror. Nie mam pojęcia co mnie przed tym powstrzymywało, ale w sumie fajnie, bo przynajmniej w końcu znalazł się jakiś serial, który zaciekawił mnie na więcej niż dwa odcinki na raz. A zaciekawił, bo jest tam wszystko co lubię. Głównie historie rodem z The Outer Limits, czyli zamknięte w jeden odcinek opowieści z futurystycznym twistem.

Nie wiem, który z odcinków pierwszych dwóch sezonów podobał mi się najbardziej, a to też dobrze świadczy o serialu, bo oznacza, że jest dobry. Jak na razie żaden z odcinków nie sprawił, że miałem ochotę przeskoczyć do następnego i właściwie to nie wiem, dlaczego zatrzymałem się przeskakując z odcinka świątecznego na świetny i klimatyczny San Junipero z trzeciego sezonu. Idealny dla każdego, kto właśnie skończył oglądać Stranger Things. O, nie pisałem nic o Stranger Things? No to teraz napiszę: 7/10.

Dla tych co no habla, Black Mirror to brytyjski serial (w trzecim sezonie kontynuował go amerykański Netflix) składający się z niezależnych od siebie odcinków, przez co można go oglądać w dowolnej kolejności. Wspólnym mianownikiem ostrzeżenie przed zbytnim uzależnieniem się od technologii i przestroga przed konsekwencjami tego uzależnienia. Black Mirror tematycznie jest serialem science-fiction, czyli osadzonym w przyszłości, ale jego siłą jest to, że wszystkie historie właściwie mogłyby wydarzyć się tu i teraz. Są tam pokazane co prawda jeszcze niedostępne technologie, ale serial na pierwszy rzut oka wygląda na współczesny serial obyczajowy, a niektóre współczesne przypadłości zostały po prostu odpowiednio wyolbrzymione. I jest to bardzo fajne, bo nie ma się wrażenia, że ogląda się jakiś wymyślony świat. I to w tym wszystkim jest chyba najbardziej przerażające, choć same odcinki nie należą do jakichś specjalnie przerażających, więc i ci o słabych nerwach mogą Black Mirror bez strachu zapodawać. Zalecam.

Scream Queens, odcinki 101 i 102

Rok 1995. Podczas imprez w jednym z żeńskich bractw (czy co one tam mają) młoda dziewczyna niespodziewanie rodzi dziecko psując imprezę koleżankom. A właściwie to nie psując, bo koleżanki mają na nią wywalone i idą się bawić dalej. Dziewczyna umiera, sprawa zostaje zatuszowana. Co z dzieckiem, nie wiadomo. Mija dwadzieścia lat. Inna młoda dziewczyna, która wychowywała się bez matki, chce w jakiś sposób być bliżej swojej rodzicielki przez dołączenie do bractwa, do którego uczęszczała i ona. Nie trzeba wielkiego mózga, żeby domyślić się, że to to samo bractwo co w 1995 roku. Tymczasem na uniwerku wprowadzone zostają nowe reguły, w myśl których do elitarnego bractwa mogą dołączyć wszystkie, nawet najbardziej kujonowate lamuski. Nie podoba się to szefowej (Emma Roberts) i jej przydupaskom (m.in. Mała Miss Sunshine). Ale to i tak pikuś, bo na terenie kampusu dochodzi do serii tajemniczych morderstw popełnianych przez Czerwonego Diabła.

Sam nie wiem, spodziewałem się czegoś zupełnie innego. Z drugiej strony młodzieżowy serial od duetu Falchuk/Murphy raczej trudno, żeby był normalny. Nevermind, mam nadzieję, że to się w końcu jakoś unormuje, bo po pierwszych dwóch odcinkach widać zarówno chaos, jak i potencjał. Totalne przerysowanie, założone z góry, mocno przeszkadza i kiedy nie da się tego traktować poważnie, to i niepoważnie też jakoś nie bardzo. Ma Scream Queens porządne momenty rodem ze slashera, ale to wszystko przytłoczone jest przez debilne małolaty, które ani nie są śmieszne zamierzenie ani niezamierzenie. Na szczęście dobrze wyglądają w bieliźnie.

I choć pierwszy odcinek nie wzbudził we mnie żadnych uczuć, to po drugim stwierdziłem, że warto jeszcze zobaczyć co dalej, bo wydaje się, że może to być dobry odmóżdżacz. Szkoda, że podobno dopiero w drugim sezonie.

The Walking Dead, odcinki 701 i 702

Nie widziałem jeszcze dzisiejszego odcinka, ale to nie zmienia w niczym faktu, że The Walking Dead to wciąż prawdopodobnie najlepszy z obecnie nadawanych seriali. Przy czym nic się w jego sprawie nie zmieniło. Kto nie lubi ten dalej nie będzie lubił, kto lubi ten będzie lubił i kwestia tego czy nowy badgaj jest zajebisty czy nie, nie ma tu nic do rzeczy. Głównie dlatego, że The Walking Dead trzyma swój stały poziom (przynajmniej z ostatnich sezonów, bo pierwsze dwa to wiadomo, kiszka) i najwyraźniej nie ma zamiaru się zmieniać. Dalej żongluje odcinkami tak, że prawie w ogóle nie wraca do wydarzeń poprzedniego odcinka i dalej czeka z odpowiedziami na pytania do dalszej części odcinka nie odpowiadając na nie zaraz na początku. Tak jak w niesławnym 701, gdy dowiedzieliśmy się w końcu, kogo zabił Negan. Odcinek nie zawiódł perfidnie bawiąc się z oczekiwaniami widzów. Scenarzyści The Walking Dead w takich momentach zachowują się jak wyrafinowani gracze i jeśli wiedzą, że ich widzowie na coś czekają, to bawią się z nimi do oporu. A potem jeb i niezrozumiałe protesty, że zbyt brutalnie itd. O jejku, jejku.

Zgodnie z prawidłami serialowego rzemiosła, pionki na dalszą część sezonu zostały rozstawione. Rick i koledzy/koleżanki mają przesrane z powodu kolejnego diabolicznego przeciwnika Negana, a Morgan z Carol odkryli kolejną osadę, jakich ostatnio w The Walking Dead coraz więcej. Znowu miłą, cichą i spokojną, w zupełności podległą Neganowi. Trochę przyjdzie poczekać na rewolucję i myślę, że będzie to miłe oczekiwanie. Na razie z mojej strony zastrzeżeń brak.

Westworld, odcinki 101-104

Tak, tak, oglądam Westworld mimo że nic jeszcze o tym nie pisałem. Wrażenia? Cholera, no nie potrafię się jeszcze tak mocno wciągnąć w ten serial jak bym chciał. Doceniam go w wielu sprawach, ale ani na niego wielce nie czekam (dowód na to prosty, jestem dwa odcinki do tyłu), ani nie wyrywam się do analizy i interpretacji kolejnych wydarzeń w poszukiwaniu odpowiedzi na stawiane (i te, które jeszcze nie zostały postawione) pytania. Mimo to nie zaprzeczę, że robi wrażenie to, w jaki sposób jego twórcy otworzyli sobie furtki do tak wielu możliwości, że spokojnie wyjdzie z tego kilka sezonów. To sztuka zrobić to już w kilku odcinkach.

Dla tych co na habla. Gdzieś, nie wiadomo gdzie, kiedyś, nie wiadomo kiedy – do miasteczka na Dzikim Zachodzie przyjeżdżają turyści, którzy na miejscu uczestniczą w normalnym życiu takiego miasteczka. Piją w saloonie, chodzą na pięterko z prostytutkami, strzelają się z bandziorami. Jak to się szybko okazuje, miasteczko to ogromny park tematyczny kierowany gdzieś z góry przez rzesze specjalistów dbających o każdy szczegół, począwszy od mimiki mieszkańców miasteczka, a skończywszy na ukształtowaniu terenu. Bo ci mieszkańcy to wiecie, roboty takie, czy jak się tam oni nazywają, nie pamiętam, zaprojektowani do odgrywania swoich ról. Kłopot właścicieli parku taki, że nasze bodaj hosty zaczynają się domyślać, że coś nie gra w państwie Dzikozachodowym i powoli skutecznym na to remiedium nie jest już wykasowanie im pamięci.

Obsada zacna (Anthony Hopkins, Thandie Newton, Ed Harris, moja ulubienica Sidse Babett Knudsen), wykonanie zacne, pomysł na podstawie filmu Michaela Crichtona zacny, czekam aż się wciągnę jak należy. Na razie jestem wielkim fanem melodii z pianoli i wejścia Rodrigo Santoro w pierwszym odcinku.

Belfer, odc. 107

W Dobrowicach bez zmian. Siódmy odcinek nie przyniósł ocieplenia serialu Belfer, choć oglądało mi się go w porządku i jakoś tym razem specjalnie nie raził niczym. Oprócz oczywiście bzdurnej misji w Kaliningradzie, dżizas. W ogóle to nadal słabe, że policja przychodzi do belfra i pyta go o zdanie. A belfer bez wizy i bez zastanowienia zasuwa do Kaliningradu, by pertraktować z rosyjskimi bandytami. Ubaw po pachy. I jeszcze ten cliffhanger na końcu odcinka, tak, na pewno zastrzelą belfra, co za napięcie!

No chyba, że Stuhr niczym Mahesh Babu na końcu okaże się tajnym agentem jakiejś jeszcze tajniejszej służby to wtedy misja w Kaliningradzie itd. nie będą już aż tak bzdurne.

Tak jak wiele poprzednich odcinków, odcinek numer siedem raczej niczego ważnego nie wniósł do głównego wątku, a co za tym idzie był typową zapchajdziurą, która wyrzucona z całości serialu prawdopodobnie nie zrobiłaby wielkiej różnicy. Źle to od początku mają przemyślane i teraz w ostatnich odcinkach już nic się z tym słabym prowadzeniem fabuły nie zrobi. Tym razem pod autobus podejrzeń o morderstwo Asi dorzucili Piotra Głowackiego, który celowo nie popisał się w akcji na końcu odcinka i nawet nie starał się tego ukryć.

Warto na koniec jeszcze pochwalić Sebastiana Fabijańskiego, który znowu gra to samo i znowu robi to dobrze i zdziwić się ludziom, którzy nie mogą doczekać się kolejnego odcinka. No bez przesady.

Wikingowie, sezony bodaj 1. i 2.

I jeszcze jeden serial, do którego dłuuuugo się zbierałem i zebrać nie mogłem. W końcu zacząłem oglądać i OK, jest w porządku. Raz mniej, raz bardziej, ale do oglądania fajne. Choć do takiej Gry o tron, do której często jest porównywany, to nawet nie ma startu. Nie ta liga.

Bohaterem Wikingów jest Ragnar Lodbrok, taki skandynawski Jack Bauer – zawsze ma rację, a ludzie i tak cały czas uważają, że jest w błędzie i chcą mu to udowodnić. Ragnar ma fajną żonę (Katheryn Winnick; jedyny błąd jaki chyba na razie popełnił Ragnar to puszczenie ją dupą do wiatru dla Alyssy Sutherland) i marzenia, żeby podbić ziemie na zachód od rodzinnego miasteczka. Kumpel Floki (wkurwia mnie) struga mu odpowiednią łódkę i w ten sposób rozpoczyna się era łupienia Brytyjczyków.

Fajnie na przykładzie Wikingów widać, ile znaczy sukces. Serial go odniósł i od razu znalazła się dodatkowa kasa na produkcję. Pierwsze odcinki serialu są strasznie biedne. Dużo zbliżeń, kilkuosobowa obsada, zero rozmachu, pustki w Kattegat itd. itp. Im dalej w odcinki tym budżet musiał się przynajmniej podwoić, bo już zupełnie inaczej się to ogląda. Warto dotrwać.

Choć przyznam, że te wszystkie późniejsze hocki klocki z Brytolami, przymierza, dogadywanie się i ciągłe dziwienie się Angoli na widok barbarzyńskich zwyczajów wikingów – zaczyna mnie trochę nużyć. Utknąłem na początku trzeciego sezonu, o ile dobrze pamiętam.

Tematu oglądanych seriali nie wyczerpałem, ale gdybym dalej pisał zamiast oglądać, to wkrótce nie miałbym o czym pisać.

7 odpowiedzi

  1. San Junipero – zastanawia mnie szał nad tym odcinkiem – mi się z 3 serii podobał najmniej. Ale może dlatego, że ja nie mam zajawki na lata 80te.
    Westoworld – ogladam. Jestem jeszcze bardziej w plecy niż Ty, ale nie kumam zachwytu nad nim. Tam się po prostu nic nie dzieje. Trochę taki przerost artystyczny nad treścią. Chyba go nie kupię.

  2. Zaprotestuję przeciwko użyciu słowa „host”, jest zupełnie nieadekwatne a nawet mylące.
    W serialu są Gospodarze i Goście/Przybysze.

    Serial niestety słaby, beznadziejnie słaby, straszy nudą (a nuda to zbrodnia jeśli chodzi o X muzę).
    Dałbym mu 0/10 gdyby nie całkowicie bezpruderyjne podejście do nagości. Za to dorzucam 2 punkty.

    „Black Mirror” skasowałem (cały serial) po oglądnięciu połowy 1 odcinka. Nie do przejścia.

  3. Ja w tym momencie Wikingów oglądam tylko dla muzyki, klimatu (marzy mi się w takich klimatach serial Thorgal) i Winnick właśnie. Niestety sukces serialu zaszkodził Wikingom gdyż postanowili od najnowszej serii kręcić po 20 odcinków w sezonie co powoduje iż 9 na 10 odcinków to zapychacze.

    A co do dobrobytu seriali to czytałem, że w Netflixie planują coraz więcej seriali swoich kręcić co już w tym roku widać, że o wiele więcej produkcji swoich dają, filmy też zaczęli kręcic i coraz więcej tworzą z coraz większymi budżetami jak np. The Crown, Get Down.Czytałem niedawno że kolejną pożyczkę wzieli na kolejne produkcje.

    Najlepszym sposobem przy tym dobrobycie seriali jest zrobienie rozpiski co kiedy się ogląda. Od dawna mam taką listę, np. dzisiaj Westworld i Quarry, jutro Masters of Sex i angielskie The Missing, ale nawet taki system niezbyt już pomaga. Przez ten dobrobyt i mimo tego że codziennie oglądam po 2 seriale to powoli zaczyna ilość przytłaczać, bo dochodzą kolejne nowości (w każdy dzień mam już dopisane po kilka pozycji seriali co oczekują na seans po zakończeniu tych co obecnie oglądam). Brakuje czasu na nadrabianie zaległości, czyli klasyków, które ominąłem albo przestałem oglądać z różnych powodów a o przypominaniu sobie ulubionych seriali to lepiej zapomnieć jak np. chciałbym powtórzyć całe X-F, Milenium, Przystanek Alaska, 24, Breaking Bad i nie ma kiedy. Udało mi się wcisnąć Twin Peaks, które chyba z 10 lat temu widziałem ostatnim razem w „mój program” ze względu na powrót za rok serialu i premiery książki Marka Frosta, która wyjdzie 21 listopada w Polsce (powieść Frosta jest pomostem łączącym serie stare z nowymi odcinkami, więc wypada przed przeczytaniem przypomnieć sobie pierwszy z seriali w który całkiem wsiąkłem).

    Co do klasyków to obiecywałem sobie kiedyś że jak się skończy to obejrzę w końcu całe E. R (widziałem chyba do 7 serii?) czy Friends(zakładałem że to takie seriale co nigdy się nie skończą;-) i skończyło się już dawno, ale nie mam gdzie wcisnąć nawet. Obecnie mam taki plan co do Supernatural, że obejrzę jak się skończy całość, ale ciągle kręcą.

    Przedtem porzucałem seriale średnie, słabe po 2-4 odcinkach, a obecnie taki jest dobrobyt, że oglądam seriale które mają u mnie 8/10 lub więcej, więc już nawet „tylko” dobre nowości porzucam. No jedynie te co od dawna oglądam, kilka lat, to niezależnie od poziomu ciągnę dalej (chyba że się bardzo popsuje i zacznie mnie nudzić). Dziwne że mi się seriale nie przejadły jeszcze, choć czasami dopada mnie zmęczenie materiału i obrzydzenie:-) A czasami trzeba przecież też jakiś film obejrzeć, książkę przeczytać:-)

  4. @Arnold Buzdygan

    Westworld jest dobre, ale widać że Jonathan Nolan z czym się nie kryje ma zaplanowany serial na kilka lat, więc jest wolne tempo, które może w kolejnych seriach jak powstaną zaprocentować. Zresztą on tak seriale kręci, podobnie było z Person of Interest, w którym też były wątki S.I., ale przez 1 serię trzeba było przebrnąć. No i takie dobre PoI zaczęło się gdzieś od 3 serii gdy główny wątek czyli S.I wyszedł na plan pierwszy a procedural zepchnięto na drugi plan. Co do nagości w Westworld to jest właśnie jak na serial HBO zaskakująco grzeczny serial, bo pokazywana jest tylko jak musi, ale też nie full frontal np. Thandie Newton, która często jest pokazywana nago, ale zawsze jak leży lub siedzi na stole operacyjnym i tak ja kadrują że mało widać. Zresztą w porównaniu z innymi serialami HBO jak i innych kablówek też scen przemocy jest dość mało, ograniczają się.

    Skasowałeś BM po obejrzeniu 1 odcinka – niech zgadnę masz na myśli odcinek ze świnią z 1 serii czy najnowszej serii pierwszy Nosedive? Bo jak ze świnią to nie dziwię się, bo wiele osób po tym odcinku odrzuca BM a inni są tak zachwyceni iż oglądają dalej. To chyba najmocniejszy odcinek w ogóle w całym serialu. Co ciekawe okazało się parę lat temu, iż w Anglii miała miejsce podobna sytuacja wśród polityków co zaskoczyło showrunnera serialu gdy ten fakt wyszedł na światło dzienne.

  5. Tak, skasowałem Black Mirror po oglądnięciu gdzieś połowy 1 odcinka. I to bynajmniej nie ze względu na zoofilię tylko skalę niedorzeczności. Nawet gdyby miał zginąć cały Londyn to nikt nie pozwoliłby sobie nawet pomyśleć, że można zgodzić się na upokorzenie premiera.
    Co do Thandie Newton to nie wiem, na którym odcinku skończyłeś. Bodaj w 5 czy 6 już prezentuje się w całej okazałości. Niestety, bo biust ma fatalny. W sumie to za to powinienem odjąć 1 punkt ;(

  6. Quentin

    @yottahz
    No nie jest specjalnie porywającym ten „San Junipero” i może sprawiać wrażenie nudnego (szczególnie na tle innych odcinków BM), ale jednak ma w sobie coś takiego, co myślę, że łatwo trafia do ludzi. Szczególnie starszych :), bo młodsi to mają wyrąbane na przemijanie i tego typu pierdoły.
    Trochę tak, że dużo w „Westworld” masturbowania się nawiązaniami do cyfrowej rzeczywistości w przełożeniu na „normalne” życie, ale jednak przychodzą takie momenty, że trochę jest wow. Co nie zmienia faktu, że w tej chwili jestem już dwa odcinki w plecy.

    @Arnold
    Protest przyjęty i odrzucony z powodu niezainteresowania sędziego :). Może mi się coś porąbało, ale w tłumaczeniu HBO są właśnie hosty. Tak czy siak uważam, że nie ma o co kruszyć kopii. Róża innym nazwana imieniem… Co do oceny 0/10 nawet nie podejmuję tematu, bo za długo się znamy :)
    Jeśli zaś chodzi o BM to akurat pierwszy odcinek (pomijając jego jakość lub jej brak) jest niemiarodajny w stosunku do całego serialu, bo właściwie zupełnie nie pasuje do jego późniejszej idei. Mnie się akurat podobał, bo lubię taki absurd, ale dziwię się, że znalazł się w tej antologii, zupełnie jakby z innego serialu.

    @michax
    No, to ja jeszcze nie doszedłem do najnowszego sezonu Wikingów o ile się dobrze orientuję. I nie zachęciłeś do tego, żeby ruszyć dalej, więc pewnie szybko to nie nastąpi.
    Tak, Netflix to „zło”, za dużo tego tam jest. Ludzie narzekają, że nic tam nie ma, ale nie wiem na jakiej podstawie. No może filmowej, bo nie ma nowości. Ale seriali tam zatrzęsienie. Z The Crown czekam na Aśka, w sumie z The Get Down też, na razie utknęliśmy po drugim odcinku. Nawet jeszcze Narcos s2 nie skończyłem, ale tu już nie to samo co w s1 i dobrze, że s3 będzie już na inny temat.
    Dlatego boję się robić taką listę, bo jak zobaczę na własne oczy ile tego to siądę w kąciku i się rozpłaczę :). Powtarzanie czegoś, co już się oglądało – mimo chęci – to już w ogóle nie wchodzi w grę. Bardzo chciałbym zobaczyć np. rozszerzonego Batmana vs Superman, ale jak pomyślę, że to trzy godziny na film, który już widziałem…

    Ano właśnie, ze screenów widziałem (nawet w tym wpisie jest easter egg :) ), że Thandie przestała się czaić, bo wcześniej to tak klasycznie było kręcone, żeby gdzie się da upchać dublerkę.

  7. @quentin

    Z Narcos ciekawa sprawa bo mnie się bardzo podoba 2 s., o wiele bardziej od 1serii, którą uważam za przeciętną. Przede wszystkim, że tego agenta DEA, którego nawet imienia nie pamiętam tak ciekawa postać zepchneli na drugi plan a wysuneli na pierwszy plan Pene który o wiele ciekawszą postacią jest oraz ograniczyli ilość dialogów komentujących co się dzieje na ekranie do minimum (nie cierpię tego) i akcja nie przeskakuje do przodu o kilka lat w 2 serii, że skupia się na jednym wątku od początku do końca. W 1 serii chcieli za dużo pokazać i przez to oglądało mi się trochę jak programy Bogusława Wołoszańskiego.

    Co do BM i San Junipero to ja wcale zachwytom nie dziwię się, bo jest po prostu wyjątkowy nawet jak na ten serial. Nie będzie przesadą jeśli powiem że to dla mnie najlepszy epizod w całym serialu i wcale nie ze wzgledu na lata 80, równie dobrze mógłby się dziać w latach 50, 60. Było w seriach 1 i 2 kilka świetnych odcinków np. odcinek z Hayley Atwell oraz ten parodiujący programy typu Idol, Must be the Music, ale aż tak dobrego nie widziałem. Na dodatek chyba jedyny w którym mamy trochę bardziej optymistyczne spojrzenie na przyszłość. Choć w sumie można oceniać różnie wymowę odcinka jaka jest, wszystko zależy od poglądów i wrażliwości widza mówiąc bez spoilerów. W SJ dosłownie wszystko jest idealne, łącznie z zakończeniem słodko gorzkim, które można różnie interpretować – pozytywnie jak i negatywnie. Żadnemu odcinkowi nie dałem 10, ale SJ zasługuje za wszystko jak reżyseria, zdjęcia, muzykę, pomysł, scenariusz i przede wszystkim Gugu Mbathy-Raw i Mackenzie Davis. Dziewczyny tworzą taki duet, że kibicuje im się do samego końca. Do SJ najlepiej pasuje określenie magiczny.

    A co do reszty to Nosedive jest bardzo dobry (8/10). Epizod jest tak kolorowy że ogląda się trochę jak bajkę, ale bajkę w klimatach Black Mirror. Świetna rola Bryce Dallas Howard, choć gra bardzo irytującą postać. Oprócz Howard kapitalny był tez aktor w roli jej brata co ma gdzieś zwyczajnie taki świat. Zresztą cała obsada super. Poza tym zdjęcia, reżyseria, montaż, muzyka to najwyższa forma i nie przeszkadza mi w sumie że showrunner wali łopatą w łeb łopatologicznie przekaz do czego może doprowadzić taki świat.

    Playtest jeszcze lepszy jak pierwszy odcinek, świetna rozrywka na 9/10. Syn Kurta Russella i Goldie Hawn świetnie wypadł w głównej roli, gra tak przesympatyczną postać, iż trudno mu nie kibicować. Znakomity horror w reżyserii gościa od Cloverfield Lane. Mocno trzyma w napięciu.

    Shut Up and Dance podobał mi się odcinek mimo faktu, że fabuła nie zaskakuje (z wyjątkiem końcówki) i przypomina trochę grę. Flynn (np. GoT i Ripper Street) i Lawther tworzą świetny nietypowy duet. No i jeszcze to zakończenie od którego wydaje mi się, że zależy czy odcinek się spodoba czy nie, ale nawet bez takiego zakończenia epizod uważam za udany. Ocena: 7/10

    Men Against Fire to najsłabszy odcinek. Fabuła specjalnie nie zaskakuje, ale ogląda się bez bólu, bo fajnie nakręcony odcinek. Końcówka oczywiście typowa dla BM czyli pesymistyczna. Aktor wcielający się w Stripe’a też robi dobrą robotę, ale ogólnie to nic specjalnego, 5/10.

    Hated in the Nation to w sumie film, bo epizod trwa 90 minut. Tym razem w tym festiwalu filmowym jaki zaserwował w tym sezonie Charlie Brooker wymyślił sobie angielski kryminał połączony z historią nadającą się do Archiwum X. Fabuła zaczyna się od zabójstwa dziennikarki, która napisała artykuł w wyniku którego spotkał ją w internecie hejt. Po pewnym czasie ginie w zadziwiających okolicznościach. Mamy ciekawy duet policjantek prowadzących sprawę w które wcielają się nieznana mi zupełnie Faye Marsay oraz Kelly Macdonald (znana m.in. z Zakazanego Imperium, uwielbiam jej szkocki akcent), wyraźnie stylizowana na Dane Scully co chyba nie jest przypadkiem, bo mamy np. wątek rządowy, pszczoły odgrywają bardzo dużą rolę, więc chyba showrunnerowi zamarzył się hołd dla serialu Cartera. Nie mam nic przeciwko temu, zwłaszcza że dobrze się bawiłem (7/10). Co do głównych bohaterek wracając to podoba mi się ten niepasujący do siebie zupełnie duet. Faye gra policjantkę dobrze zorientowaną w tematyce komputerowej a Macdonald gliniarza starej daty co nie siedzi za bardzo w nowinkach technicznych. Sporo humoru też jest jak np. tekst o Batmanie (no i to hasło śmierć Tuskowi, choć domyślam się że w Anglii nie kojarzą raczej naszego polityka:-). Dobry film na zakończenie sezonu.

    Ogólnie mówiąc 3 sezon to dobra rozrywka na 8/10. Z pewnością rozczarowania nie przeżyłem. Jedyne na co liczę w kolejnym sezonie, że Charlie Brooker znowu zaserwuje taki festiwal filmowy jak w 3 sezonie. No i liczę na to że wprowadzenie w 3 serii odrobinki optymizmu do tak pesymistycznego serialu nie było chwilową fanaberią i optymizm zagości na dłużej w Czarnym Lustrze. 3 sezon Black Mirror różni się tym od poprzednich serii, że bardziej powiedziałbym iż światowy się zrobił serial od momentu jak Netflix wykupił i nie mam na myśli jedynie tego, że akcja już nie dzieje się w Wielkiej Brytanii w każdym odcinku. Choć kilka odcinków typowo brytyjskich jest jak finał czy trzeci odcinek.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.