Rekiny wojny [War Dogs] (2016), reżyseria Todd Phillips.
Rekiny wojny [War Dogs] (2016), reżyseria Todd Phillips.

Rekiny wojny. Recenzja filmu War Dogs

Dwie rzeczy. Rekiny wojny nie okazały się marnym filmem, jak spodziewałem się po trailerach, a duet Hill/Teller nie okazał się marnym duetem, jak spodziewałem się po trailerach. Nadal szału nie ma :P, ale z pewnością jest lepiej niż gorzej. Hmm. To w zasadzie już powinien być koniec tej recenzji, bo cóż więcej? Ale niech tam, recenzja filmu Rekiny wojny aka War Dogs (2016), reżyseria Todd Phillips.

O czym jest film Rekiny wojny

Rok 2005. David Packouz (Miles Teller) wiedzie przeciętny żywot masażysty dla bogaczy. Razem z wybranką swojego serca Iz (Ana de Armas) jakoś wiążą koniec z końcem, ale Davidowi marzyłoby się coś więcej. Los się odwraca, gdy David spotyka najlepszego kumpla z młodości – Efraima Diveroliego (Jonah Hill). Przed Efraimem przestrzegają go znajomi, że nie można mu ufać, ale Davidowi podoba się jego luźny i bezczelny styl życia. Efraim ma kasę, a w bagażniku wozi karabin maszynowy, którego nie waha się użyć. I, co najważniejsze, proponuje Davidowi dołączenie do jego firmy AEY. AEY zajmuje się zaopatrywaniem amerykańskiej armii we wszelkiego rodzaju pierdoły począwszy od skarpet, a skończywszy na noktowizorach. Amerykańscy wojacy wojują to w Iraku, to w Afganistanie, a na ich uzbrojenie wydawane są miliardy dolarów. Większość zarezerwowana dla wielkich firm zbrojeniowych, ale skromna część także dla mniejszych biznesmenów, którzy dostępne transakcje mogą śledzić na specjalnej stronie internetowej. Dla molochów sprzedaż tysięcy skarpet do Iraku nie jest warta schylenia się po taki zysk, ale firmy takie AEY chętnie się tego podejmują. Przekonany dobrymi zarobkami David przyłącza się do Efraima, a wkrótce trafiają na deal swojego życia – uzbrojenie amerykańskiej armii w sto milionów sztuk nabojów do kałachów. Jeśli to wypali, to David i Efraim będą mogli przenieść się na Florydę i nic tam nie robić do końca życia. A nawet nie będą się musieli przenosić, bo już mieszkają w Miami.

Recenzja filmu Rekiny wojny

Twórca trylogii Kac Vegas tym razem postanowił wziąć się za bary z tematem poważniejszym i opartą na faktach historią dwóch dwudziestokilkulatków, którzy znaleźli się we właściwym czasie i miejscu i mieli odwagę do tego, żeby spróbować ubić interes życia. Nawet, jeśli nie mieli pojęcia w co się pakują, a do sprawy podeszli na wariackich papierach, jak przystało na małolatów w świecie dorosłych. Temat poważny, więc i w jego wykonaniu trudno szukać komedii wzorem skacowanych facetów w Bangkoku. Jasne, nie jest to film śmiertelnie poważny, a humorowi służy m.in. komiksowa postać Efraima (znakomity śmiech), ale komedia toto nie jest. Tony filmu są bez wątpienia lżejsze, a ironia i cynizm rozładowują wiele poważniejszych sytuacji, wciąż jednak najważniejszym w Rekinach wojny pozostaje opowiadana historia. Pod tym względem filmowi bliżej Sztandze i cashowi Michaela Baya – w obu pobrzmiewa podobny czarny humor.

Jako się rzekło na początku, zwiastuny filmu nie przekonywały mnie do niego, a i duet głównych bohaterów do mnie nie przemawiał (Hill wyraźnie zmaga się z efektem jojo, a Teller według mnie jest przeciętnym aktorem, który akurat gra teraz we wszystkim, bo otworzył mu do tego bramę Whiplash). Można więc powiedzieć, że się pomyliłem, bo do wspomnianego duetu nie można tu mieć zastrzeżeń, choć mimo to uważam Rekiny wojny za porządny film do oglądania, w którym jednak nie ma niczego specjalnie wartego zachwytów, ochów i achów. To solidnie opowiedziana nieprzeciętna historia (choć nie niesamowita, nie ma większego problemu z uwierzeniem w to, że tak było naprawdę; widziałem wiele bardziej nieprawdopodobnych historii, ta naprawdę jest lightowa). Właściwie powtarza Pana życia i śmierci i jeśli ten film z Cage’em przypadł Wam do gustu, to i Rekiny wojny przypadną. Mnie nie przypadł :), ale i tak czasu poświęconego na Rekiny wojny nie żałuję.

Finalnie, jeśli odsunąć na bok tę całą zbrojeniówkę, biznesy i pustynno-albańskie krajobrazy, Rekiny wojny sprowadzają się do opowieści o ludziach i tego, że w życiu najważniejsze nie są pieniądze, ale zaufanie. No i że nie wszystko można załatwić cwaniactwem, bo wcześniej czy później zostanie się ugryzionym przez ww. życie w dupę. I jeśli niosą ze sobą jakiś przekaz, to właśnie dotyczący tej prostej prawdy, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu. A cała wojenna reszta to tylko otoczka i kontekst tej całej słodko-gorzkiej historii.

(2151)

Dwie rzeczy. Rekiny wojny nie okazały się marnym filmem, jak spodziewałem się po trailerach, a duet Hill/Teller nie okazał się marnym duetem, jak spodziewałem się po trailerach. Nadal szału nie ma :P, ale z pewnością jest lepiej niż gorzej. Hmm. To w zasadzie już powinien być koniec tej recenzji, bo cóż więcej? Ale niech tam, recenzja filmu Rekiny wojny aka War Dogs (2016), reżyseria Todd Phillips. O czym jest film Rekiny wojny Rok 2005. David Packouz (Miles Teller) wiedzie przeciętny żywot masażysty dla bogaczy. Razem z wybranką swojego serca Iz (Ana de Armas) jakoś wiążą koniec z końcem, ale Davidowi…

Czas na ocenę:

Ocena: 7

7

wg Q-skali

Podsumowanie: Dwóch cwaniaków zamierza ubić interes życia wchodząc w biznesy z amerykańską armią. Oparta na faktach historia, którą ogląda się dobrze i tyle.

3 odpowiedzi

  1. Polarbear_pl

    ten film ma bardzo jasny morał: bądź uczciwym lub mniej nie uczciwym a los cię wynagrodzi.
    Rola Coopera swietna (nie żartuję) kilka scen a naprawdę uwierzyłem że jest szychą. Zgadzam się z Tobą że Teller jedzie na whiplashu ale i tak jest ok. Hill czasem trochę przeszarzowal tu z żartami na siłę, ale to pewnie wina reżysera – w wilku z Wall.. Było dużo lepiej. Ale i tak u mnie 8/10 ( ja Pana życia i smierci lubię)

  2. Quentin

    Noo nie wiem, czy los by go wynagrodził, gdyby pozostał uczciwym masażystą :). Inna sprawa, że miał wystarczająco dużo szczęścia w postaci Any de Armas :)

    Do Coopera zupełnie nic nie mam, szkodzi mu ta łatka najprzystojniejszego aktora na świecie i wielu ludzi przez nią na niego patrzy.

  3. Polarbear_pl

    No Ana mogła by mu wynagrodzić ten masaż;)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.