Kickboxer: Vengeance (2016), reż. John Stockwell.
Kickboxer: Vengeance (2016), reż. John Stockwell.

Kickboxer: Vengeance. Recenzja remake’u filmu Kickboxer

Ten film nie miał prawa się udać i się nie udał. Tyle filozofii. Sami jesteście sobie winni wy, którzy tam weszliście. Recenzja filmu Kickboxer: Vengeance.

O czym jest film Kickboxer: Vengeance

Brat Kurta Sloane’a (Alain Moussi) zostaje zabity na ringu przez demonicznego Tonga Po (Dave Bautista). Walka, w której wziął udział była nielegalna i tak dalej, więc nikt poza bratem nie przejmuje się trupem, który zostaje zniesiony z ringu, a ring wymyty z krwi. Koniec przedstawienia. Nie dla Kurta, który postanawia srogo pomścić swojego brata. Udaje mu się wkręcić na obóz treningowy prowadzony przez Tonga Po i tam wymierzyć w niego sprawiedliwość z pistoletu. Efekt mizerny, bo niezgodny z oczekiwaniami. Kurt z podkulonym ogonem musi szukać innego sposobu na zemstę. W tym celu zgłasza się do niejakiego Duranda vel Mistrza Duranda (Jean-Claude Van Damme). Durand przygotowywał przed walką Sloana, dlatego nie w smak mu drugi braciak na sumieniu. Zgadza się jednak przeprowadzić surowy trening, który ma uczynić z Kurta maszynę do zabijania Tonga Po.

Recenzja filmu Kickboxer: Vengeance

Remake klasycznego filmu Kickboxer z Jeanem-Claude’em Van Damme’em nie miał prawa się udać z jednego zasadniczego powodu. Mimo całego mojego uwielbienia dla tegoż Kickboxera (no przesadzam z tym uwielbieniem, ale raz lepiej brzmi, a dwa w młodości na pewno widziałem go dziesiątki razy, a to o czymś świadczy), jest on filmem jeśli nie słabym, to co najwyżej przeciętnym. Filmem, który trafił w dobry czas, w dobre miejsce i w odpowiedniego aktora, przyczyniając się do wykucia etosu bohatera filmowego przełomu lat 80. i 90. w postaci szpagatowego wymiatacza Van Damme’a. Wszystko to sprzyjało Kickboxerowi, który słusznie został okrzyknięty mianem hitu wideo i został jednym z najlepiej oglądanych filmów młodości wielu z nas. I takim pozostanie, czego istnienie remake’u nic nie zmieni. Nie wspominając już o sequelach, których też się w minionych latach doczekaliśmy. Również ciekawszych od tego nowego filmu.

Zdarzają się takie filmy, których ruszać nie tyle nie wolno, co nie ma żadnego sensu. Bo gdy się odrzuci całą tę otoczkę trafienia we właściwy czas im towarzyszącą, to okaże się, że zostaje film o niczym. Pobili się, potrenowali, pobili się. I nawet nie chodzi o to, że Van Damme miał jakąś specjalną charyzmę, umiejętności i urok, bo nie miał ich aż tak wielkich. Może był w czymś pierwszy, może miał swoje pięć minut i umiał je wykorzystać, może miał ekranowy czar kung-fu amanta, ale aktorsko, wyglądowo czy zwyczajnie sympatycznie Alain Moussi wcale wielce się od niego nie różni. A mimo to nawet nie ma startu do Mięśni z Brukseli czy to w roli Sloana, czy w ogóle w poszukiwaniu swojego miejsca w historii kina. I wszystko to tylko dlatego, że i Kickboxer i Jean-Claude Van Damme trafili w odpowiedni punkt. A Moussi jak i sam Kickboxer: Vengeance przewieźli się tylko na gapę na popularności pierwowzoru i nieświadomie zapewne udowodnili, że liczą się jedynie oryginały. Marna podróbka zawsze pozostanie marną podróbka.

Nie piszę za wiele o filmie Kickboxer: Vengeance (w ogóle) z premedytacją, bo nie ma o czym pisać. Nie jest to jakiś specjalnie zły film, ale biega o to, że w trakcie oglądania masz go po prostu w dupie. Widzisz jakieś tam zmiany w stosunku do oryginału, trochę się zastanawiasz czy wyszły na gorsze czy na bardzo złe, ale szybko i to masz w dupie. Ot taki zwyczajnie niepotrzebny film, którego nawet nie można zbesztać, że jest okropny. Choreografia walk jest tu przeciętna (ze dwa fajne i pomysłowe ciosy), śmiertelna powaga miesza się ze scenami totalnie niepoważnymi (szklarze rulez), a Jean-Claude w kapelusiku i rozchełstanej koszuli jest tutaj karykaturą samego siebie. Jakby wszyscy robili film na poważnie, a on robił go dla jaj. Można docenić pomysłowość jego ćwiczeń zadawanych Kurtowi, ale to wszystko, co nadawałoby się na jakiś tam plusik. Warto jednak doczekać do końca (albo do końca przewinąć), bo najfajniejszą scenę zostawili na napisy końcowe. A cała reszta do zapomnienia.

PS. W filmie pojawia się również Gina Carano, ale do końca nie wiadomo po co.

(2120)

Ten film nie miał prawa się udać i się nie udał. Tyle filozofii. Sami jesteście sobie winni wy, którzy tam weszliście. Recenzja filmu Kickboxer: Vengeance. O czym jest film Kickboxer: Vengeance Brat Kurta Sloane'a (Alain Moussi) zostaje zabity na ringu przez demonicznego Tonga Po (Dave Bautista). Walka, w której wziął udział była nielegalna i tak dalej, więc nikt poza bratem nie przejmuje się trupem, który zostaje zniesiony z ringu, a ring wymyty z krwi. Koniec przedstawienia. Nie dla Kurta, który postanawia srogo pomścić swojego brata. Udaje mu się wkręcić na obóz treningowy prowadzony przez Tonga Po i tam wymierzyć w…

Czas na ocenę:

Ocena: 5

5

wg Q-skali

Podsumowanie: Brat zabitego na ringu kickboxera pilnie trenuje muay thai, by zemścić się na jego zabójcy. Nikomu niepotrzebny do szczęścia remake Kickboxera.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.