Bridget Jones 3 (2016), reż. Sharon Maguire.
Bridget Jones 3 (2016), reż. Sharon Maguire.

Bridget Jones 3. Recenzja filmu Bridget Jones’s Diary

Są takie filmy, takim filmem jest właśnie Bridget Jones 3, które dobrze wiem, jakie będą, wiem, że nie ma się co spodziewać po nich niczego wielkiego, ale nie będą żenujące i obejrzenie ich nie będzie jakąś znowu wielką stratą czasu. Idę do kina i po seansie nie mam pretensji, że dostałem film, którego wcale nie trzeba było oglądać w kinie. Nie mam pretensji, że lekko zaśmiałem się ze dwa razy, a kolejne cztery w duchu. Dostałem to, co miałem dostać, nikt mnie nie zmusił, żeby iść na seans – sam się w niego wkopałem (choć to złe słowo, bo z premedytacją na słaby film, o którym wiem, że będzie słaby bym nie poszedł) i żadnych pretensji mieć nie mogę. A w szczególności do filmu, który był dokładnie tak przeciętnie sympatyczny, jak wszystko na to wskazywało. Recenzja filmu Bridget Jones 3.

O czym jest Bridget Jones 3

Bohaterką Bridget Jones 3 jest, uwaga, niespodzianka, Bridget Jones! To ta sama laska co jakieś +10 lat temu pisała słynny pamiętnik i rozbudzała emocje, że chuda Amerykanka Renee Zellweger nie może zagrać grubej, archetypowej Brytyjki! Teraz ma +40 lat, znów jest sama, bo rozstała się z Markiem Darcym (Colin Firth), ale już się tym nie przejmuje. Koleżanki w pracy – jest wydawcą programu newsowego – mówią jej, że teraz jest MILF-etką i rzeczywiście, mocno schudła i wygląda nieźle (po seansie rozgorzała dyskusja co do tego, jaka to Renee Zellweger jest niepodobna do siebie; byłem jedynym, który twierdził, że w Bridget Jones 3 wygląda całkiem podobnie do siebie i nie wiem, o co tyle zachodu; popatrzcie na jej zdjęcia z reala, tam to dopiero jest niepodobna!). Bridget postanawia wziąć singlowe życie w swoje ręce i z koleżanką wyrusza na woodstock-like festiwal muzyczny, na którym spotyka przystojnego Amerykanina (Patrick Dempsey). Spotkanie kończy się upojną nocą i wstydliwym wymknięciem się o świcie z jurty jurnego Jankesa. Było miło, życie toczy się dalej m.in. na chrzcinach dziecka przyjaciół, na których pojawia się Mark Darcy. Od słowa do słowa i Bridget z Markiem lądują w sypialni dając się uwieść obudzonym wspomnieniom o wielkiej love, jaka ich łączyła. Wkrótce okaże się, że Bridget Jones jest w ciąży i nie ma pojęcia, który z panów jest tatusiem. I jak to Bridget Jones, zamiast powiedzieć wprost o wszystkim kandydatom – zaczyna nakręcać spiralę kłamstw i niedomówień.

Recenzja filmu Bridget Jones 3

No właściwie to recenzję mieliście już we wstępie. Bridget Jones 3 po tak długiej przerwie od poprzedniej części mógł być żenującym skokiem na kasę mającym nadzieję, że coś zarobi na fali sentymentu widzów, ale wcale tak nie było. Szczególnie w porównaniu do drugiej części Bridget Jones 3 okazała się sympatyczną komedyjką, która wielkiej krzywdy widzowi nie zrobi, a przy odrobinie dobrych wiatrów może lekko poprawić humor. Osobiście nigdy nie byłem fanem serii – zawiódł mnie Richard Curtis w roli scenarzysty jedynki – więc trudno, żebym nagle się nawrócił, ale wydaje mi się, że na trójce najlepiej się bawiłem ze wszystkich trzech filmów o Bridget. Choć gdyby ktoś obserwował mnie z boku to pewnie by zwątpił w to, że się bawię :). No tak się bawiłem jak na przeciętnej komedyjce, ani razu nie umarłem ze śmiechu czy choćby poczułem zagrożenie wybuchem rozbawienia.

Co mi przeszkadzało najbardziej to fakt, że trudno w przypadku Bridget Jones 3 mówić o komedii romantycznej. Przeszkadzało mi to, bo lubię romkomy i chętnie obejrzałbym romkoma. Bridget Jones 3 dużo bliżej jednak zwykłej komedii, bo w komedii romantycznej to trzeba kibicować głównym bohaterom, trochę ich polubić itd. A Bridget Jones to mocno przerysowana laska, której jakoś nie potrafię kibicować w tych jej głupotach. Może mnie rozbawić, ale żebym od razu poczuł się romantycznie? No kaman. Szczególnie że i mało romantyczny był cały wątek z amerykańskim absztyfikantem. W komromie powinienem czuć jakąś miłość między bohaterami, wtedy mógłbym się emocjonować ich perypetiami. A tutaj? Koleś pojawił się trzy razy na krzyż w życiu Bridget, puknął ją i wymalował jej pokój w czarno-białe paski i z wzrokiem cocker spaniela pyta: „Bridget, czy ty mnie kochasz tak mocno jak Marka?” No za co?? ja się pytam. Bo raz przylazł z pluszakiem i kwiatkami?

W tej sytuacji wątek Bridget-Amerykanin był zbędny, całym sensem filmu było jedynie to, kiedy i czy Bridget i Darcy znowu będą razem. Szkoda, bo można było przed bohaterką postawić większy dylemat, co wyszłoby filmowi na dobre. A jak się człowiek nudzi, to mu zaczynają różne pierdoły w filmie przeszkadzać. A to durna scena z Ważną Prezentacją™ – śmiech na sali, jedna laska odpowiedzialna za prezentację, żadnego nadzoru, burz mózgu z sekretarzami redakcji, grafikami, że „Andrzej, to jebnie” itd. – całkiem to nierealistyczne, nawet jak na komedię. A to złagodzone tłumaczenie, w którym wycięto większość wulgaryzmów, a z Chartumu zrobiono Damaszek. Po cholerę wysyłać Darcy’ego do Syrii?

Tak czy siak żenady nie było, a żarty były oczywiste, ale nawet zabawne. Łaskawie dałbym i 7, ale nie mogę, bo 7 dostanie za niedługo lepszy Siedmiu wspaniałych. Funny fact – w scenariusz na trzecim miejscu mignęło mi nazwisko Emmy Thompson, tej znanej komediowej scenarzystki i członkini Saturday Night Live ;).

(2128)

PS. Nigdy nie mów nigdy, czyli cytat z mojej recenzyjki dwójki:

bjones2

Są takie filmy, takim filmem jest właśnie Bridget Jones 3, które dobrze wiem, jakie będą, wiem, że nie ma się co spodziewać po nich niczego wielkiego, ale nie będą żenujące i obejrzenie ich nie będzie jakąś znowu wielką stratą czasu. Idę do kina i po seansie nie mam pretensji, że dostałem film, którego wcale nie trzeba było oglądać w kinie. Nie mam pretensji, że lekko zaśmiałem się ze dwa razy, a kolejne cztery w duchu. Dostałem to, co miałem dostać, nikt mnie nie zmusił, żeby iść na seans - sam się w niego wkopałem (choć to złe słowo, bo z…

Czas na ocenę:

Ocena: 6

6

wg Q-skali

Podsumowanie: Bridget Jones wciąż jest samotna. Dwa spotkania z nieznajomym Amerykaninem i Markiem Darcym owocują ciążą. Kto jest ojcem? Lekka i nawet zabawna komedia, której dobrze zrobiła kilkuletnia przerwa od ostatniej części. Wstydu nie ma.

2 odpowiedzi

  1. Ja lubię część 1, a druga wyjątkowo słaba i na tą nie czekałem, mimo faktu że lubię Zellweger nie tylko za rolę Bridget. Ale wszystkie opinie jakie o filmie czytam/oglądam to zapowiadają zaskakująco dobrą część na którą chyba nawet fani Bridget za bardzo nie czekali i Twoja opinia to pierwsza w której zachwyt aż tak się nie wylewa jak w innych recenzjach.

    Jedyny zarzut te nawet najbardziej pozytywne opinie jaki jest co do BJ 3 to właśnie Zellweger, która świetnie się sprawdziła w tej roli, więc i tutaj daje rade, ale właśnie jej twarz po botoksie, operacjach wybija z filmu. Zgodzę się że w tym filmie wygląda jak dawna Renee, jest nawet podobna wynika z trailera, bo filmu jeszcze nie widziałem, ale też miałem takie wrażenie że jej nowa twarz wybijała mnie z klimatu trailera. Więc taki dziwny paradoks że dobrze gra ale jednocześnie wszyscy twierdzą jak jej nowa twarz wybija z filmu.

    Co ciekawe pojawiły się trailery kolejnych filmów z nią i w tych trailerach jak np. film z Reevesem zupełnie siebie nie przypomina, wygląda jak w realu, więc sporo się musieli napracować charakteryzatorzy na planie BJ 3 by upodobnić aktorkę by wyglądała choć trochę jak dawniej albo zaserwowała sobie kolejne operacje (choć podobno twierdzi że nie). Szkoda mi tej aktorki trochę jeśli rzeczywiście jest po botoksach

    A co do Thompson że dobra scenarzystka to nie takie zaskoczenie, w końcu napisała scenariusz m.in. Rozważnej i romantycznej z 1995 roku.

  2. Quentin

    Dokładnie, na tym zwiastunie tego shitu z Reevesem wygląda prze-o-kro-pnie!

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl