Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!
The 100 sezon 3, recenzja trzeciego sezonu serialu The 100
Polis mój widzę ogromny...

The 100 sezon 3, czyli cholernie rozrywkowo

Z mojego punktu widzenia The 100 sezon 3 miał tylko jedną wadę – skończył się. Przed zachwytami, czołobitnością i nadmiernym chwaleniem powstrzymuje mnie fakt, że nie jest to serial wybitny, ale i tak – a to czasem ważniejsze – jest cholernie rozrywkowy! Recenzja serialu The 100 sezon 3.

Recenzja serialu The 100 sezon 3

Sam nie wiem dlaczego tak się stało, ale przerwałem oglądanie The 100 sezon 3 gdzieś tak w okolicy dziesiątego odcinka i w tej przerwie trwałem jeszcze sporo dni po finale. Nie mam pojęcia czym to było spowodowane, bo na pewno nie zamieszaniem związanym z The 100, które właśnie w okolicy tego odcinka się pojawiło. Nie było nim spowodowane, bo nie rozumiałem i nadal nie rozumiem tego najazdu na niektóre decyzje fabularne, z których twórca serialu Jason Rothenberg musiał się gęsto tłumaczyć. Rany, to jego serial, robi z nim co chce i zabija kogo chce. Doczytywanie się w jego decyzjach powodów homofobicznych zupełnie do mnie nie dociera i szczerze dziwię się temu, że komukolwiek chciało się nad tym w ogóle pochylić i rozkręcić w Internecie gównoburzę. Której wtórowali rozgoryczeni aktorzy. Dowodzi to tylko tego, że widzowi (i aktorom – mogli w ogóle nie występować, wtedy nie byłoby problemu; zamiast się cieszyć, że serial rozkręcił ich karierę i wyszli z anonimowości, to nosem kręcą; ok, też lubiłem ich postaci, ale nic nie jest na wieczność) nie dogodzisz. Gdy zabijają bohaterów hurtowo w Grze o tron to jest to odbierane jako pozytyw (właściwie największy pozytyw Gry o tron), a gdy zaczęli ich ubijać w The 100 – afera. Mam nadzieję, że odpowiedzialni za serial nie będą się teraz sześć razy zastanawiać nad prowadzeniem fabuły dalej i dla świętego rezygnować z co bardziej kontrowersyjnych decyzji. Wolałbym, żeby robili The 100 tak jak uważają za stosowne – bo do tej pory przyniosło to skutek – a nie tak jak uważają za stosowne widzowie.

Niektórzy dziwią się faktowi rozwoju The 100 z typowego teen sf drama w krwawy serial postapokaliptyczny, ale mnie znów dziwi to zdziwienie. Owszem, jest The 100 coraz bardziej brutalny i odważny, ale przecież to serial, który już na początku swojego istnienia zaakcentował, że nie będzie słodko i pierdząco ubijając jednego z bohaterów, który wydawało się, że będzie głównym. Już wtedy sygnał był jasny, że teen drama z jego miłostkami, puppy love i innymi pierdołami, a i owszem, ale to wszystko gdzieś oprócz wartkiej i sensacyjnej akcji, która potrafiła i potrafi zaskoczyć rozwiązaniami fabularnymi. A im bliżej końca trzeciego sezonu, tym miłostek było coraz mniej, a na pierwszy plan wyszła akcja, którą z każdej strony należy uznać za rozrywkową w tym fajnym, niePg-13 kierunku – brodzenie w kałużach krwi, operacje na otwartym sercu, ukrzyżowania cieknące posoką i tym podobne atrakcje wraz z solidną ilością trupów na odcinek.

Serial The 100 bez wątpienia się zmienił w porównaniu z pierwszym sezonem, gdzie tytułowa Setka miała przeciwko sobie głównie siebie i nieprzyjazną przyrodę. Z jednej strony był to niewątpliwy atut w postaci poznawania nieznanego, ale na dłuższą metę nie dało się tego ciągnąć. Ziemia odsłoniła swoje tajemnice powoli, ale skutecznie – The 100 sezon 3 tętni już właściwie życiem jak gdyby żadnej katastrofy nie było. Ot dzieje się to wszystko jakby gdzieś w zamierzchłej przeszłości, do której trafili bohaterowie z przyszłości. Twórcy serialu w fajny sposób potrafią wykorzystać wykreowany przez siebie świat – nawet, jeśli co większe twisty przypominają te ze Star Treka vide Polis, czy Matriksa – pomysłowo łącząc przeszłość skaikru z przeszłością groundersów i tworzy to naprawdę dobry do oglądania kawałek telewizji, w którym w każdym odcinku dzieje się wiele, przez co nie ma czasu na nudę. A przynajmniej ja się nie nudzę, co jakiś czas uśmiechając się do siebie na odwagę autorów, którzy nie kalkulują i cały czas wychodzą z tej przygody z tarczą. Dlatego boję się tego kalkulowania, do którego może doprowadzić wściekłość fanów. Którzy mogliby zrozumieć, że to, czego chcą nie jest najważniejsze (tak, wiem, to dlaczego ważne ma być to, czego ja chcę? 😉 ). Szczególnie że zwykle chcą jakiś głupot w stylu ona kocha jego, on ją, mają już wspólny akronim (Bellarke itp.) i najlepiej, żeby się słodko i romantycznie kochali przez pół odcinka. Może warto by było jasno powiedzieć, że na dobre koniec z teen sf drama dla małolat, od teraz będziemy poważni. Pewnie całkiem nie da się przeprowadzić takiej rewolucji, zważywszy, że zakochane w serialu małolaty są idealną grupą docelową, ale i tak trzeba pochwalić The 100, że bardzo dobrze sobie radzi z tym stąpaniem po cienkiej linie, z której zawsze można wpaść w pułapkę słodkopierdzącego serialiku dla młodzieży. Więcej, unika jak tylko może takiego upadku.

OK, może i nie ma w tym wszystkim za dużo recenzji The 100 sezon 3 :), ale raz nie chciałem się bawić w spoilery, a dwa The 100 po prostu cały czas zachowuje to, czym od razu wkupiło się w moje łaski. Ogromną ilość akcji na odcinek, gdzie praktycznie nie istnieją odcinki zapychacze. A że ton serialu jest coraz bardziej poważny i krwawy – tym lepiej. Finał The 100 sezon 3 może i nie należał do grupy „łał, ale czad, nie doczekam się następnego sezonu!”, ale był bardzo solidny i konsekwentny wobec tego, co działo się przez cały sezon. I dzięki temu The 100 sezon 4 zapowiada się na prawdziwie nuklearno-postapokaliptyczny show, na który mam nadzieję będzie trzeba czekać krócej niż na The 100 sezon 3.

2 odpowiedzi

  1. nic wiecej, zadnego porzadnego „serialowo” ? jak Ci sie podobal final castle?

  2. Quentin

    Aktualnie znów więcej filmów oglądam niż seriali, to i za bardzo nie ma z czego pisać. Poza tym dowiedziałem się, że jestem głupi SEO-wo pisząc o serialach w jednym wpisie zamiast o każdym w osobnym ;). Tak czy siak, nawet gdybym chciał to nie mam z czego Serialowa sklecić.

    A co do Castle’a to już dawno przestałem go oglądać. Nie było cancela, ale jakoś tak nie chce mi się nadrabiać i chyba już ze dwa sezony do tyłu jestem. Nawet finalne rozwiązanie przenudnej sprawy matki Beckett nie pomogło. Wygląda na to, że formuła się zużyła i dobrze, że nie będą na siłę tego ciągnęli.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.