Most Likely to Die (2015), reż. Anthony DiBlasi
Most Likely to Die (2015), reż. Anthony DiBlasi

Most Likely to Die, czyli Amerykańska masakra czapką absolwenta

Siedzę nad tym wstępem już dłużej niż wczoraj napisałem recenzję filmu Eddie zwany Orłem. Wykasowałem już ze dwie refleksje dotyczące czasów liceum, by dojść do wniosku, że film, o którym dzisiaj nie zasługuje na aż tyle poświęconego przeze mnie czasu. Recenzja filmu Most Likely to Die.

Most Likely to Die (2015)
Reżyseria: Anthony DiBlasi
Scenariusz: Laura Brennan
Obsada: Heather Morris, Chad Addison, Perez Hilton, Tess Christiansen, Marci Miller, Tatum Miranda, Jake Busey
Muzyka: Adam Barber
Zdjęcia: Timothy A. Burton
Kraj produkcji: USA

O czym jest film Most Likely to Die

Zbliża się dziesięciolecie ukończenia liceum. Grupa przyjaciół spotyka się dzień wcześniej przed główną imprezą w położonym na odludziu domu jednego z nich, byłej gwiazdy hokeja na lodzie, która ostatnio miała sporo pod górkę. Większość nie widziała się od dziesięciu lat, bądź ma ze sobą minimalny kontakt. Choć wiele o sobie wiedzą, w końcu są wśród nich gwiazda telewizji, czy uzdolniona pokerowa zawodniczka, którą też można oglądać w telewizyjnych zawodach (znana z Glee Heather Morris). Spotkanie po latach budzi wspomnienia z nie do końca beztroskich czasów liceum i szybko wychodzą na jaw różne małe animozje i niewyleczone rany. Ale wszystko to blednie w zderzeniu z morderstwem, którego dokonuje nieznany sprawca. Ciało jednej z koleżanek zostaje znalezione w położonej niedaleko od domu szopie. A sposób pozostawienia zwłok wskazuje na to, że kluczem do rozwiązania zagadki może być licealny rocznik, przy którym kiedyś tam majstrowali.

Recenzja filmu Most Likely to Die

Pewnie się już domyśliliście, że Most Likely to Die to slasher. Owszem, Most Likely to Die to slasher. Czyli przedstawiciel gatunku, który coraz trudniej jest w stanie kogokolwiek zaskoczyć. Gatunku mocno zapomnianego i nic w tym dziwnego, bo wydaje się, że wszystko co miał do zaprezentowania już zaprezentował. Most Likely to Die nie zmienia w tej kwestii niczego, po sznurku podążając od punktu A do punktu B i wykorzystując znane motywy gatunku: np. uprawiasz seks, umrzesz. Przy okazji, świadomie czy nie, bo tego faktu nijak się w filmie nie podkreśla – wykorzystał skubany twist, który zamierzałem wykorzystać w swoim filmie! Tak jest, chcę napisać slashera! Już gdzieś tak od piętnastu lat, więc się nie napalajcie :P. Pomysł w każdym razie mam.

A wracając do tematu – ta oczywistość gatunkowa jest najsłabszym elementem filmu Most Likely to Die, bo wydaje mi się, że bez próby choćby najmniejszego postawienia gatunku na głowie, czy twórczego wykorzystania jego schematów, współczesne slashery nie mają racji bytu. To zbyt ograniczony gatunek, by nawet jego biegłe wykorzystanie spowodowało mocniejsze bicie serca u widza.

Ale trzeba przyznać, że pomysł na Most Likely to Die jest fajny. Slasher lubi licealistów, nawet tych o dziesięć lat starszych, a motyw szkolnego rocznika, w którym przedstawione są między innymi przypuszczenia odnośnie tego, jak potoczy się życie danego licealisty, daje duże pole do popisu. Jeszcze nieświadomych morderczej gry tajemniczego zabójcy, bohaterów filmu witają na ścianie duże odbitki ze zdjęciami ich samych z ww. rocznika, a widz już czeka aż po kolei zostaną wykreślani według przypuszczeń widocznych pod zdjęciami. Dało się z tego zrobić coś fajniejszego w ramach gatunku.

W ogóle Most Likely to Die sprawia wrażenie filmu, który w połowie zdjęć przejął jakiś zdolniejszy reżyser, żeby naprawić to, co do tej pory zostało spieprzone. Tej teorii sprzyja notatka na stronie IMDb reżysera Most Likely to Die, według której jest on ledwie przymierzany do już istniejącego filmu. Nevermind. Most Likely to Die wyreżyserował Anthony DiBlasi, który zdążył się już wyróżnić spośród reżyserów kina grozy klasy C Cassadagą z mordercą tworzącym kukiełki z części zamordowanych przez siebie ofiar i chwalonym przez wielu, a przeze mnie uważanym za nudę do kwadratu połączeniem Ataku na posterunek 13 z filmem o demonach Last Shift. Tym razem wziął się za bary ze slasherem i walkę przegrał, ale myślę, że jeszcze jest mu pisany jakiś dobry film, bo są w Most Likely to Die przebłyski.

Ale tych przebłysków jest niewiele i ostatecznie dobry pomysł zostaje niewykorzystany tonąc w słabym aktorstwie i przeciętnych scenach morderstw. Choć trzeba uznać za plus chyba niespotkaną jeszcze do tej pory na ekranie broń, jaką posługuje się morderca. Otóż zarzyna on swoje ofiary wspomnianą w tytule recenzji… czapką absolwenta.

(2091)

Siedzę nad tym wstępem już dłużej niż wczoraj napisałem recenzję filmu Eddie zwany Orłem. Wykasowałem już ze dwie refleksje dotyczące czasów liceum, by dojść do wniosku, że film, o którym dzisiaj nie zasługuje na aż tyle poświęconego przeze mnie czasu. Recenzja filmu Most Likely to Die. O czym jest film Most Likely to Die Zbliża się dziesięciolecie ukończenia liceum. Grupa przyjaciół…

Czas na ocenę:

Ocena: 5

5

wg Q-skali

Podsumowanie: Przygotowania do imprezy z okazji 10-lecia ukończenia liceum psuje morderca zarzynający jeden po drugim jego absolwentów. Schematyczny i mocno przeciętny slasher.

2 odpowiedzi

  1. „Wykasowałem już ze dwie refleksje dotyczące czasów liceum, by dojść do wniosku, że film, o którym dzisiaj nie zasługuje na aż tyle poświęconego przeze mnie czasu”. Większej kupy nie czytałem. Litości.

  2. Quentin

    Spójrz na to z optymistycznej strony, przynajmniej było to coś niepowtarzalnego 😉

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.