Tyle filmów do zrecenzowania, a ja piszę recenzję filmu o grupie baletnic, które stawiają czoła węgierskim oprychom. I to wcale nie dlatego, że jest to wybitna produkcja, której nie wolno przegapić. To dlaczego? A nie wiem. Chyba dlatego, że szybko się ją napisze. Recenzja filmu Zabójcza pointa. Prime Video
O czym jest film Zabójcza pointa
Amerykańska grupa baletowa dostaje zaproszenie na prestiżowy pokaz na Węgrzech. Pakuje się w samolot, a potem autokar i rusza do Budapesztu. Po drodze w lesie autokar się psuje, więc dziewczyny z opiekunką czując napór czasu, postanawiają znaleźć inny środek transportu. Zamiast tego znajdują położony w samym środku dzikiej puszczy pensjonat, który z zewnątrz może i przypomina leśniczówkę, ale w środku wiele się dzieje, jak gdyby miejsce położone było w centrum ruchliwego miasteczka. Nieistotne. Właścicielką pensjonatu jest madame (Uma Thurman), która w przeszłości była zdolną baletnicą, ale musiała skończyć karierę z powodów od siebie niezależnych. Obiecuje dziewczynom podwózkę do Budapesztu, ale zamiast tego opiekunka grupy dostaje kulę w łeb, a baletnice muszą walczyć o życie.
Zwiastun filmu Pretty Lethal
Recenzja filmu Zabójcza pointa
Powodów do napisania tej recenzji było trochę więcej. To również to, że właśnie ten film obejrzałem, jak również to, że mam ochotę o nim napisać, oraz zła recenzja pióra Jacka Piekary, która wpadła mi w oko (podrzucił algorytm, nawet nie wiem do końca, kto to jest Jacek Piekara), który pisze, że to bardzo zły film, bardzo przewidywalny film, bardzo gówniany film, a on wie co mówi, bo widział wiele filmów klasy B i klasy C, więc ma porównanie. A ten jest najgorszy, gorszego nie ma.
Oczywiście jest to pierdolenie zgreda, który może i parę filmów klasy B i C obejrzał (a może i nawet wszystkie), ale to nie oznacza, że jeśli obejrzy kolejny taki, to nie będzie pierdolił o nim głupot. I może trochę głupio bronić Zabójczą pointę, bo to wcale nie jest nie wiadomo jak fajny film, raczej przeciętniak, ale z pewnością nie jest filmem tak złym, że aż złym. A już zarzutu o przewidywalność to zupełnie nie rozumiem, przecież Zabójcza pointa nawet nie udaje, że będzie próbować zaskoczyć. Wiadomo, że laski baletnice dadzą wszystkim łupnia i na koniec zatańczą w Budapeszcie. Nie o tym jest to film, czy im się to uda, czy nie. Nadrzędna jest koncepcja na ów slasher: a jakby młode laski ubrane w stroje baletowe i korzystające z baletowych umiejętności musiały walczyć ze złolami? Zróbmy to! Przy okazji to nawet nie jest slasher, bo nie ma tu żadnych wątpliwości odnośnie tego, kto zabija. Jak mówię, nie jest to film o tym. W tej produkcji laski mają zabijać oprychów, tyle. A potem przychodzi recenzent i pisze, że film jest przewidywalny. No śmieszne.
Jest też Zabójcza pointa dobrym materiałem do narzekania starych zgredów, bo jest to „męski” film wyreżyserowany przez kobietę, napisany przez kobietę, z kobietami w rolach głównych przecip (oczywiście obowiązkowo równiutko obsadzone według klucza równościowego). Bez oglądania filmu to wystarczy do tego, żeby go krytykować. I ja tu świętego nie będę udawał, też zawsze podejrzliwie patrzę na te babskie męskie filmy. No ale ten jest akurat w porządku.
Zabójcza pointa to propozycja do obejrzenia przy okazji. Może na jakiejś babskiej imprezie albo przy okazji posiadówy ze znajomymi, gdy nie trzeba za bardzo skupiać uwagi na ekranie i można spojrzeć dokładniej, gdy coś się zaczyna dziać. Oczywiście zawsze znajdzie się ktoś, kto powie, że to jest, kurwa, takie głupie, gdy laski ustawiają się w rządek z Jeziora łabędziego i jeden po drugim pokonują węgierskich zakapiorów robiąc te wszystkie padebury i inne baletowe postawy. No bo jest, ale „oni o tym wiedzą, Kocie!”. I po prostu bawią się tym pomysłem na rozpierduchę. Oto niewinne łabądki obryzgane krwią tętniczą po kopie z półobrotu z nożykiem introligatorskim w poincie. Jeśli ktoś nie widzi tu pomysłu na film, to sorry, ale dzwonili do niego od okulisty.
Jest to sympatyczna produkcja od samego początku po (przewidywalny!) finał. Przynajmniej jedna z tych pięciu baletnic umie tańczyć, bo to nikt inny jak słynna Maddie Ziegler z teledysku Sii, a reszta próbuje dotrzymać jej kroku w tańcu i napierdzielaniu na lewo i prawo, bo tych Węgrów naroiło się w pensjonacie od groma. Trafia się jedna czy dwie pomysłowe sceny śmierci, choć w tej materii zwykle chciałoby się więcej kreatywności. Jak przystało na babski film, jest tu dużo o babskiej solidarności, ale nic na siłę, więc to też nie jest ten przykład wyrachowanego współczesnego kina, które chce ci za wszelką cenę wbić coś do głowy, choć niekoniecznie tego chcesz. Wiadomo, że jak pięć dziewczyn ma problem, to solidarnie lepiej jest go zneutralizować.
A właśnie, jest też Uma Thurman, o której pisze się teraz tu i ówdzie, że pewnie brakuje jej pieniędzy, że przyjęła tę rolę. E. Może i bawiła się lepiej od widzów swoją rolą węgierskiej eks-primabaleriny, która swoim niesubordynowanym podwładnym wypala znamię na języku, ale jak ona na tym zarobiła nie wiadomo ile, to jestem święty z Bostonu. Raczej zagrała to sobie dla czystej zabawy, co oczywiście nie zmienia faktu, że jednak jest to miliard lat świetlnych od tego, co grała przed paroletnią przerwą. Pewnie, można wracać po latach jak Gwyneth Paltrow od razu do Wielkiego Marty’ego, ale można i tak, do tej docenianej na festiwalach filmów grozy, a zjebanej przez Jacka Piekarę produkcji, którą pewnie lepiej ogląda się na takich właśnie festiwalach w gronie pasjonatów i na dużym ekranie w ciemnej sali. Ale i w domowym zaciszu nie jest to całkowita strata czasu.
Śpiewana recenzja Zabójczej pointy
(2663)
Ocena Końcowa
6
w skali 1-10
Podsumowanie : Amerykańska grupa baletowa walczy o życie w węgierskim pensjonacie pełnym kryminalistów. Produkcja wymagająca wyłączenia myślenia i zaakceptowania świata tu przedstawionego, w którym sympatyczne dziewczyny krwawo rozprawiają się z węgierskimi oprychami. Tylko tyle i wystarczy do przyjemnego seansu jednym okiem. Widać włożone tu serce, nawet jeśli dobrych chęci nie wystarczyło do stworzenia czegoś więcej niż tylko godny uwagi przeciętniak.
Podziel się tym artykułem:
