upiorna twarz z wyciętym na niej pentagramem
Roman już od dziecka miał problem z trądzikiem.

Recenzja filmu Last Shift, czyli Do duchy

Uwaga, uwaga! Podejmuję kolejną próbę napisania recenzji w dwóch zdaniach. Metaforycznych dwóch zdaniach.

O czym jest film Last Shift

Bohaterką filmu jest młoda policjantka, która kontynuuje gliniarskie tradycje rodzinne. Jej ojciec zginął jakiś czas temu na służbie. Pierwsze zadanie naszej glinki (nie mylić z Kasią Glinką) jest raczej proste. Właśnie trwają przenosiny na nowy komisariat. Budynek starego jest już właściwie zupełnie pusty, ale jeszcze zostało trochę śmieci w dowodach, po które mają przyjechać odpowiedni do tego zadania ludzie. Nasza bohaterka ma im tylko otworzyć drzwi, gdy nadejdzie czas i już. Reszta zadania jest śmiertelnie nudna – ot bezproduktywne siedzenie w pustym budynku i zbijanie much. Jak bardzo łatwo się domyślić, wkrótce zaczynają dziać się niepokojące rzeczy.

Lub po prostu, jeśli wierzyć oficjalnemu opisowi: „W Last Shift pobrzmiewają nuty Ataku na posterunek 13 Carpentera, ale z nadprzyrodzonym twistem”. Jednak filmowi, jeśli już, bliżej do Nocnej Straży Ole Bornedala.

Last Shift to strata czasu

A już na pewno to strata czasu dla mnie. Podejrzewam, że film miał trochę pecha i pewnie trafił w jakiś mój wojowniczy nastrój, ale sam też od siebie sporo dołożył do mojego znudzenia. Nie zaprzeczę, nie była to strata czasu z gatunku „Boże co za beznadziejny film nakręcony przez przedszkolaka”, bo jak na raczej niewielki budżet realizacji nie ma się tu co przyczepić. Jest napięcie, jest kilka psychodelicznych fragmentów, zakrwawionych postaci z workami na głowie, które zawsze dobrze robią filmowi i spokojnie dałoby się z tego wykroić niezły zwiastun (zresztą wykrojono). Ale ja już mam dość takich niczego nie wnoszących do czegokolwiek filmów. Co z tego, że reżyser dość sprawnie buduje klimat i trzyma się wiernie swojej koncepcji zrobienia powolnego supernaturalnego horroru, gdy używa tego do filmu, który ani nie zaskakuje, ani nie serwuje żadnego twista na poziomie, ani nie wciąga na tyle, żeby choć trochę być ciekawym tego, jak się skończy.

Jeśli wystarczy Wam do szczęścia kilka wyskakujących znienacka wyznawczyń szatana zmasakrowanych kijem baseballowym (i wszystko na śmiertelnie poważnie) to traćcie swój czas, nic mi do tego. Ale jeśli, tak jak ja, macie dość reżyserów, którzy wiedzą jak, ale nie wiedzą co – dajcie sobie spokój.

(1978)

Uwaga, uwaga! Podejmuję kolejną próbę napisania recenzji w dwóch zdaniach. Metaforycznych dwóch zdaniach. O czym jest film Last Shift Bohaterką filmu jest młoda policjantka, która kontynuuje gliniarskie tradycje rodzinne. Jej ojciec zginął jakiś czas temu na służbie. Pierwsze zadanie naszej glinki (nie mylić z Kasią Glinką) jest raczej proste. Właśnie trwają przenosiny na nowy komisariat. Budynek starego jest już właściwie zupełnie pusty, ale jeszcze zostało trochę śmieci w dowodach, po które mają przyjechać odpowiedni do tego zadania ludzie. Nasza bohaterka ma im tylko otworzyć drzwi, gdy nadejdzie czas i już. Reszta zadania jest śmiertelnie nudna - ot bezproduktywne siedzenie w…

Czas na ocenę:

Ocena: 4

4

wg Q-skali

Podsumowanie: Młoda policjantka musi spędzić noc na opustoszałym komisariacie. Wkrótce zaczynają dziać się rzeczy dziwne. A widz chrapie.

Odpowiedź

  1. Nie dowierzałem i obejrzałem. Błąd. 😉 Parę razy prawie przysnąłem. Początek nawet niezły, ale potem reżyser tylko odhacza kolejne kliszowe horrorowe zagrania. Następnym razy DiBlasi przed kręceniem niech doszlifuje scenariusz (albo go w ogóle napisze :D).

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl