Holidays (2016), reżyseria: dużo reżyserów
Holidays (2016), reżyseria: dużo reżyserów

Holidays, czyli Świąteczne opowieści z krypty

No i w końcu dożyliśmy chwili, w której w Hollywoodzie rżną polskie pomysły! O świętach w formie krótkich filmów już kiedyś było u nas w serii Święta polskie, a teraz z podobną koncepcją wyskoczyło kilku filmowców, spośród których największe zainteresowanie powinien wzbudzić Kevin Smith. Ten sam Kevin Smith, który kiedyś robił fajne filmy, a teraz próbuje z siebie zrobić guru od horrorów. Nieskutecznie albo średnio skutecznie – w każdym razie chyba wszyscy woleliśmy go we wcieleniu Silent Boba. No ale to nie o Kevinie Smisie, a o kolejnym zbiorze opowieści grozy – Holidays. Recenzja filmu Holidays.

Ogólnie o filmie Holidays

W dwóch zdaniach, bo filmowych nowelek jest w Holidays zaledwie kilka i nic nie stoi na przeszkodzie, żeby napisać o każdej z nich osobne dwa zdania. Ostatecznie każda z nich jest trochę inna, by znaleźć jakiś wspólny mianownik (no przewrotny humor może), a i nie są połączone wspólną linią fabularną jak niedawne i średnio udane Southbound, o którym Wam nie napisałem, choć powinienem.

W dwóch zdaniach o Holidays to by było tak: Holidays to udana antologia krótkich horrorowych nowelek, jakże popularna w ostatnim czasie. Znaczy taka antologia, a nie, że udana, bo nie wszystkie są udane. Z pewnością warto na Holidays rzucić okiem i czasu się nie straci, a filmowe rozdziały płyną szybko i – jak zawsze w takich przypadkach – jeśli któryś cię znudzi, to jest szansa, że inny nadrobi to z nawiązką. Ale raczej wszystkie trzymają solidny poziom, choć zdecydowanie przydałoby im się trochę błyskotliwości Opowieści z krypty.

1. Dzień świętego Walentego

Nie jest to początek z kanonu Hitchcocka, ale spokojnie wprowadza w nastrój całej składanki. Opowieść o Maxine, która potajemnie kocha się w trenerze wychowania fizycznego, a Walentynki to świetny moment na to, żeby owo zauroczenie nie było takie potajemne. Tyle, że jest pewien problem – Maxine to szkolne popychadło, które jest pośmiewiskiem „koleżanek” z klasy i osobą, na której można wyładować swoje frustracje. Coś takiego jak Carrie i, kurde, byłoby dobrze, gdyby bohaterowie tej nowelki widzieli ten film bądź jego remake, bo o przeczytanie książki to nawet ich nie proszę.

Nowelka pulsuje elektropopem, czy jak to się tam nazywa, i ma swój klimat kina niezależnego (czyt. nie mamy za dużo kasy). Za kamerą panowie Kevin Kolsch i Dennis Widmyer, których powinniście kojarzyć ze Starry Eyes (kolejny film po Southbound z listy Do Obejrzenia, o którym nie napisałem), a co za tym idzie nie powinno Was dziwić to niezależne pulsowanie bitami.

2. Dzień świętego Patryka

Przenosimy się do szkoły, w której pracuje pewna nauczycielka. Wybrała tę pracę nieprzypadkowo, bo bardzo kocha dzieci, ale cuś nie idzie jej zajście w ciążę. Jedna z podopiecznych, tajemnicza ruda smarkula, widzi jak jej pani bardzo pragnie dziecka i najwyraźniej sprawia – cholera wie jak – że nauczycielka zachodzi w ciążę. Radość nie trwa długo.


.

Pokręcona historia z jeszcze bardziej pokręconym zakończeniem. Całość z gatunku: co ci ludzie mają w głowach? Chyba rzeczywiście trzeba być na jakimś haju, żeby wpaść na taki pomysł, ale pomysł to nie wszystko. Nowelka ta nie zrywa beretu, ot jest w porządku. Właściwie jak prawie każda tutaj. Za kamerą Gary Shore (Dracula: Historia nieznana).

3. Wielkanoc

A skoro mowa o pokręconych historyjkach to witamy w Wielkanocy. Jej bohaterka, mała dziewczynka wychowywana przez łagodną wersję fanatyczki religijnej (nieistotne w sumie i chyba trochę nadinterpretuję) obawia się zbudzenia i zobaczenia wielkanocnego Królika, który przynosi w nocy prezenty. Żadne dziecko jeszcze nie widziało takiego Królika i nie wiadomo jak się to wszystko zakończy.

Zakończy się tak sobie, a szkoda, bo sam Królik wybitny, początkowa rozmowa dziecka z matką o Jezusie Chrystusie również w porządku. Oceniając po tejże rozmowie myślałem, że to nowelka Kevina Smitha, ale nie, to nowelka Nicholasa McCarthy’ego (At the Devil’s Door).

4. Dzień matki

Bohaterka tej nowelki ma problem. Każdy stosunek seksualny kończy się dla niej zajściem w ciążę. Nawet potrójne warstwy kondomów nie pomagają. Ginekolożka wysyła ją do znajomej hen gdzieś na pustynię. Tam spotykają się kobiety i odprawiają czarodziejskie rytuały. Może one coś pomogą?

Najnędzniejsza z holidaysowych opowieści zahaczająca o tematykę sabatów czarownic – echa wiadomej nowelki z Czterech pokojów, ale pozostająca w pamięci tylko dzięki cyckom. Reżyseria Sarah Adina Smith (The Midnight Swim).

5. Dzień ojca

Bohaterka (taa, znowu bohaterka) tej opowiastki żyła przez lata w przekonaniu, że jej ojciec nie żyje. Smutno jej było z tego powodu, bo bardzo kochała tatusia. Tymczasem okazuje się, że tatuś żyje. I nawet zostawił taśmę z instrukcjami, jak do siebie trafić. Dziewczyna podąża za instrukcjami.

Najlepszy segment Holidays dowodzący, że zdolnemu reżyserowi nie potrzeba właściwie nic. Wystarczy jedna aktorka i opuszczona, zakurzona plaża. No i magnetofon. Nie ma tu żadnych dziwactw i pomysłów po LSD, ale jest klimat grozy i niepewności tego, co czai się za rogiem. Ona po prostu idzie, a tobie chce się oglądać. I tylko finał jest marny :(. Za kamerą Anthony Scott Burns (koleżka na wyjątkowym dorobku, co trochę zawstydza resztę bardziej doświadczonych kolegów))

6. Halloween

Właściciel portalu z sex-kamerkami wideo wkręca właśnie kolejną potencjalną pracownicę obiecując złote góry. W domu czekają na niego już trzy naiwne, które kiedyś dały się złapać i teraz świecą tyłkiem przed kamerkami. Ale jest Halloween i klientów zero. Nasz właściciel będzie miał problem, gdy nie pozwoli iść swoim pracownicom na halloweenową imprezkę.

Nowela Kevina Smitha, która realizacyjnie nie wyróżnia się niczym spośród pozostałych, co chyba trochę źle świadczy o reżyserze. Po połowie seansu następuje wolta rodem z Tusk, ale widz zadaje sobie tylko jedno pytanie: dlaczego właściciel nie użył noża do przecięcia kabla? To spycha na margines całą resztę. Na uwagę zasługuje więc już tylko występ córki Kevina Smitha – Harley Quinn Smith.

7. Boże Narodzenie

Bohater tej nowelki, niczym Arnold Schwarzenegger, walczy tuż przed świętami o modny prezent, który został prawie w całości wykupiony. Zdobywa go jednak po trupach. To okulary, które pokazują… właściwie to nie wiem co pokazują i myślę, że reżyser też do końca nie wie. Pokazują to, co potrzebne mu do pchnięcia fabuły dalej.

I tyle. Typowa opowieść z krypty. Ani zła, ani dobra. Reżyseria Scott Stewart (Dark Skies). BTW reżyser chyba nie do końca zrozumiał temat (trochę jak i Kevin Smith powyżej) i tyle to wszystko miało wspólnego z Bożym Narodzeniem, że działo się w te święta. Ale mogło kiedykolwiek indziej.

8. Sylwester

Bohaterka tej opowieści, ostatniej już, cierpi na samotność. Z desperacji w poszukiwaniu partnera na noc sylwestrową nawiązuje kontakt z pewnym kolesiem. Nie wie, że to seryjny morderca kobiet poszukujący swoich ofiar na serwisie randkowym.

Jeszcze jedna klasyczna opowieść z krypty zwracająca uwagę przede wszystkim świetną rolą Lorenzy Isso, która powoli, ale chyba coraz bardziej skutecznie przebija się do hollywoodzkiej góry. Rezyseria Adam Egypt Mortimer (Some Kind of Hate).

(2080)

No i w końcu dożyliśmy chwili, w której w Hollywoodzie rżną polskie pomysły! O świętach w formie krótkich filmów już kiedyś było u nas w serii Święta polskie, a teraz z podobną koncepcją wyskoczyło kilku filmowców, spośród których największe zainteresowanie powinien wzbudzić Kevin Smith. Ten sam Kevin Smith, który kiedyś robił fajne filmy, a teraz próbuje z siebie zrobić guru od horrorów. Nieskutecznie albo średnio skutecznie - w każdym razie chyba wszyscy woleliśmy go we wcieleniu Silent Boba. No ale to nie o Kevinie Smisie, a o kolejnym zbiorze opowieści grozy - Holidays. Recenzja filmu Holidays. Ogólnie o filmie Holidays…

Czas na ocenę:

Ocena: 8

8

wg Q-skali

Podsumowanie: Antologia filmowych opowiadań grozy tematycznie związana ze świętami. Udana, więc skoro lubię takie antologie, to ocena mocna.

2 odpowiedzi

  1. 8 to zdecydowanie za wysoka nota jak na zbiór nowelek, z których najlepsze (Dzień ojca i Sylwester) są co najwyżej średnie (Dzień ojca mógł być naprawdę niezły, ale zakończenie ma niestety nijakie). Na dodatek większość ze świętami jest łączona totalnie na siłę (najbardziej Halloween). Do zapomnienia.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.