sylwetka mężczyzny grającego na trąbce - recenzja filmu Brasslands
Brasslands (2013), reż... Dużo osób.

Brasslands, czyli Nakaz trąbienia

Kontynuujemy naszą szybką podróż po dokumentalnych filmach z listy Do Obejrzenia, które w ostatnich dniach nadrobiłem. Po The Battered Bastards of Baseball i Aim High in Creation przyszedł czas na brzmiące trąbkami Brasslands. Recenzja filmu Brasslands.

Brasslands (2013)
Reżyseria: Alison Brockhouse, Bryan Chang, Sara Huneke, Meerkat Media Collective, Dara Messinger, Eric Phillips-Horst, Adam Pogoff, Zara Serabian-Arthur, Jay Arthur Sterrenberg, Jeffrey Sterrenberg, Karim Tabbaa
Łoranyboskie, starczy już tej metryczki!

Festiwal trąbki w Gučy

Brasslands korzysta z utartej formuły, którą podążało już wiele dokumentalnych filmów. Trzeba znaleźć jakieś ciekawe zawody, im mniej znane tym lepiej i zainteresować się przygotowującymi się do nich uczestnikami. Śledzić te przygotowania, a potem towarzyszyć z kamerą podczas najważniejszej imprezy. Przerabialiśmy to wiele razy, żeby wymienić choć The Short Game o zawodach 12-letnich golfistów czy Spellbound o równie młodych adeptach literowania. Tym razem bohaterowie filmu nie są już tak młodzi, a ich celem udział w największych na świecie zawodach orkiestr dętych, które każdego roku odbywają się w małym serbskim miasteczku Guča, odległym o trzy godziny drogi od Belgradu.

Festiwal trąbki w Gučy to wydarzenie bez porównania i precedensu. Historia miłości do instrumentów dętych sięga tam hen 1831 roku, kiedy powstała pierwsza miejscowa orkiestra wojskowa. 130 lat później zorganizowany został pierwszy festiwal, który z każdym rokiem zyskiwał coraz większy prestiż i rozgłos. W 2002 roku bawiło się w jego trakcie rekordowe trzysta tysięcy gości. Edycja, o której opowiada Brasslands jest wyjątkowa, bo po raz pierwszy z okazji okrągłej, pięćdziesiątej rocznicy zorganizowano swoiste mistrzostwa świata, w których mogły uczestniczyć zespoły z całego globu do tej pory występujące na festiwalu gościnnie. Wśród nich był też reprezentant Polski – orkiestra z miasta Łobez. I pół miliona innych amatorów trąbki.

O czym jest film Brasslands

Autorzy filmu towarzyszą z kamerą trzem zespołom, które wystąpią na jubileuszowym festiwalu, by zmierzyć się o tytuł najlepszej trąbkowej (nie wiem, jak to dokładnie nazwać, a nie chce mi się szperać – taka typowa orkiestra dęta to nie jest, a reszta instrumentów podporządkowana jest jednemu wymiataczowi rżnącemu solówki na trąbce) kapeli świata. Jedna z nich to pochodząca z Nowego Jorku Zlatne Uste złożona w całości z amerykańskich miłośników bałkańskiej muzyki. Kiedyś już raz odwiedzili Gučę, ale było to dawno temu, jeszcze przed wojną. Teraz będą musieli zmierzyć się nie tylko z przeciwnikami, ale z niechęcią miejscowych wobec przedstawicieli narodu, który lata temu obdarował ich bombami. Dwa pozostałe zespoły reprezentują Serbię, ale i wśród nich widać wyraźny kulturowy podział na tzw. białych i czarnych. Ci pierwsi to rodowici Serbowie, drudzy natomiast to kapela cygańska. Jak widać duch etnicznych niesnasek jest w byłej Jugosławii wiecznie żywy. Tu na szczęście sprowadza się do wojny na trąbki.

Recenzja filmu Brasslands

Wszystko co najciekawsze już wiecie. Dokument jak to dokument, łatwo wyobrazić sobie jak wygląda. Najpierw poznajemy głównych bohaterów opowieści na czele z czołowymi muzykami w każdej z trąbkowych kapel. I, jak nietrudno się domyślić, motywacje każdego z nich są zupełnie różne, tak jak różne są ich osobiste historie i geneza ich miłości do trąbki. Dla wszystkich z nich to styl życia, choć – jak zawsze – związane są z tym złe i dobre strony, niezależnie od tego czy jesteś serbskim trąbkowym bogiem, czy anonimowym nowojorczykiem, który w wolnych chwilach gra na tubie.

Najgłówniejszym bohaterem Brasslands jest oczywiście muzyka, którą brzmi przez cały film od początku do końca. Trochę w sumie szkoda, że kosztem opowieści o ludziach trochę zmniejszono relacje z samego konkursu finałowego, ale i tak jest tej trąbki bardzo dużo.

recenzja filmu Brasslands

R.I.P.

Jedynym poważnym minusem Brasslands jest nieoczekiwana scena z baranem, której nie polecam osobom o wrażliwym usposobieniu. Szczególnie w sympatycznym dokumencie takim jak Brasslands nie potrafię znaleźć uzasadnienia dla jej obecności.

(2057)

Kontynuujemy naszą szybką podróż po dokumentalnych filmach z listy Do Obejrzenia, które w ostatnich dniach nadrobiłem. Po The Battered Bastards of Baseball i Aim High in Creation przyszedł czas na brzmiące trąbkami Brasslands. Recenzja filmu Brasslands. Festiwal trąbki w Gučy Brasslands korzysta z utartej formuły, którą podążało już wiele dokumentalnych filmów. Trzeba znaleźć jakieś ciekawe zawody, im mniej znane tym lepiej i zainteresować się przygotowującymi…

Czas na ocenę:

Ocena: 7

7

wg Q-skali

Podsumowanie: Każdego roku w serbskiej Gučy zjawiają się tysiące miłośników trąbki. To bardzo fajny dokument o zawodach, jakich próżno szukać gdziekolwiek indziej.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.