Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!
Gangs of Wasseypur (2012), reż. Anurag Kashyap
Gangs of Wasseypur (2012), reż. Anurag Kashyap

Gangs of Wasseypur, czyli ten pierdolony Bollywood

Monumentalna saga gangsterska w reżyserii Anuraga Kashyapa ma w sumie tylko jedną wadę – jest troszeczkę za długa. Trwa ponad pięć godzin i rzeczywiście o jakieś pół godziny można by ją przyciąć. Recenzja filmy Gangs of Wasseypur.

Gangs of Wasseypur (2012)
Reżyseria: Anurag Kashyap
Scenariusz: Akhilesh Jaiswal, Anurag Kashyap, Sachin K. Ladia, Zeishan Quadri
Obsada: Manoj Bajpayee, Richa Chadda, Nawazuddin Siddiqui, Tigmanshu Dhulia, Pankaj Tripathy
Muzyka: Sneha Khanwalkar
Zdjecia: Rajeev Ravi
Kraj produkcji: Indie

Nie będzie żadnego rysu historycznego

Mógłbym tu po raz enty napisać, że Indie to nie tylko Bollywood itede itepe, ale po pierwsze to nudne i w kółko to powtarzam, a po drugie i tak nikt mi w to nie wierzy. Trudno. O ile jednak jeszcze w przypadku wychwalanego tu ostatnio Jigarthanda mogę łaskawie przyjąć, że jest zbyt indyjski jak na zachodnie oko i indyjskie manieryzmy mogą przeszkadzać w jego oglądaniu, to jeśli chodzi o Gangs of Wasseypur nie ma żadnej dyskusji. Po prostu trzeba traktować go jak film (cóż za poświęcenie :P). Film po prostu. Nie Bollywood, nie film indyjski tylko film. A poparcie tej tezy znaleźć łatwo. 250 miejsce w Top 250 filmów na IMDb tuż za Elitarnymi i Co się zdarzyło Baby Jane?

W jednej ze scen filmu emerytowany gangster dzieli się swoją mądrością na temat tego, dlaczego wciąż, pomimo tylu lat w gangsterskim interesie dla niepoznaki nazwanym stanowiskiem rządowym, nikomu nie udało się go załatwić. Bo nie ogląda tych pierdolonych filmów z Bollywood. Nie marzy o tym, żeby być jak Amitabh Bachchan i nie śni o bohaterskich czynach czy rozprawianiu się z hordami przeciwników za pomocą pięści i maczety. Jest realistą, dlatego wciąż żyje. I wie, że dopóki ludzie będą oglądać filmy z Bollywood, to dalej będą żyli w tym swoim wyimaginowanym świecie, dla którego nie ma miejsca w realiach codzienności. Która jest brudna, krwawa i nie ma w niej za wiele kolorów. A zderzenie z nią w gangsterskich realiach oznacza rozwalenie łba na pół kamieniem. Dość przewrotne stanowisko, które jest nie tylko kluczem do zrozumienia Gangs of Wasseypur, ale znakomicie przekłada się też na stosunek „normalnego” widza do kina z Indii. Dopóki będą tam powstawały „bollywoody”, dopóty wszyscy będą myśleć, że nie ma tam nic innego.

Nawazuddin Siddiqui z karabinem w filmie Gangs of Wasseypur

Nawazuddin Siddiqui, czyli indyjski Al Pacino.

O czym jest film Gangs of Wasseypur

Już pierwsze kadry zwiastują, jaki to będzie film. Oto kolorowa migawka z przeciętnego indyjskiego domu, jaki znamy z telewizji. Rozśpiewana matrona przechadzająca się po wielopokojowym domu wśród wielopokoleniowej rodziny. Tam uśmiechnięty syn wsuwa jakieś tłuste ladoo, uśmiechnięta teściowa paraduje w barwnym sari, a na ścianach wiszą zdjęcia przodków. Wesołej muzyce towarzyszą standardowe słowa indyjskiego kina familijnego. Wiadomo. Czas leci, pokolenia przemijają, liczy się rodzina, ba, nie ma nic ważniejszego od niej, no może tylko szacunek do starszych i dzień rozpoczęty błogosławieństwem. Kamera się oddala, widzimy już, że to jakaś indyjska telenowela, a przez telewizorem ogląda ją z ciekawością podobna, choć jakby mniej kolorowa rodzina. Seans kończy się brutalnie. Seria strzałów z kałacha rozwala telewizor na drobne drzazgi, a po chwili mieszkańcy domu zmuszeni są kryć się przed gradem kul wystrzeliwanych przez oblegających dom napastników. Wrócimy do nich za cztery godziny.

A na razie cofamy się do okresu, w którym Indie odzyskują niepodległość. Nie wdając się w szczegóły geograficzne – jesteśmy w Wasseypurze, którym twardą ręką rządzi niejaki Sultana i jego rodzina Qureshich. Z zawodu rzeźników. Drżą przed nimi wszyscy z wyjątkiem Shahida Khana, który podszywając się pod Sultanę okrada transporty z węglem i nieźle na tym zarabia. Sultanie się to nie podoba, a Shahid rośnie w siłę rozpoczynając pracę u miejscowego biznesmena Ramadhira Singha. Od tej pory gangsterska historia regionu związana będzie z tymi trzema rodzinami, a fabuła filmu kręcić się będzie wokół familii Khanów – demonicznego Sardara oraz niedocenianego Faizala. Minie ponad sześćdziesiąt lat zanim na ekranie pojawi się napis koniec.

Recenzja filmu Gangs of Wasseypur

Tak to już jest, że jeśli czegoś jest za dużo to następuje zjawisko przesytu – nie inaczej w kinie, w którym kiedyś niepodzielnie rządziły westerny aż wszystkim się przejadły i na długie lata zniknęły z ekranu, by co najwyżej pojawić się w formie antywesternu. Wspominam o tym nie bez przyczyny, bo z podobną sytuacją mamy do czynienia w przypadku Gangs of Wasseypur, który z jakiej strony by nie patrzeć jest takim antybollywoodem. Korzysta ze stylistyki bollywoodzkiego filmu, ale w sposób kreatywny, przewrotny i dopasowany do wizji reżysera. Wcale od Bollywoodu nie stroni – wręcz przeciwnie trochę czasu spędzamy tu w kinie, a czas odmierzany jest przyklejonymi na ścianach plakatami wchodzących na ekrany hitów – ale to co najwyżej wyraz szacunku do tego, skąd Gangs of Wasseypur się wywodzi i z jakiej kultury czerpie. Ale to nie jest już bollywoodzkie kino per se (zawsze chciałem użyć tego „per se”! co to znaczy? 😉 ), ale autorskie kino spod znaku jednego z najbardziej oryginalnych reżyserów z Indii, stałego gościa festiwali filmowych na całym świecie.

Wiele dobrego można by napisać o Gangs of Wasseypur, bo praktycznie w każdym aspekcie sztuki filmowej zasługuje na pochwały. Mimo ponad pięciogodzinnego metrażu cały czas pełni życiem i całą gamą emocji zapewniając rozrywkę na najwyższym gangsterskim poziomie. Choć przyznać trzeba, że to gangsterka level Indie, czyli handlowanie złomem, węglem lub w najwyższym jej stopniu wtajemniczenia zostanie politykiem. Jednak i ten świat nie jest wolny od brutalności, a sukcesy odmierza się liczbą trupów. Kashyap nie stroni od ekranowej brutalności i serwuje kilka niezapomnianych scen na czele z pewną krwawą dekapitacją, która zaszokuje niejednego widza. Buntowniczą naturę reżysera słychać też w dialogach nafaszerowanych przekleństwami i w kilku nad wyraz śmiałych jak na film z Indii scenach seksu. Chyba tylko tabu nagości nie odważył się złamać, choć przynajmniej jedna goła męska dupa tu się znajdzie.

Reema Sen w filmie Gangs of Wasseypur

Spoko wodza, wystrzałowe laski też tu się przewijają. Reema Sen.

Oczywiście, że śpiewają tu (dużo) i tańczą (mniej), ale zaryzykowałbym śmiałe stwierdzenie, że muzyka dobrana jest tutaj wzorem tej dobieranej przez Tarantino w swoich filmach. Choć to zdaje się kompozycje autorskie, a znane hity przewijają się w dzwonkach do komórek itp., to jednak pełnią podobną funkcję wtapiając się łagodnie w fabułę, a nie stanowiąc jej brutalnego przerywnika. Zresztą takich obcoreżyserskich inspiracji jest tutaj więcej. Ta Ojcem chrzestnym najwyraźniejsza, a niepozorny Nawazuddin Siddiqui wyrasta tu dzięki niej na nowego Ala Pacino. Wybuchowego finału zaś nie powstydziłby się John Woo i dołączył go do swoich Dzieci triady, wszak też do epickiej rozpierduchy dochodzi w szpitalu.

A nakręcone to wszystko zwyczajnie pięknie. Z oddechem i rozmachem. Zadupia indyjskich uliczek, które nie zmieniły się od dziesięcioleci nadają filmowi surowego klimatu podkreślanego przez wygląd aktorów, którym najwyraźniej zabroniono korzystać z charakteryzacji. A poniższy kadr po prostu zajebiście mi się podoba!

Gangs of Wasseypur recenzja filmu

Miałem zrobić gifa, ale mi się odechciało. Nic nie wnosząca do recenzji Gangs of Wasseypur uwaga.

Szkoda, że i tak nie obejrzycie tego zajebistego filmu.

(2054)

Monumentalna saga gangsterska w reżyserii Anuraga Kashyapa ma w sumie tylko jedną wadę - jest troszeczkę za długa. Trwa ponad pięć godzin i rzeczywiście o jakieś pół godziny można by ją przyciąć. Recenzja filmy Gangs of Wasseypur. Nie będzie żadnego rysu historycznego Mógłbym tu po raz enty napisać, że Indie to nie tylko Bollywood itede itepe, ale po pierwsze to…

Czas na ocenę:

Ocena: 9

9

wg Q-Bloga

Podsumowanie: Ponad sześćdziesięcioletnia brutalna gangsterska saga wprost z samego serca Indii. Kino kompletne. (No w drugiej połowie ciut gorsze niż w pierwszej)

2 odpowiedzi

  1. Zgadza się, nie obejrzymy. Już chyba szybciej zobaczę Deadliest Prey hue hue.

  2. Quentin

    Życzę Ci żebyś dostał jakiejś pomroczności jasnej i na skutek niebywałego zbiegu okoliczności kiedyś to obejrzał. Potem tu wrócił i napisał, że głupi byłeś, o!

    A jak nie to trudno :). Nie jestem autorem tego filmu, więc z pewnością przeżyję :).

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.