Sandra Bullock i Anthony Mackie w filmie Our Brand Is Crisis
Kryzys to nasz pomysl [Our Brand Is Crisis] (2015), reż. David Gordon Green

Our Brand Is Crisis, czyli na kłopoty Sandra Bullock

Kryzys to nasz pomysł [Our Brand Is Crisis] (2015)
Reżyseria: David Gordon Green
Scenariusz: Peter Straughan
Na podstawie filmu dokumentalnego Rachel Boynton
Obsada: Sandra Bullock, Billy Bob Thornton, Anthony Mackie, Joaquim de Almeida, Zoe Kazan, Ann Dowd
Zdjęcia: Tim Orr
Muzyka: David Wingo
Kraj produkcji: USA

W dzisiejszym odcinku cyklu szybkich i krótkich recenzji, które nigdy nie są ani szybkie ani krótkie, ale skutecznie zapychają dziury w kalendarzu, recenzja najnowszego filmu z Sandrą Bullock – Our Brand Is Crisis, czyli jak to twierdzi Filmweb, choć żadnej daty premiery nie ma jeszcze wyznaczonej i pewnie nie bę: Kryzys to nasz pomysł.

O czym jest film Our Brand Is Crisis

Bohaterką filmu Davida Gordona Greena (koleżka, którego pomysł na karierę ciężko odcyfrować – zaczynał od komedyjek typu Boski chillout, by nagle sieknąć dobrze przyjęty i ponury jak piernik Joe, a teraz zająć się polityką, mając w przyszłych planach remake Suspirii Dario Agrento (podobno już nieaktualne, ale sam fakt, że chciał to zrobić) – cóż za rozpiętość!) jest wypalona konsultantka polityczna, a bardziej szefowa kampanii – Jane (Sandra Bullock), która serię kolejnych wyborów różnego szczebla przypłaciła załamaniem nerwowym i zaszyciem się w chatce na zadupiu. Posiadająca famę kampanijnej wymiataczki i specjalistki od niekonwencjonalnych pomysłów wciąż jednak jest łakomym kąskiem dla polityków i ich doradców, którzy chętnie widzieliby Jane w swojej drużynie. Tym sposobem Jane trafia hen do Boliwii, gdzie właśnie trwa kampania prezydencka. Jej zadaniem jest pomoc byłemu prezydentowi Castillo (Joaquim de Almeida), który po latach chciałby odzyskać stołek. Nic na to nie wskazuje, bo w sondażach Castillo zajmuje odległe miejsce za innymi kandydatami, a jego przeciwnik korzysta z pomocy innego amerykańskiego wymiatacza od kampanii wyborczych, dawnego niejednokrotnego wroga Jane – Pata (Billy Bob Thornton). Jane postanawia podjąć rękawicę i jeszcze raz stanąć oko w oko ze starym przeciwnikiem.

Recenzja filmu Our Brand Is Crisis

Jak widać na załączonym streszczeniu, Our Brand Is Crisis to przedstawiciel dość modnego gatunku political fiction przeniesiony z gruntu amerykańskiego na obce ziemie Boliwii, a co za tym idzie dopuszczający pewną egzotykę, co prawie zawsze kończy się mniejszą lub większą dawką humoru. Nie inaczej jest w tym przypadku, a film Greena nie jest śmiertelnie poważnym politycznym filmem na miarę Id marcowych. Przywołuję ten film nieprzypadkowo, bo za obydwa tytuły odpowiedzialni są panowie George Clooney i Grant Heslov, choć w przypadku Our Brand Is Crisis ograniczyli się do roli producentów. Nie dziwi też taki a nie inny wybór tematu wobec zaangażowanego politycznie Clooneya, który najwyraźniej stwierdził, że wciąż ma coś do powiedzenia w politycznych tematach i choćby ograniczało się to tylko do produkcji, to czemu nie.

I spoko, bo Our Brand Is Crisis nie jest złym filmem, choć daleko mu do ww. Id marcowych. Z powodów humorystycznych bliżej mu do podobnego tematycznie Fakty i akty (Wag the Dog), a wyimaginowaną wojnę z odległą Albanią zajmuje tu słuszny skądinąd wniosek bohaterki Jane, że ludzie, jeśli chce się im wcisnąć kandydata znanego z twardej ręki, muszą poczuć, że sytuacja wymaga właśnie takiego kandydata. A co lepiej ich wystraszy od tytułowego kryzysu? Sztab wyborczy Castillo postanawia więc roztoczyć atmosferę powszechnego kryzysu, przed którym uchroni kraj tylko jeden kandydat, który przed nikim się nie ugnie! I w tym momencie film o wyborach w Boliwii staje się filmem uniwersalnym i jego miarę można przyłożyć do wyborów w każdym innym zakątku świata.

Pomysł fajny, diagnoza słuszna, obsada ciekawa, reżyser niejednoznaczny i przystojni producenci (no przynajmniej jeden) – powinno być super, ale do końca nie jest. Całościowo Our Brand Is Crisis to raczej dość chłodny film, w którym nie ma większych emocji czy czegoś, co przytrzymałoby przy ekranie. Parę celnych cytatów, goły tyłek Sandry Bullock w oknie autobusu (choć wiadomo, że to na pewno nie jest jej goły tyłek) i idąca jak po sznurku historia stawiają Our Brand Is Crisis na półce z przeciętnym kinem (ale nie złym), którego obejrzenie nie jest stratą czasu, ale nie jest też czynnością niezbędną do życia. Ot, jak to się zwykło powtarzać – TVN, niedziela, godzina 14:30.

(2046)

W dzisiejszym odcinku cyklu szybkich i krótkich recenzji, które nigdy nie są ani szybkie ani krótkie, ale skutecznie zapychają dziury w kalendarzu, recenzja najnowszego filmu z Sandrą Bullock - Our Brand Is Crisis, czyli jak to twierdzi Filmweb, choć żadnej daty premiery nie ma jeszcze wyznaczonej i pewnie nie bę: Kryzys to…

Czas na ocenę:

Ocena: 6

6

wg Q-skali

Podsumowanie: Doświadczona konsultantka polityczna wyrusza do Boliwii, by pomóc w wyborach prezydenckich jednemu z kandydatów. Obejrzeć, umiarkowanie dobrze się bawić, zapomnieć.

3 odpowiedzi

  1. Nie ma mowy! Nie dam się naciągnąć na goły tyłek dublerki!

  2. frank drebin

    Sandra w blond? Mniam :)

  3. Quentin

    @Arnold Buzdygan
    Ale kawałek sideassu jest na pewno jej! :)

    @frank drebin
    Ano, Sandra to mocny punkt filmu :)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.