plakat filmu I Believe in Miracles
I Believe in Miracles (2015), reż. Jonny Owen

I Believe in Miracles, czyli piłka nożna, jakiej już nie ma

Ta historia zaczyna się podobnie jak dużo innych wielkich historii – niepozornie. Piłkarski klub ze środka tabeli drugiej ligi angielskiej zatrudnia zdolnego trenera z sukcesami. Zapraszam na recenzję dokumentu I Believe in Miracles.

I Believe in Miracles (2015)
Reżyseria: Jonny Owen
Scenariusz: Jonny Owen
Występują: Brian Clough (materiały archiwalne), Viv Anderson, Martin O’Neill, John Robertson, Trevor Francis i reszta Nottingham Forest
Kraj produkcji: Wielka Brytania

Quo Vadis, Footballu?

Nie zastanawiałem się za dużo nad tym, ale owszem, ciekawiło mnie, czemu od dłuższego czasu nie interesuję się piłką nożną tak bardzo jak kiedyś. Oglądam mecze, kibicuję reprezentacji, ale nie ma porównania z tym, jak to wyglądało przed laty. Bez żalu olewam kolejne mecze Lewandowskiego w Bundeslidze, a Liga Mistrzów zaczyna mnie względnie interesować dopiero od fazy pucharowej. A właściwie to od półfinałów, bo do nich praktycznie zawsze awansują te kluby, które mają tam awansować. Coraz mniej znam piłkarzy, a ci, których znam kończą albo skończyli już karierę. Widząc składy europejskich potentatów sukcesem jest, gdy rozpoznam połowę nazwisk. Ba, czasem nie rozpoznaję reprezentantów Polski przed meczem kadry.

I nagle podczas oglądania dokumentu I Believe in Miracles chyba doznałem olśnienia. Już wiem, czemu nie interesuję się piłką nożną tak jak kiedyś! Bo to nie jest już ta piłka nożna jak kiedyś. Bo nie lubię tej nowej piłki nożnej. Nie lubię, że komputery potrafią obliczyć, gdzie i w której minucie jaki zawodnik powinien czekać na piłkę, nie lubię mierzenia przebiegniętych kilometrów, ton statystyk, nie lubię tych wszystkich pozycji, o których kiedyś nikt nawet nie wspomniał (Siódemka, Dziewiątka, Szóstka itd.), nie lubię tych wszystkich analityków taktyki, którzy mądrzą się za każdym rogiem i podpierają swoje analizy whoscoredami i innymi analitycznymi portalami. Nie lubię tego, że piłkarze są tak profesjonalni, że wiedzą kiedy i co jeść, o której godzinie się wysikać, o której iść na dwójkę – zapomnisz o bananie do śniadania i twój zespół przez to przegra! Nie lubię piłkarskich śród, które trwają od wtorku do czwartku, nie lubię przerw na reprezentację i ciągu meczów, które trwają od czwartku do wtorku, nie lubię Ligi Mistrzów, w której nie grają mistrzowie. Nie lubię współczynników, rund przedprzedwstępnych, reguł losowania według których ktoś nie może wpaść na kogoś innego, nie lubię, że niespodzianki wyeliminowano praktycznie zupełnie, nie lubię grup, z których łatwiej wyjść temu co ma wyjść, bo jedną czy dwie wpadki można odrobić. Nie lubię, nie lubię, nie lubię.

Peter Taylor i Brian Clough - recenzja filmu I Believe in Miracles

Peter Taylor i Brian Clough – recenzja filmu I Believe in Miracles.

Piłka, którą lubiłem to były konkretne dni przeznaczone dla konkretnych pucharów i czasy, kiedy „piłkarska środa” coś znaczyła. Puchar Mistrzów, Puchar UEFA, Puchar Zdobywców Pucharów, w których grali ci, którzy mieli w nich grać (mistrzowie z mistrzami, zdobywcy pucharów ze zdobywcami pucharów) i każdy mógł wpaść na każdego. Mecze reprezentacji w środę i sobotę, a nie w jakiś zupełnie fatalny czwartek i takich piłkarzy, o których opowiada I Believe in Miracles. Imprezowych kolesi, których trener opieprzał, gdy przychodzili potrenować w wolny dzień, a potem i tak nikt nie mógł ich ograć, choć mieli nadwagę. Za takim footballem tęsknię i boję się, że już nigdy nie wróci. I co z tego, że większości meczów nie można było obejrzeć, bo odbywały się o tej samej godzinie? Oglądało się ten co jest i jakoś było dobrze.

O czym jest film I Believe in Miracles

Prawdopodobnie widzieliście już ten film, bo raz powstał. I przez wielu określany jest mianem najlepszego filmu o piłce nożnej, jaki został nakręcony. Nazywał się The Damned United i opowiadał historię angielskiego klubu Nottingham Forest. Wtedy był to film fabularny, teraz nakręcono dokument. Równie znakomity, choć mowa o znakomitości do oglądania, a nie o arcydziele filmu dokumentalnego.

Po zaledwie 44 dniach pracy w Leeds United z posady trenera zostaje zwolniony Brian Clough. Talent trenerski równie wielki, co jego niewyparzona gęba. Stały bywalec footballowych i nie tylko programów, w których bryluje swoim sposobem bycia i humorem. A także tym, że nie boi się mówić tego, co myśli. Z szansy pozyskania takiego szkoleniowca korzysta drugoligowy Nottingham Forest. Clough robi przegląd tego co już ma w klubie, dokupuje kilku dobrych piłkarzy, na których klub stać, a także nawiązuje współpracę z Peterem Taylorem, z którym od tej pory przez jakiś czas będzie nierozłączny. Półtora roku później są już beniaminkiem w pierwszej lidze i jej sensacją. Rok później grają w Pucharze Mistrzów (artysta znany teraz jako Liga Mistrzów).

Recenzja filmu I Believe in Miracles

Doprawdy nie ma się co rozpisywać na temat samego filmu, bo to standardowy dokument, który niczego do rozwoju filmu dokumentalnego nie wnosi. Bierzesz świetną prawdziwą historię, przetrząsasz tony materiałów archiwalnych w poszukiwaniu tych najlepszych, przypinasz mikrofon bohaterom tej historii, którzy dzielą się swoimi wspomnieniami i… I już. „Zaledwie” tyle wystarczy, by zapewnić widzowi sto minut świetnej rozrywki.

Historia piłkarskiego Kopciuszka, jakim był Nottingham Forest w momencie objęcia go przez Clougha to znakomity materiał na porywający film. Szczególnie że pełna jest wyrazistych postaci, które tworzyły historię piłki nożnej na Wyspach. A przede wszystkim ma Briana Clougha, którego fragmenty wywiadów już same pewnie wystarczyłyby na świetny film (trzeba spróbować obejrzeć TEN). Wszystkie opowieści okraszone są odpowiednimi materiałami archiwalnymi pełnym goli, okołopiłkarskich programów i wspomnień związanych z samymi rozgrywkami, jak i ze znakomitym trenerem. I właśnie te archiwalia to piłka nożna, jaką lubię. Ubłocone murawy pierwszoligowych boisk, ubłocone koszulki, nieprzystojni i nienażelowani piłkarze, którzy siłownię widzieli tylko przez okno – wszystko to, co sprawiało, że piłka nożna była taka nieprzewidywalna i nigdy nie wiedziałeś, co się wydarzy. W przeciwieństwie do dziś, kiedy wszystko dąży w kierunku tego, żeby było przewidywalnie i zgodnie z życzeniami tych, którzy mają najwięcej kasy.

(2027)

Ta historia zaczyna się podobnie jak dużo innych wielkich historii - niepozornie. Piłkarski klub ze środka tabeli drugiej ligi angielskiej zatrudnia zdolnego trenera z sukcesami. Zapraszam na recenzję dokumentu I Believe in Miracles. Quo Vadis, Footballu? Nie zastanawiałem się za dużo nad tym, ale owszem, ciekawiło mnie, czemu od dłuższego czasu nie interesuję się piłką nożną tak bardzo jak kiedyś. Oglądam mecze, kibicuję reprezentacji, ale…

Czas na ocenę:

Ocena: 9

9

wg Q-skali

Podsumowanie: Dokumentalna historia nieprawdopodobnego wyczynu piłkarzy Nottingham Forest dowodzonych przez Briana Clougha. Znakomity dokument o piłce nożnej, jakiej już nie ma.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.