Tag - Zakrwawiona japońska licealistka w zakrwawionym mundurku patrzy w niebo
- Przechlapane, zbiera się na wiatr! - recenzja filmu Tag aka Riaru onigokko

Tag, czyli fabuła jest iluzją – recenzja filmu Shiona Sono

 

Jeśli nie wiesz, o co w tym wszystkim, kurwa, chodzi, to oznacza, że oglądasz japoński film. Recenzja filmu Tag aka Riaru onigokko.

Tag aka Riaru onigokko (2015)
Reżyseria: Shion Sono
Scenariusz: Shion Sono na motywach powieści Yusuke Yamady
Obsada: Reina Triendl, Mariko Shinoda, Erina Mano, Ami Tomite

Trudno wyrokować co wydarzyło się Shionowi Sono w środku lokomocji, ale najwyraźniej coś jest na rzeczy i ma niemiłe wspomnienie z tym związane. Pomimo cudów techniki, jakimi są japońskie koleje, to właśnie pociąg wybrał do roli czarnego charakteru we wstępie filmu, który otworzył przed nim wrota międzynarodowej kariery – Suicide Club aka Suicide Cirlce. Początkowa scena masakry japońskim pendolino przeszła do historii kina, a teraz, po latach, Sono znów wkroczył do znanej już sobie rzeki. Pociąg zamienił się w autobus, ale cała reszta pozostała sama. Nim rozsiądziemy się wygodnie w fotelu cała grupa japońskich małolatek zamieni się w krwawą miazgę.

O czym jest film Tag?

Haha, dobre pytanie, też chciałbym to wiedzieć :). Zaczyna się w każdym razie jak wyżej. Spokojną szosą wśród lasów przemieszczają się dwa szkolne autobusy w drodze na klasową wycieczkę. Wypełnione małolatkami pełne są zadowolonych krzyków i radości z tego, że udało się wyrwać ze szkoły. Dziewczyny żartują, obrzucają się poduszkami (no wiecie, japoński film, nikt nie powinien się dziwić, że szkolna wycieczka ma w środku dnia pod ręką poduszki) i cieszą z ahoj przygody. Nie mają jednak pojęcia, że wszystko zakończy… podmuch wiatru (wyczuwam inspirację beznadziejnym Zdarzeniem Shyamalana). Tak silny, że wszystko przecina na pół – autobus i małolatki. Małolatki minus wrażliwa poetka Mitsuko, której przypadkiem udało się schylić w odpowiednim momencie. Mitsuko czym prędzej ucieka gdzie pieprz rośnie i dociera do szkoły, w której – a to niespodzianka – zaszlachtowane przed chwilą kumpele znów są całe i zdrowe. Kiedy mija pierwszy szok, Mitsuko zacznie wierzyć w to, że cała ta autobusowa masakra to był tylko zły sen.

Tag aka Riaru onigokko – tylko dla japonofili*

*Jest w ogóle takie słowo?

Zdaję sobie sprawę, że to wszystko – szczególnie w połączeniu ze zwiastunem – wygląda więcej niż ciekawie, ale niestety (niestety dla Was, mnie jest wszystko jedno 😉 ) fakty są takie, że bez jakiegoś doświadczenia z Japonią, a w szczególności z pokręconym kinem japońskim, nie ma się co zabierać do tego filmu. Nie chodzi o jakąś rozległą wiedzę, ale o opatrzenie się z takim kinem i częściowe choć zaakceptowanie japońskiej stylistyki, która delikatnie mówiąc jest mocno powalona. Pisałem tu już niedawno na przykładzie poprzedniego filmu Shiona Sono Love & Peace, że takie filmy nie mogłyby powstać gdziekolwiek indziej i Tag aka Riaru onigokko tylko to potwierdza. Różnica taka, że Love & Peace, choć pokręcony – chyba nawet bardziej niż Tag – to w ostatecznym rozrachunku niesie zrozumiałe dla każdego przesłanie i nie pozostawia z uczuciem zagubienia i przeświadczeniem, że reżyser za dużo zostawił widzowi do interpretacji albo zwyczajnie miał w japońskim nosie logikę i choćby promile realizmu. Tak jak ma to miejsce w przypadku Tag. Choć nie jest tak, że film ów nie ma zupełnie sensu i jest jedynie wytworem niczym nieograniczonej, a kto wie czym wspomaganej, wyobraźni Sono. Rozwiązanie idiotycznej wydawałoby się fabuły – masakra w autobusie to tylko preludium, akcja podąża potem w coraz to nowych kierunkach, a po drodze znajdzie się miejsce nawet dla faceta z łbem świni z wywalonym jęzorem – dla mniej wytrwałych będzie proste, a bardziej wytrwali będą pewnie doszukiwać się ukrytych znaczeń ocierających się o znane powiedzenie – jeśli chcesz rozśmieszyć Pana Boga to opowiedz mu o swoich planach.

Reina Triendl w zakrwawionym biustonoszu w filmie tag

Dużo krwi i dużo bawełnianych majteczek

Realizacyjnie Tag to też nic specjalnego, choć jak na dzieło faceta, który w tym roku nakręcił sześć filmów to zdecydowanie nie ma na co narzekać. Całość trzeba by pewnie umieścić ze dwie klasy wyżej niż przeciętne niskobudżetowe japońskie kino kręcone kalkulatorem, choć nadal byłoby się gdzie dopatrzeć tandety. Szczególnie w krwawych scenach, których jest sporo, ale pozostawiają niedosyt głównie z powodu zastosowania komputerowej krwi, ran czy nawet karabinowych wystrzałów. Technika poszła już tak do przodu, że nawet i te da się zrobić mniej inwazyjnie dla oka, ale w Tag nikt nie dba o to, żeby tego nie było widać. Szkoda. Wobec tego najjaśniejszym elementem filmu stają się japońskie mundurki szkolne, które na sympatycznych aktorkach nie starają się zakryć za dużo. Golizny się nie spodziewajcie, ale na ekranie zobaczycie sporą kolekcję majtek i staników.

(2020)

  Jeśli nie wiesz, o co w tym wszystkim, kurwa, chodzi, to oznacza, że oglądasz japoński film. Recenzja filmu Tag aka Riaru onigokko. Trudno wyrokować co wydarzyło się Shionowi Sono w środku lokomocji, ale najwyraźniej coś jest na rzeczy i ma niemiłe wspomnienie z tym związane. Pomimo cudów techniki, jakimi są japońskie koleje, to właśnie pociąg wybrał do roli czarnego charakteru we wstępie filmu, który otworzył przed nim wrota międzynarodowej kariery -…

Czas na ocenę:

Ocena: 6

6

wg Q-skali

Podsumowanie: Ocalała z masakry licealistka odkrywa, że to dopiero początek jej problemów. Shion Sono potrafi robić lepsze filmy.

Odpowiedź

  1. Chyba zgoda, niby jak zwykle u Sono o coś w tym wariactwie chodzi, ale jakoś człowiek nie do końca to kupuje. I niechaj chłop tyle filmów na rok nie kręci, a skupi się bardziej na ich dopracowaniu. Ale mimo wszystko coś ten „Tag” w sobie ma (mimo braku cycków:() a i parę całkiem poetyckich ujęć się znajdzie.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.