Daniel Craig w swetrze w filmie Spectre
Spectre (2015), reż. Sam Mendes

Recenzja filmu Spectre, czyli Bond, James Bond

Wiecznie żywi są tylko Włodzimierz Lenin i James Bond. I o ile ten pierwszy już tylko leży, to Bond wręcz przeciwnie. Zawsze w formie, czego nie można powiedzieć o filmach z jego udziałem. A jak jest z najnowszą odsłoną przygód agenta 007? Przed Wami recenzja filmu Spectre.

Bond a Q

Nigdy nie byłem fanem Jamesa Bonda. Nie chodzi o to, że nie podobały mi się filmy z nim, bo podobały (jedne mniej, drugie bardziej, trzecie wcale, czyli zdrowo dość), ale nie znam ich na pamięć, niektóre widziałem tylko raz dawno temu na VHS-ie, a chyba w ogóle mało którego widziałem częściej niż raz. Dlatego nie mam względem nich stosunku, jaki mógłby mieć widz do serii filmowej, która na ekranie żyje już ponad pięćdziesiąt lat bez żadnych większych zadyszek. Z jednej strony nie czekam na kolejne Bondy, ale gdyby mnie ktoś spytał, to powiedziałbym, że fajnie, że istnieje ktoś taki jak James Bond i kino byłoby bez niego uboższe.

Daniel Craig a Q

Nigdy nie przepadałem za Bondami z Danielem Craigiem. On sam, no problem. Według mnie świetnie nadaje się na Bonda i fajnym Bondem jest.

Daniel Craig celuje z pistoletu z tłumikiem

Daniel Craig fajnym Bondem jest.

Problemem jest postać Bonda, jaką dostaje do grania. Śmiało można powiedzieć, że żaden z craigowych Bondów mi się nie podobał, głównie dlatego, że jeśli chodzi o Bondy to bardziej przemawia do mnie konwencja zaproponowana przez Bonda Timothy’ego Daltona niż śmiertelnie poważny i spięty jak agrafka Daniel Craig z problemami życiowymi, nieszczęśliwymi miłościami i dylematami godnymi kozetki u psychoanalityka. Czyli Bond uczłowieczony wzorem i podobieństwem uczłowieczonych Batmana czy Supermana. Pisałem o tym w ostatnim Poszedłbymie. I również tam wyrażałem swoje wątpliwości co do Spectre jako kolejnej odsłony przygód gościa w ciasnym garniturze. Teraz jednak mogę już napisać, że były nieuzasadnione i Bond w końcu trochę poluzował ten guzik koszuli tuż pod szyją, co jest zapewne głównym powodem tego, że Spectre mi się spodobał. Bo jak tak sobie teraz myślę o dalszym ciągu tej recenzji, to będzie tam sporo narzekania chyba. A mimo to uważam Spectre za najlepszego Bonda z Danielem Craigiem w roli głównej.

Fabuła filmu Spectre

James Bond walczy z wrogą organizacją. Właściwie to tyle, bo fabuła nie jest mocną stroną Spectre. Służy raczej zabawie z postacią Bonda i konwencją filmów o jego przygodach niż czemuś głębszemu. Spectre jest mocno przewidywalny i pewnie też z tego powodu dalej może i natkniecie się na jakiś niby spoiler, bo osobiście nie widzę nic, co należałoby trzymać w tajemnicy.

A troszkę się rozpisując: przebywający na zaległym urlopie Bond trochę nieświadomie robi zbyt dużą rozpierduchę w stolicy Meksyku. Jego eskapada zagraża życiu setkom świętujących Dzień Zmarłych cywili, nic więc dziwnego, że M się wkurza i odstawia Bonda od służby. Bondowi w to graj, bo właśnie dzięki śladowi podsuniętemu przez najmniej spodziewane źródło jest na tropie czegoś większego. Organizacji, która trzęsie całym przestępczym światem. Tak tajnej, że ja pierdolę! Sorry, nie mogłem się powstrzymać. Bond namawia do pomocy pannę Moneypenny oraz Q i rusza na spotkanie tejże organizacji zorganizowane w nierzucającej się w oczy lokalizacji. <- ironia

James Bond w Spectre

James Bond w Spectre w końcu wyluzował! I to z mojego punktu widzenia bardzo dobra wiadomość, bo dość miałem już tego zmęczonego życiem Bonda, któremu problemy życiowe mnożyły się na każdym kroku. Tak jakby do (nie)szczęścia nie wystarczyli mu wszelkiej maści złoczyńcy. W Spectre Bond się uśmiecha, Bond zdejmuje garniak i wkłada m.in. „górskie” ubranie (w którym, nawiasem mówiąc, wygląda kiepsko; te buty to chyba ze dwa numery za duże mu dali), Bond jest dowcipny filuternie, a nie zgorzkniale, Bond robi dowcipy, Bond gada z myszą i przede wszystkim Bond nie cierpi za miliony! Ma jakieś zadanie do wykonania i wykonuje je metodycznie krok po kroku. Na szczęście w starego Bonda zamienia się tylko przez chwilę, gdy jedna z bondynek (Lea Seydoux) zaczyna mu wchodzić w łeb w poszukiwaniu tego, czemu Bond jest taki jaki jest. Najnudniejszy moment Spectre. Poza tym wszystko w końcu jak należy i to najważniejsza z rzeczy, która sprawiła, że Spectre mi się spodobał.

Poczytaj też o innych Bondach z Danielem Craigiem:

  • Casino Royale
  • Quantum of Solace
  • Skyfall
Nowy Bond jest jeszcze niczym agent we mgle, który wszystkiego się uczy. I ok, mnie to nie przeszkadza. Dlatego nie wypłakuję oczu za Brosnanem i nie widzę przeszkód, żeby Craig zagrał jeszcze w paru filmów cyklu. PRZECZYTAJ WIĘCEJ
No i wybrałem się w końcu do kina na nowego Bonda. Nie wart tylu pieniędzy za bilet (27). Wart tak z 10 złotych mniej, może z 15. PRZECZYTAJ WIĘCEJ
Jeśli chcecie zobaczyć zwariowane akcje na granicy prawdopodobieństwa, to wyjdźcie po sekwencji początkowej. A jeśli chcecie zobaczyć thriller szpiegowski to go zobaczycie, ale możecie się momentami nudzić. PRZECZYTAJ WIĘCEJ

Choć trzeba przyznać, że wraz z tą zmianą w zachowaniu, Bond trochę zdziadział i momentami brakowało Bonda w Bondzie. Jak podczas pierwszej rozmowy z C (Andrew Moriarty Scott), kiedy ów C bezbłędnie mu przygadał, a Bond nie znalazł odpowiedniej riposty (w ogóle z onelinerami Bonda jest tu wyjątkowo słabo). Albo w scenie z martini wstrząśniętym nie mieszanym – bezkarnie takich jaj nie wolno sobie z Bonda robić. Na szczęście tutaj Bond błysnął najlepszym onelinerem w filmie, tym z pośrednikiem. Ale najbardziej zdziadział Bond w scenie pociągowej, gdy ww. bondynce (EDIT: Asiek prosił, żeby wytłumaczyć, że nie chodzi o blondynkę tylko o bondynkę (bond-ynkę), dziewczynę Bonda :P) wręczył pistolet. Każdy głupi się domyślił, że ona zna się na broni, tylko nie Bond. Słabe to było, gdy zaczął jej tłumaczyć, że tu jest muszka, tu jest szczerbinka, a tu się naciska. No ale może to najlepszy dowód na to, że Bond stał się w końcu taki swojski z krwi i kości, a nie pozostał li tylko uzbrojoną w garnitur maszyną do zabijania.

Dziewczyny Bonda

Ukochana przez większość Eva Green nie ma w Spectre żadnej konkurencji. Kobiety Bonda są tym razem typowym kwiatkiem do kożucha, a ich obecność wynika z faktu, że w Bondach muszą być dziewczyny. Moniki Bellucci jest tu zdecydowanie za mało, żeby cokolwiek o niej napisać (choć jakiś kretyn, osobowość Youtube’a, chciał chyba błysnąć i uznał, że Monika jest za stara na dziewczynę Bonda; chciałbym widzieć, jak mówi jej to prosto w twarz).

Monica Bellucci z wielkim dekoltem - recenzja filmu Spectre

– Sam jesteś za stary!

Natomiast Seydoux jest na tyle sympatyczna jak trzeba i ogranicza swoją obecność do pozwalania się ratować. I dobrze, kolejne miłosne rozterki Bondowi niepotrzebne. W końcu obecność bondynek w Bondach zwykle ograniczała się do pójścia z Bondem do łóżka, niezależnie od tego jak by nie były wyzwolone i samodzielne.

Przeciwnicy Bonda

Sytuacja bliźniacza co z dziewczynami. Są, bo być muszą, ale w ostatecznym rozrachunku ich obecność ogranicza się do bycia pokonanym przez Bonda. I w sumie też dobrze, bo tego oczekuję po Bondzie, żeby wygrał ze złem fizycznym, a nie tym siedzącym mu we łbie i męczącym widza. Patrzę teraz po opiniach na temat Spectre i przeciwko Christophowi Waltzowi widzę narzekania, że powiela swoją rolę z Bękartów wojny. No obudzili się! News flash 4 you: Christoph Waltz jest mocno przereklamowanym aktorem (co nie znaczy, że Oscary dostał niezasłużenie!), który _w każdym_ filmie jest Hansem Landą – tu na dodatek chyba nawet celowo przypomina zachowaniem i powiedzonkami Łowcę Żydów. Kogo gra? No cóż, twórcy filmu przed premierą uparcie twierdzili, że nie gra Blofelda, więc trzeba im zaufać :). Tak czy siak – chce przejąć władzę nad światem. Władzę w postaci informacji o każdym człowieku żyjącym na naszej planecie. Tak, zgodnie z dzisiejszymi strachami, to właśnie informacja jest bronią ostatecznej zagłady gatunku, która doprowadzi do spełnienia się orwellowskiego snu.

Jeśli zaś chodzi o drugiego badguya, w którego rolę wciela się Dave Bautista to cóż, dostał ją chyba tylko dlatego, że jest wielki. Na szczęście za dużo nie mówi tylko rozpieprza, ale zdecydowanie brakuje mu uroku starych dobrych Szczęk. A i ze swoich śmiercionośnych kciuków korzysta zdecydowanie zbyt rzadko. Ale trochę Bondowi po mordzie klepie, więc jego obecność jest uzasadniona.

Realizacja Spectre

Pod tym względem, jak zawsze, najwyższy światowy poziom (świetne zdjęcia). Spectre nie udało się uniknąć mody na kręcenie scen w jednym ujęciu i co za tym idzie połowa sekwencji początkowej nakręcona została właśnie bez cięć. Szkoda, że nie cała, bo w zasadzie przejście na normalną realizację trochę zaprzeczyło sensowi wcześniejszych starań. Ja wiem, że skoordynowanie tego wszystkiego byłoby koszmarnie ciężkie (przynajmniej do momentu wejścia na pokład helikoptera), ale efekt byłby taki, że czapki z głów.

James Bond z karabinem skacze po dachach

Tak, to cały czas jedno ujęcie – recenzja filmu Spectre

Gdybym miał się jeszcze czegoś czepiać to… pustek na ulicy. Czy to na nocnych ulicach Rzymu, czy to w Londynie – ulice są zbyt puste. Zupełnie tak jakby zamknięto je na jakiś czas, bo właśnie kręcą na nich Bonda ;). Niby nic, ale przeszkadzało mi to.

Podsumowanie – Spectre na tak!

Po wszystkich powyższych zastrzeżeniach widać, że przydałoby się solidnie pogrzebać w przygotowanym przez kilka osób scenariuszu, ale mimo to świetnie mi się Spectre oglądało i moim skromnym zdaniem to najlepszy Bond z udziałem Daniela Craiga (powtarzam się, ale chcę, żeby dotarło :P). Może dlatego, że nie spodziewałem się po nim niczego innego niż do tej pory). Spectre jest taki jak powinien być Bond, a nie jakiś dramat psychologiczny z bohaterem, który przypadkiem też nazywa się James Bond. Pewnie, do szczęścia przydałoby się jeszcze więcej nieprawdopodobnej bondowskiej akcji (w sumie nie ma tu praktycznie żadnych spektakularnych wyczynów kaskaderskich, po których pozostałoby już tylko zdjąć czapki z głów), jakiejś panny z charakterem i lepszego scenariusza, ale może w następnej części. Sporo wskazuje na to, że kolejny Bond może być przełomowy pod wieloma względami.

(2004)

PS. Nie udało mi się nigdzie wcisnąć gadżetów, nawiązań i piosenki, więc na szybko. Gadżety klasyczne: samochód i zegarek – jak sądzę w zamian za inne gadżety rozbudowano rolę Q. Nawiązań pełno, nawet dla tych, którzy znają Bonda tak jak ja, czyli tak sobie. Nie ma co wymieniać, wystarczy kuknąć do trivii na IMDb. Do piosenki zaś się przekonałem. To taki kawałek co to nie od razu wpada w ucho, ale trzeba się z nim osłuchać. I po osłuchaniu jest już fajny. Choć ten falset to wysłałbym jednak w kosmos. O. I to dobra okazja do tego, żeby wrzucić na koniec taki malutki mash-up, którego podobno nikt nie rozumie.

Z okazji premiery nowego Bonda gambit wymyślił, ja poskładałem, a Facebook pewnie wywali ;). „Writing’s on the Balls”…

Posted by Q-Blog on 5 listopada 2015

Wiecznie żywi są tylko Włodzimierz Lenin i James Bond. I o ile ten pierwszy już tylko leży, to Bond wręcz przeciwnie. Zawsze w formie, czego nie można powiedzieć o filmach z jego udziałem. A jak jest z najnowszą odsłoną przygód agenta 007? Przed Wami recenzja filmu Spectre. Bond a Q Nigdy nie byłem fanem Jamesa Bonda. Nie chodzi o to, że nie podobały mi się filmy z nim, bo podobały (jedne mniej, drugie bardziej, trzecie wcale, czyli zdrowo dość), ale nie znam ich na pamięć, niektóre widziałem tylko raz dawno temu na VHS-ie, a chyba w ogóle mało którego widziałem&hellip;

Czas na ocenę:

Ocena: 8

8

wg Q-skali

Podsumowanie: James Bond walczy z wszechpotężną organizacją odpowiedzialną za wszystkie jego życiowe nieszczęścia. Najlepszy Bond z Danielem Craigiem.

8 odpowiedzi

  1. Nie zgadzam się z jednym zdaniem co napisałeś ale domyślam się że to spowodowane jest faktem iż dawno jakiekogolwiek Bonda od pierwszego do Licencji na zabijanie widziałeś co sam przyznajesz w recenzji. Zdanie że wolisz Bonda bardziej wyluzowanego i byłem pewien że padnie nazwisko które się zaraz nasuwa czyli Moore’a albo Brosnan a wymieniłeś aktora który moim zdaniem bardzo dobrze się sprawdził w roli też (choć ja każdego aktora nawet Lazenbiego lubię). Wszystko można o Daltonie powiedzieć ale napewno nie że jest luzackim 007, dominują opinie że to najbardziej poważny Bond obok Craiga l Lazenbiego i słusznie. Nie chodzi o same filmy ale o agenta jak grał, zresztą jego drugi film to nie wiele ma z cyklem wspólnego a bardziej z kinem zemsty.

    Dla mnie najlepszym Daniela filmem jest jak dla większości jego debiut, w którym dużo z klimatu powieści Fleminga się ostało i za fajne przełamywanie schematów z tego cyklu. Dla mnie to klasyczny Bond a Quantum to jeden z najnudniejszych filmów, choć akcji mamy sporo i krótki film. Skyfall jest dobre ale nie zachwycam się jak co niektórzy i podobnie ze Spectre jest, które jest po prostu dobrym filmem. Kolejny Bond Mendesa, który zbiera skrajne opinie, od zachwytów po zjechanie całkowite.
    A ja muszę przyznać że podobało mi się mimo faktu, iz obok filmu z Lazenbym to chyba najdłuższy film i jak na 007 akcji za wiele nie ma, w sumie w Skyfall też nie wiele akcji było. Podobała mi się cała sekwencja w Meksyku łącznie z akcją z helikopterem. Świetna była czołówka tylko ten średnio nudny kawałek Smitha.

    Super wypadł Q, jeszcze lepiej jak w poprzednim filmie i fajną chemię miał z Craigiem. Trochę zawiódł mnie Fiennes, odniosłem wrażenie jakby nie chciało mu się grać a to jeden z najlepszych aktorów swojego pokolenia. Podobał mi sie epizod z Moniką Belucci i całkiem dobrze się trzyma trzeba przyznać i pasuje wiekiem do Daniela, choć akurat uważam że powinni ją zaangażować o wiele wcześniej, nawet do filmów z Brosnanem.
    Seydoux też niczego sobie była, ale chemii między nią a Craigiem nie zauważyłem w przeciwieństwie do scen z Bellucci i prędzej bym uwierzył w uczucie między Moniką a Danielem, zresztą są w podobnym wieku.
    Do Craiga nic nie mam w Specre,, może nie zachwyca, ale też nie schodzi poniżej swojego dobrego pewnego poziomu. Nie zauważyłem zmeczenia rolą.
    Ale absolutnie najlepszy jest Waltz a sądziłem że na niego będę narzekał najwięcej bo w każdym filmie gra tak samo, aż zaczął mnie już trochę irytować, ale tutaj bardzo mi się spodobał, więcej nawet budził przerażenie czasami. Zagrał troche inaczej jak u Tarantino a przynajmniej nie kojarzył mi się z jego innymi rolami.

    Wogóle to poza niewypałem jakim okazał się Quantum (i nie dlatego że miejscami ogląda się jak Bourna) to każdy Bond – Craig ma ciekawego przeciwnika i aktorzy bardzo dają radę, jak Waltz, Mikkelsen i Bardem.

    Zdjęciowo nie powala jak Skyfall ale w sumie filmy o 007 nie ogląda się dla zdjęć i trzeba przyznać że zdjęciowiec odwala całkiem dobrą robotę. Film ma swój klimat.
    Za to bardzo podobała mi sie muza, Newman odwalił świetną robotę.

    Co do scen akcji to ciekawa sprawa bo mało i poza początkową sekwencją z helikopterem jakoś specjalnie nie porywają, ale też nie nudzą, po prostu są. Fajna była bójka w pociągu, która skojarzyła mi się z bójką w Pozdrowieniach z Rosji. A właśnie świetnie wypadł Bautista.

    Fabuła specjalnie nie zaskakuje ale który Bond zaskakuje w jakikolwiek sposób? No chyba jedynie Casino Royale bo świetnie bawił się schematami cyklu czy Świat to za mało gdzie zaskoczył mnie twist związany z jedną ciekawszych kobiecych ról w cyklu( Marceau).
    Nie zaskoczyło mnie wogóle kim okazał się Waltz. Nie wiem jedynie skąd takie wnioski że filmowi jest bliżej do nawet filmów Moore’a, które kojarzą się z całkowitą parodią, przegięciem (choć nie każdy taki był) i jest tutaj sporo smaczków, humoru, ale to wciąż typowo craigowy bond, bardziej w stylu filmów z Daltonem, w których próbowano zrobić to co zrobiono w filmach z Craigiem a wcześniej w filmie z Lazenby czyli bardziej poważnie, ale w tamtych czasach widzowie nie byli przygotowani jeszcze na takie zmiany w cyklu. Choć akurat uważam oba filmy z Daltonem i z Lazenby za jedne z lepszych w cyklu.

    Choć jest jedna rzecz którą każdy chyba zauważył w filmach z Danielem, że jak Casino Royale to była próba urealnienia Bonda i wydawało się iż będą się trzymać tego przez kilka filmów to gdzieś już w Quantum a napewno w Skyfall zaczeli odchodzić od tego i coraz więcej dają przegiętych scen akcji, którym i tak daleko do akcji jakie odstawiał Moore czy Brosnan. Jakby nagle rozmyślili sie z planami.

    Nie mam też nic powiązaniu wszystkich filmów Craiga w jedną całość nawet jak wyszło tak nie do końca gładko. Zresztą jak sie nie myle to po Quantum kolejny film mial opowiadać o organizacji odpowiedzialnej za problemy MI6 a później chyba plany się zmieniały.
    Do końca nie wiem co powiedzieć o końcówce gdy 007 postanowił coś zrobić mówiąc nie spoilerowo a raczej nie zrobić bo z jednej strony rozumiem co Mendes miał na myśli a z drugiej strony tak to nie pasuje do tej postaci.
    Ogólnie dobra rozrywka co do której można mieć zastrzeżenia ale jestem zadowolony. Solidna, dobra robota ale nic więcej. Więc nie rozumiem skąd takie zachwyty co niektórych krytyków, ale też nie rozumiem krytyki, bo do najgorszych filmów tego serialu kinowego to tej części baardzo daleko.

  2. Quentin

    Z Daltonem nie chodziło o postać Bonda, tylko o „Bonda” jako określenie filmu z Bondem :) ale prawda, że niezbyt jasno to napisałem. Tak czy siak, taka Licencja na zabijanie to bardziej typowe dla lat 80. kino akcji niż Bond – choć w sumie pamiętam go jak przez mgłę, a przecież na pewno parę razy obejrzałem, bo to był jeden z pierwszych filmów, jaki miałem na własność na kasecie VHS.

    Mnie czołówka średnio podeszła, głównie ze względu na przewijający się motyw ośmiornicy, który – nie wiem czemu, przyznaję – nie podobał mi się. Co do Casino Royale to wczoraj zerkałem jednym okiem na TVP2, bo akurat leciał i zdaje się, że to moje 3/6 wystawione po premierze to trochę za mało jednak. Ale wciąż pamiętam ten straszny zawód po seansie. Bo najpierw obejrzałem początek na Madagaskarze i mega! Musiałem przerwać oglądanie, a jak wróciłem to nastawiony na ciąg dalszy rozpierduchy prawie usnąłem.

    Co do Waltza to się nie zgodzę. Miałem wrażenie, że ktoś mu wprost powiedział: Słuchaj, Chris, ja wiem, że ambicja, talent itepe, ale schowaj je w kieszeni i zagraj Landę. Tzn. inaczej, może nie tak, że sie nie zgadzam, bo zagrał w porządku, ale dla mnie był Waltzem, a nie badguyem. Choć zgodnie wczoraj ustaliliśmy z Aśkiem, że najbardziej wkurwiało nas w nim to, że nie nosił skarpetek :).

    Fieness nie miał nic do zagrania. Taka rola, że musi siedzieć za biurkiem i tyle.

    True, muzyka bardzo fajna.

    I tak, nie zasługuje ani na zachwyty ani na bezpardonową krytykę. A czy 6 czy 8 to już kwestia gustu oglądającego.

  3. Poszedłem, zobaczyłem, wynudziłem. Niewiele lepszy niż Skyfall, dalej te same pierdy, może ciut mniej wymęczone. Ale ja również nigdy nie byłem fanem Bonda, dla mnie MI bije 007 na łeb.

  4. Quentin

    Notujemy: „lepszy niż Skyfall” – devingel się ze mną zgadza 😉

  5. Bond cierpi na tą samą cholerę co komiksowe superprodukcje: jest zbyt wykalkulowany. Ja rozumiem: tyle fanów, tyle kasy do zarobienia, więc trzeba robić film jak „najszerszy”, ale właśnie przez to korporacyjne podejście obrazy tracą jaja. Bądź zimny, albo gorący, inaczej cię wypluję. Gdyby Bond umarł, gdyby na końcu zastrzelił Hansa, gdyby nie puknął Léasbijki tylko wysłał ją do zakonu, to może, w mojej zużytej duszy kinomana coś by drgnęło, a tak… meh. Ale troszkę wywarzam otwarte drzwi, bo mnie bondy nigdy nie jarały, a miłośnicy agenta 007 mogą sobie tej całej sztampy życzyć, a ja im tu buciorami ignoranta włażę.

    W sumie jeden odcinek Homelanda, czy WD daje mi więcej frajdy niż taka superprodukcja jak Spectre. Zseralizowałem się strasznie, ech… The Revenant ostatnią nadzieją, może Iñárritu skupie moje zblazowane dupsko, oby.

  6. Oglądałem większośc kolejnych odcinków serii o 007.
    Może jestem staroświecki, ale najbardziej podobały mi się filmy z Conery i More, natomiast filmem Spectre naprawdę jestem bardzo miło zaskoczony, według mnie z pewnością to najlepszy odcinek z Danielem Craig (zacząłem Go bardziej doceniac po tym filmie, choc z pewnością nie ma w sobie tych „uroczych” cech co Connery i More – pamiętam m.in. upojny humor w rozmowach tychże Bondów z Moneypany oraz niekiedy czarny humor w odniesieniu do zwalczanych wrogów Bonda), który wypada tu dośc „świeżo” i sprawnie, Spectre jest dla mnie „klasycznym Bondem” ze świetną akcją (nie można się tu było nudzic ani przez chwilę, świetne zdjęcia, efektowne sceny, zwłaszcza z helikopterem w Meksyku i w Londynie, bójka w pociągu czy mrożąca krew „operacja” Bonda na fotelu sterowana komputerowo przez szefa Spectre) do tego jeszcze doskonała muzyka i nieco ukłonów do pierwszych odcinków („spoilerem” jest tu m.in. słynny swingujący bigbandowy motyw muzyczny na końcu znany z początkowych odcinków). Może pięknych kobiet i scen z nimi było jak na Bonda jakby mniej niż zwykle ale poza tym odcinek Spectre oceniam bardzo wysoko: to było po prostu 2,5 godziny wspaniałej męskiej rozrywki. Polecam. Niech żyje Bond.
    Dario.

  7. Średnio. Jak to Bond. 😛 Obejrzałem, za miesiąc nie będę z tego prawie nic pamiętał.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.