Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!
krwawe szpony zaciskają się nad sylwetką pociagu w środku lasu recenzja horroru Howl
Howl (2015) , reż. Paul Hyett.

Howl, recenzja filmu o chyba wilkołakach

Zapraszam do recenzji filmu Howl, czyli sporego kroku wstecz w reżyserskiej karierze Paula Hyetta.

Paul Hyett? Któż to taki?

Efekty pracy Paula Hyetta mogliście oglądać na dużym ekranie niejednokrotnie. Zejście, Doomsday, Głód, Eden Lake, Centurion… przy każdym z nich współpracował przy charakteryzacji i efektach specjalnych, a lista produkcji, w jakich w ten sposób brał udział jest o wiele dłuższa. Po latach babrania się w sztucznej krwi Hyett postanowił pójść ścieżką, którą podążyło już przed nim wielu speców w jego dziedzinie. Nic w końcu dziwnego, jeśli przez tyle czasu pomagasz na przeróżnych planach filmowych, to w końcu nauczysz się tego czy owego o procesie reżyserii filmów. Zupełnie jak z piłkarzami zostającymi potem trenerami. I ta transformacja wyszła Hyettowi znakomicie. Nakręcony przez niego Ponury dom wyszedł lepiej niż dobrze pozostawiając widza może nie z najszczęśliwszą miną na świecie, ale z przekonaniem, że oto zobaczył kawał filmu. Ponurego, zgodnie z tytułem, filmu łączącego pierwszorzędne umiejętności w dziedzinie krwawych efektów specjalnych z bardzo mocną i surową opowieścią o bałkańskim piekle na ziemi.

dwie młode dziewczyny pokazują kciuki w górę

– Dziewczyny, podobał wam się „Ponury dom”?

Nic więc dziwnego, że po seansie zapisałem sobie nazwisko reżysera do notatnika, a zapowiedzianą przez niego produkcję pod wiele mówiącym tytułem Howl na listę Do Obejrzenia. Bo choć nie było zdjęć ani zwiastuna, to przecież wypadało zobaczyć jak pójdzie dalej tak dobrze rokująca kariera.

O czym jest film Howl

Bohaterami Howl są pasażerowie brytyjskiego pociągu, który o północy rusza w trasę. Wśród nich bohater główny, konduktor, który właśnie dowiedział się, że z jego starań o lepszą posadę w firmie wyszły nici. Na szczęście może się zamartwiać bez problemu, bo nocny kurs to stosunkowo niewielu upierdliwych pasażerów, którym wystarczy sprawdzić bilety i wrócić do zamartwiania się i wzdychania do rozwożącej napoje koleżanki z pracy. I wszystko byłoby standardowo do dupy, gdyby nie nagła awaria, jakiej w środku lasu ulega pociąg. Uszkodzony zostaje jego silnik, w wyniku czego cały pociąg zostaje unieruchomiony, a na pomoc trzeba będzie poczekać kilka godzin. Pasażerowie nie będą się jednak nudzić, bo wkrótce odkryją, że w okolicznych lasach żyją stworzenia, które głodne są ludzkiego ciała.

Recenzja filmu Howl

No i cóż, jako się rzekło, Howl jest sporym krokiem wstecz w reżyserskim portfolio brytyjskiego reżysera. Po brutalnym w formie i jeszcze mocniejszym w przekazie Ponurym domu zaserwował film, który niczym szczególnym się nie wyróżnia i w którym nie potrafię znaleźć niczego, co usprawiedliwiałoby rozpoczęcie zdjęć. Ot kolejny film o wilkołakach, który nie jest niczym więcej. Nie ma żadnego dodatkowego haczyka, zwrotu akcji czy choćby małego pomysłu. Ludzi atakują wilkołaki. Ludzie się bronią. Wilkołaki ich zagryzają. Czy ktoś przeżyje? Sztampa. Całość wygląda na film, jaki Hyett zrobił nie chcąc zapomnieć reżyserskiego fachu („a, zrobię byle co, byle tylko zrobić”), ewentualnie jako wyraz żalu, że nawiązał współpracę z Neilem Marshallem dopiero od Zejścia i nie załapał się na jego świetny i przywracający wiarę w filmowe wilkołaki Dog Soldiers.

Howl nie jest jakimś tam okropnie złym filmem, ogląda się go w porządku, choć nie uniknął zwyczajowych głupot (bohaterowie cały czas kłócą się między sobą, a gdy w końcu postanawiają współpracować i uzbroić wagon, w którym przebywają, to po skończeniu uzbrajania wracają do kłótni, a za chwilę rozbierają zbrojenia z powrotem). Trudno jednak wybaczyć reżyserowi, że nie postarał się dać od siebie czegoś więcej i zadowolił przeciętnym filmem o wilkołakach, który jako takie wrażenie może zrobiłby lata temu, a nie teraz, gdy w konkurencji z dużą ilością kreatywnych twórców (zawsze byli, ale teraz dodatkowo uzbroiła ich technika – każdy nosi przy sobie kamerę) z taką filmową błahostką nie ma się szans na jakiekolwiek współzawodnictwo. Wyróżniasz się bądź giniesz.

Zakrwawiony Hindus rozrąbuje ofiarę na części siekierą - recenzja filmu Howl

A skoro o zgonach, to i te w Howl są zupełnie sztampowe i nie ma się nad czym pochylić. Gdzie się podziały te wstrząsające efekty specjalne z Ponurego domu?? PS. Same wilkołaki (a dokładniej rzecz biorąc coś, co wygląda jak wilkołaki) dają radę, choć bardziej w postaci skradających się pośród drzew cieni ze świecącymi oczami niż w pełnej okazałości.

(2019)

Zapraszam do recenzji filmu Howl, czyli sporego kroku wstecz w reżyserskiej karierze Paula Hyetta. Paul Hyett? Któż to taki? Efekty pracy Paula Hyetta mogliście oglądać na dużym ekranie niejednokrotnie. Zejście, Doomsday, Głód, Eden Lake, Centurion... przy każdym z nich współpracował przy charakteryzacji i efektach specjalnych, a lista produkcji, w jakich w ten sposób brał udział jest o wiele dłuższa. Po latach babrania się w sztucznej krwi Hyett postanowił pójść ścieżką, którą podążyło już przed nim wielu speców w jego dziedzinie. Nic w końcu dziwnego, jeśli przez tyle czasu pomagasz na przeróżnych planach filmowych, to w końcu nauczysz się tego czy…

Czas na ocenę:

Ocena: 6

6

wg Q-skali

Podsumowanie: Pasażerowie pociągu, który awaryjnie zatrzymał się pośrodku leśnej głuszy są nękani przez wilkołaki. Mocno przeciętne.

3 odpowiedzi

  1. Rozczarowanie. Cóż, mistrzowie efektów czy charakteryzacji bardzo rzadko okazują się równie dobrymi reżyserem i Hyett idealnie się w tę tezę wpisuję. Myślałem, że to jego debiut reżyserski, ale rzeczywiście był ten „Seasoning House”, lepszy od tego, ale wcale nie tak dobry moim zdaniem, jak go kreujesz, z owszem – lepszym scenariuszem wprawdzie ale i tam reżyser dość topornie prowadził fabułę. Tutaj jest jeszcze gorzej, ani tu tempa, ani grozy, ani napięcia, ani humoru. Parę fajnych kadrów z wilkołakami w mroku i dosłownie tyle. Reszta to sztampa i nuda. Szkoda. Jak już Brytyjczycy zawodzą w kinie grozy to… strach się bać. 😛

  2. Quentin

    W „Seasoning House” shock factor wynagrodził mi całą resztę i zniwelował całkowicie ochotę do czepiania się :).

    Tak czy siak jak na debiut (szczególnie „jak na speca od efektów”) zdecydowanie powyżej przeciętnej. A tu? Zupełnie inny reżyser.

  3. Seasoning House był jakiś, fakt. Howl jest kompletnie bezpłciowe niestety. :(

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.