Cierpisz na nadmiar wolnego czasu i sadomasochizm? Oto film dla Ciebie! Recenzja Final Girl.
Sylwetka Abigail Breslin w filmie Final Girl recenzja
Little Miss Sunrise - Abigail Breslin w filmie Final Girl.

Weronika postanawia przeżyć – recenzja filmu Final Girl

Niewiarygodne, jak ludzie lubią sobie utrudniać życie. Robisz taki film o lasce, która zabija polujących na nią facetów, tak? I jak by to mogło wyglądać? No laska biega po lesie z różną dziwną bronią i zabija tych facetów, którzy myśleli, że są myśliwymi jak Komorowski, a okazało się, że są ofiarami jak Komorowski. Giną w straszliwych męczarniach i krwawo na dodatek aż wchodzą napisy końcowe. Cała filozofia. Dobrze by było, gdybyś umiał jeszcze tak przedstawić tę laskę, żeby widz ją lubił i kibicował jej: „dalej, utnij jeszcze ucho temu kutasowi! tak jest!”, ale jak nie umiesz to spoko, tylko nie kombinuj. Masz plan i jego się trzymaj.

Tyle idealny świat, z którym co i raz zderzają się kolejni reżyserzy, którzy myślą, że zrewolucjonizują gatunek albo przynajmniej są drugimi Kieślowskimi.

Final Girl obejrzałem w oczekiwaniu na The Final Girls z listy Do Obejrzenia. Wbrew tytułowi, nie do końca jest to film, którego można by się po nim spodziewać (po filmie i po tytule, skomplikowane zdanie). W terminologii slasherowej „final girl” to ostatnia, niedoszła ofiara mordercy. Obowiązkowa dziewica, która pośle zwyrodnialca do piachu przynajmniej do czasu premiery sequela. Samo uczynienie główną bohaterką takiej właśnie tytułowej postaci (przewrotne, bo i choćby się to nazywało Krzyk 8 to finałowa dziewczyna i tak będzie główną bohaterką) daje dużo fajnych możliwości pobawienia się gatunkiem. Reżyser Final Girl nie poświęcił jednak żadnego czasu na taką zabawą, co zaowocowało tym, że widz takiej zabawy również nie ma.

Opisywany tu film slaherem nie jest. To typowe kino z gatunku „puszczamy cię z maczetą do lasu, jak przeżyjesz to wygrasz sto tysięcy dolarów”. Gatunek ten daje duże pole do popisu dla reżysera, który jest wyluzowany i wie, że nie tworzy dzieła, które za lat pięć trafi do Biblioteki Kongresu. Reżyser Final Girl wyluzowany nie był. Nie chce mi się sprawdzać jego nazwiska, OIDP był to jego filmowy debiut, więc na pewno nikt go i tak nie zna.

Abigail Breslin wciela się tu w postać Weroniki. Sieroty wychowanej przez Wesa Bentleya na maszynę do zabijania. Kilkunastoletni trening prowadzi do finałowego rozwiązania – srogiej pomsty na czwórce zwyrodnialców, którzy dla zabawy polują w lesie na młode dziewczyny. Gdy ich „ofiarą” zostaje Weronika, kwestią czasu pozostaje, kiedy opuszczą ten łez padół.

Brzmi nieźle, ale niestety niczego dobrego tu nie znajdziecie. Począwszy od fatalnego castingu i obsadzenia Breslin w roli, do której się nie nadaje. Ani z niej maszyna do zabijania, ani z Bentleya nauczyciel (z pięć minut go może w filmie było). Mimo wielu lat treningu ma się wrażenie, że Weronika rozpoczęła szkolenie wczoraj, bo jest tak zabawnie nieporadna, że nikt nie uwierzy, że kogokolwiek mogła by zabić.

A skończywszy na całej reszcie.

Jako rzekłem na początku, reżyser wmieszał w tę najprostszą z prostych historię jakieś halucki, pluszowe misie i inne pierdoły, które ukazują się mordercom przed wykitowaniem. Dopełnia to cierpienia widza, który musi patrzeć na tych debilnych bohaterów zachowujących się jak kiepski aktor, który myśli, że jest Alem Pacino.

Plusy? Może parę kadrów mgły w lesie i naciągana interpretacja filmu jako współczesnej wersji Czerwonego Kapturka.

(1931)

Niewiarygodne, jak ludzie lubią sobie utrudniać życie. Robisz taki film o lasce, która zabija polujących na nią facetów, tak? I jak by to mogło wyglądać? No laska biega po lesie z różną dziwną bronią i zabija tych facetów, którzy myśleli, że są myśliwymi jak Komorowski, a okazało się, że są ofiarami jak Komorowski. Giną w straszliwych męczarniach i krwawo na dodatek aż wchodzą napisy końcowe. Cała filozofia. Dobrze by było, gdybyś umiał jeszcze tak przedstawić tę laskę, żeby widz ją lubił i kibicował jej: "dalej, utnij jeszcze ucho temu kutasowi! tak jest!", ale jak nie umiesz to spoko, tylko nie…

Czas na ocenę:

Ocena: 3

3

wg Q-skali

Podsumowanie: Myśliwi stają się ofiarami, gdy do swojej gry zapraszają niewłaściwą dziewczynę. Okrutna strata czasu.

4 odpowiedzi

  1. Te kadry we mgle, jak i pewnie zdjęcia mogą być dobre, bo reżyser jest bardziej fotografem niż filmowcem.

  2. Quentin

    A jednak zatrudnił operatora i tak myślę, że byłoby lepiej, gdyby zajął się zdjęciami, a zatrudnił reżysera :).

  3. Niezła rozpierducha w ostatnich minutach TD 2×4, zrobiło się ciekawie. Będziesz recenzował cały sezon, czy po kilka odcinków?

  4. Quentin

    A nie wiem, jak wyjdzie. Na razie i tak prędko czwartego odcinka nie obejrzę, potem urlopy i inne pierdoły – w wakacje ciężko coś zaplanować na pewno :).

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.