Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!

Black Bear 2014 – Mroczna dolina [The Dark Valley aka Das finstere Tal]

Jednym z powodów, dla którego na starcie określiłem repertuar Black Bear Filmfest mianem bardzo dobrego był fakt, że znalazło się w nim naprawdę dużo tytułów, które figurują/figurowały na mojej liście Do obejrzenia (wpis zawiera lokowanie produktu). „Mroczna dolina” to kolejny z filmów znajdujących się w obu tych zbiorach, a przy okazji austriacki kandydat do Oscara.

Tytułowa mroczna dolina to niezbyt przyjemne miejsce gdzieś w sercu austriackich Alp. Zamieszkałe przez kilkudziesięciu mieszkańców surowe miasteczko, a ulokowane w jej centrum, rządzone jest twardą ręką przez miejscowego pana życia i śmierci oraz jego sześciu synów. Nadchodzi zima, najtrudniejszy okres w życiu doliny. A wraz z nią pojawia się tajemniczy fotograf prosto z Ameryki. Wkrótce w tragicznym wypadku na wyrębie ginie jeden z sześciu braci.

Aha, mamy XIX wiek, a film, o którym mowa jest westernem.

Całkiem przewidywalnym westernem można by dodać, bo chyba już nikt nie ma wątpliwości, jak całość potoczy się dalej. Ale nie szkodzi, mnie to nie przeszkadzało. Głównie dlatego, że lubię filmy, których głównym tematem jest zemsta. Po co komu jakaś wyszukana fabuła? Przyjeżdża mściciel i zaczyna się mścić – finito. „Mroczna dolina” to właśnie taki film, choć nie ulega wątpliwości, że plasuje się raczej gdzieś w środku stawki, jeśli chodzi o revenge-moviesy. Nie ma w nim żadnego błysku, a jest jedynie solidnie wykonana robota na zadany temat. Nominacja do zagranicznego Oscara z pewnością jej nie grozi, ale seansu nie uważam za zmarnowany czas.

Głównie ze względu na zimny i surowy klimat ośnieżonych gór, drewnianych domostw, zimnych stajni i odosobnienia smaganego wiatrem. Po prostu – przyjemnie ogląda się ten zimny obrazek, a krwawe zgniecenie balem drewna zawsze lepiej wygląda, gdy jego świadkom ze zdziwionych ust wydobywa się para. Być może to i mało, żeby w ogóle przejmować się tym filmem, ale mnie przypasował swoim niespiesznym tempem i fajnymi zdjęciami. Przeniosłem się z zimy prosto w inną zimę, więc żaden szok termiczny nie groził.

Jasne, wiele tu do poprawienia (choćby słaba i zwyczajnie głupia finałowa strzelanina), nikomu by nie zaszkodziła jakaś odrobina szaleństwa w tej skalkulowanej na zimno opowieści, no i „Zabić Sekala” toto nie jest, ale 7/10 można dać.

(1840)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.