"Man on High Heels" - fot. screen z Youtube
"Man on High Heels" - fot. screen z Youtube

5 Smaków 2014 – Dama z Seulu [Man on High Heels aka Hangul]

Trochę szkoda, że na 5 Smakach tak mało filmów z Korei Południowej. Tajskiej czy filipińskiej produkcji niszowej tam na kopy i na mendle (nie do końca wiem co to znaczy, ale Asiek tak często mówi), a mojej ulubionej kinematografii jak na lekarstwo. I ja to rozumiem, bo koreańskie filmy nieporównywalnie łatwiej zdobyć, ale na pewno częściej bym się pojawiał na festiwalowych seansach, gdyby można tam było zobaczyć co najlepsze w ostatnich miesiącach w koreańskiej trawie (niekoniecznie artystycznej) piszczy. Z tego też powodu „Damy z Seulu” (rewelacyjny polski tytuł… z drugiej strony „Mężczyzna na wysokich obcasach” nie brzmi zachęcająco) przegapić nie mogłem.

Bohaterem filmu Janga Jina (powiadają, że bardzo znanego reżysera, ale teraz tak patrzę po jego filmografii i kojarzę jedynie „Guns & Talks” oraz świetny Welcome to Dongmakgol, którego był scenarzystą – oglądam dużo koreańskich filmów, ale widocznie inne) (a co tam, dam jeszcze jeden nawias) jest legendarny policjant, przed którym drży świat przestępczy Seulu. Facet, który z hordami oprychów rozprawia się bez użycia broni i któremu miejscowi gangsterzy kłaniają się w pas. A przy okazji mężczyzna skrywający pewną tajemnicę. Otóż Yoon Ji-wook – bo tak się nazywa – jest transseksualistą, który dojrzewa właśnie do operacji zmiany płci. Marzenia o kobiecym ciele będzie musiał jednak odłożyć na później, bo oto organizacja przestępcza, której bossa aresztował ma zamiar dać mu w zemście do wiwatu.

Pierwotnie „Dama z Seulu” miała znaleźć się w festiwalowej sekcji Queer Azja, dzięki której możemy zobaczyć na własne oczy jak też osobom LGBTQ żyje się na Dalekim Wschodzie i jakie jest tamtejsze podejście do takich osób. Jak jednak wytłumaczyła przed seansem prelegentka, organizatorzy festiwalu otrzymali prośbę od twórców filmu, by nie włączać go do tej sekcji. Najwyraźniej dla nich to bardziej kino gatunkowe niż głos w queer-sprawie.

Bo w rzeczy samej „Dama Seulu” to kino gatunkowe, które po odjęciu – nazwijmy to – kontrowersyjnego tematu LGBTQ zostaje standardowym thrillerem sensacyjnym, jakich w Korei pełno. Opowieścią o samotnym bohaterze, którzy sieka jednego oprycha za drugim, a rozluźniające komediowe wstawki (bardzo udane zresztą: widok oprychów zmywających talerze – bezcenny) przeplatają się tu z krwawą porcją przemocy za dużą dla nieprzyzwyczajonego do tego statystycznego widza. Pod tym względem nie wyróżnia się ponad solidną przeciętność, choć akurat Aśkowi bardzo się podobał. No ale ona nowa w koreańskim klimacie.

Niebagatelną rolę w podobaniu się filmu przez Aśka odegrał odtwórca głównej roli – Cha Seung-won, którego od razu po seansie dodała do panteonu swoich bogów aktorskich (wiesz, on mi strasznie przypomina Mahesha!) i kazała zdobywać kolejne pozycje w jego filmografii. Dzięki temu rozpoczęła się w naszym domu faza na koreańskie dramy. Aśka jest urzeczona, a i ja jakoś strasznie nie cierpię, bo koreańskie kino obdarzyłem już dawno wielką sympatia, a dram zawsze chciałem spróbować. Aktualnie katujemy taką o wiele mówiącym tytule – Najwspanialsza miłość :).

Ww. prelegentka próbowała nas jeszcze przed seansem przekonać do tego, że „Dama z Seulu” to współczesny przedstawiciel szufladki gatunkowej pod tytułem film noir, ale moim zdaniem film Jina (a może film Janga, nigdy nie wiem, które to nazwisko) nie ma nic wspólnego z takim kinem. Choć w zapowiedzi to ładnie brzmi, że w kinie noir bohaterami są m.in. nie do końca prawy detektyw oraz femme fatale, a bohater DwS łączy w sobie obie te postaci. Przyznaję, byłby to fajny myk na tchnięcie nowego ducha w stary jak świat gatunek, ale w przypadku tego filmu nic takiego nie ma miejsca, ewentualnie można to sobie dośpiewać jedynie pomiędzy wierszami, chcąc znaleźć w filmie coś więcej. Zwyczajnie, zawsze to bardziej nobilitujące mieć na festiwalu film neo-noir niż banalny thriller.

(1823)

Trochę szkoda, że na 5 Smakach tak mało filmów z Korei Południowej. Tajskiej czy filipińskiej produkcji niszowej tam na kopy i na mendle (nie do końca wiem co to znaczy, ale Asiek tak często mówi), a mojej ulubionej kinematografii jak na lekarstwo. I ja to rozumiem, bo koreańskie filmy nieporównywalnie łatwiej zdobyć, ale na pewno częściej bym się pojawiał na festiwalowych seansach, gdyby można tam było zobaczyć co najlepsze w ostatnich miesiącach w koreańskiej trawie (niekoniecznie artystycznej) piszczy. Z tego też powodu "Damy z Seulu" (rewelacyjny polski tytuł... z drugiej strony "Mężczyzna na wysokich obcasach" nie brzmi zachęcająco) przegapić nie…

Czas na ocenę:

Ocena: 7

7

wg Q-skali

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.