WFF 2013 – Kilka kroków do gwiazd [Twenty Feet from Stardom]

Dokumentów i filmów muzycznych ci na WFF-ie dostatek (czasem muzyka to jedyne co dobre w WFF-owych filmach, ale rzadko). To dobrze, bo lubię dokumenty. Co prawda w zeszłym roku naciąłem się na marny Punk in Africa, ale w tym nie miałem oporów przed wybraniem się na ww. film, bo wyglądało na to, że ma wszystko, czego dobry dokument potrzebuje. („Punk in Africa” też…)

Czyli ciekawą historię, która wcześniej, jeśli w ogóle była pokazywana to rzadko. I parę znanych gadających głów dodających opowiadanej historii autentyczności.

„Kilka kroków do gwiazd” opowiada o tzw. background singerach, czyli wokalistach (a przeważnie wokalistkach, czarnoskórych na dodatek – biali nie potrafią śpiewać w chórkach?) występujących w chórkach u znanych zespołów, solistów itp. Ich historię poznajemy przez bodajże pięć głównych bohaterek filmu, a wśród nich Darlene Love, którą pewnie wszyscy kojarzymy jako Trish, żonę Rogera Murtaugha. Muszę dodawać, że z „Zabójczej broni”? Otóż okazuje się, czego nie wiedziałem, że to ona była pierwszą wielką background singerką.

I to właśnie cały ich problem – wszyscy znamy ich głosy, a nie mamy pojęcia, kto je z siebie wydobywa.

Jak każda dobra historia „Kilka…” to słodko-gorzka opowieść o blaskach i cieniach zawodu, które poznajemy podróżując przez epoki muzyczne począwszy od lat 60. Wokalistki opowiadają o sobie, a o nich wypowiadają się gwiazdy muzyki ze Stevie Wonderem i Mickiem Jaggerem na czele. Dowiadujemy się, dlaczego tak ciężko przejść te kilka kroków, by z chórku zamienić się w frontmankę i tego, czy nasze sympatyczne bohaterki w ogóle to obchodzi. Wiadomo, każda historia jest inna, ale wspólnych mianowników można znaleźć wiele.

Archiwalne nagrania przeplatają się tutaj z nagranymi dla potrzeb filmu wypowiedziami bohaterek, którym kamera towarzyszy w ich codziennym życiu. Powstał z tego kolejny ciekawy dokument, który warto zobaczyć. A jeszcze bardziej warto posłuchać, bo największym walorem filmu jest Muzyka. Piszę z dużej litery, bo tylko smutek bierze, gdy w trakcie seansu porównujemy sobie obecne przeboje z tym, co nagrywało się kiedyś. 8/10

(1597)

Odpowiedź

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.