Serialowo, s02e02

A może by tak też myślnikami spróbować?

Breaking Bad, 3×05

– Dekolt Skylar już w pierwszej sekundzie odcinka to dobry prognostyk na resztę seansu.

– O, najgłupszy wątek z poprzednich sezonów (dzieciak rowerowy zabójca) wyjaśnią?

– Hehe. Nie no, ja rozumiem dlaczego, po co i w ogóle, ale zaklajstrowane sutki są tak samo bezsensowne, jak zasłonięte celowniki mercedesów gdzie indziej. Gdybym to ja o tym decydował to wolałbym już inną scenerię niż bar gogo z laskami pozasłanianymi jak niebieska z „Avatara”.

– A generalnie rzecz biorąc to retrospekcja raczej średnio pchnie akcję do przodu. A przydałoby się w końcu jakieś pchnięcie po czterech odcinkach.

– Funny Fact: w każdej amerykańskiej knajpie dostaniesz Dom Perignon.

– Funny Fact 2: z gównianego aparaciku małpki wychodzą całkiem porządne fotki.

– Jesse jakoś tak zupełnie bezsensownie i nieumotywowanie (nie lubię tych chwil, w których zupełnie bez ostrzeżenia kurczy mi się zasób znanych słów i nie mogę sobie przypomnieć, którego słowa chciałem użyć, choć mam go na końcu języka) z melancholijnego byłego ćpuna przeistoczył się we wkurwionego wytwórcę mety.

– Są strip pokery, których wcale nie miało się ochoty oglądać.

– Walt rzeczywiście kocha chemię, ale nie jestem do końca przekonany co do zachowania Gusa. Superbezpieczny, przez nikogo niepodejrzewany Gus oprowadza Walta po swoich włościach, czym ryzykuje dość sporo, gdyby tak Waltowi zachciało sie rozpocząć nowe życie i w zamian za program ochrony świadków wydać policji największego narkotykowego mastaha w okolicy. Do tej pory Walt nic na niego nie miał i niczego ni mógłby mu udowodnić, gdyby miał na to ochotę. Teraz jest w ciut lepszej sytuacji. No ale ostatecznie to zmartwienie Gusa, a nie moje.

– Powiem to tak, Walt: ćpuna lepiej nie wkurwiać…

***

24, 8×18

– Jack, nie płacz! Zabijaj!

– Standard, jeśli chodzi o awans zwykłych userów – ledwo Chloe została moderatorem i od razu nie idzie se z nią pogadać :)

– Logan rządzi z tymi swoimi uśmieszkami. I póki nie będzie trzeba zwiewać przed zagładą do schronu pod Białym Domem, to na pewno dalej będzie rządził.

– Aczkolwiek spodziewałem się, że ma jakiegoś fajniejszego haka na ruskich.

– Republiki poradzieckie, które odłączyły się od Rosji odetchnęły z ulgą – wywinęły się z zemsty Jacka Bauera na całej Rosji. Ruskie jeszcze zatęsknią za wakacjami na Syberii 😉

– Nono, jeszcze ze dwa odcinki i się okaże, że Dana jest przebranym papieżem.

– Zatęskniłem za Palmerem. A taka fajna była ta prezydentowa to ją w końcu próżność wzięła. Nie wypada tak się prosić Bauera, żeby odpuścił, a Chloe przekupywać pochlebstwami – brakło jajek. No ale choć pozytywne jest to, że chwilę miała wyrzuty sumienia, że w końcu nie zrobi tak jak sobie tego życzy Jack. A Jack? Cóż, jeszcze z pięć minut odcinka, więc chyba najwyższy czas pierwszy raz dość wyraźnie stanąć przeciwko prezydentowi, którego się lubi.
I tylko cały czas szkoda, że wszystko rozbija się o ten wyimaginowany traktat pokojowy, który zapewni spokój regionom świata, które od wieków nie zaznały spokoju. Jasne, jeden podpis i wszystko będzie jak w raju hehe.

– No dopsz, Jack. Ale w następnym odcinku to już jednak kogoś zabij.

***

V, 1×08

– Odcinek, w którym zginie ten przymuł, syn Juliette, będzie moim ulubionym odcinkiem sezonu. Obawiam się, że na niego się nie doczekam.

– A ta żona czarnego jaszczura (nie ogarnąłem jeszcze imion postaci) lajtowa dość. Zobaczyła USG dzieciaka z ogonem, ale pominęła ten szczególik i jedynie myśli, że ma dziecko z kimś innym. Trochę kaman – skąd ma czarny jaszczur wiedzieć, z kim się przespała? Jak ona nie wie, to od niego nie dowie się na pewno 😉

– Ojej, kwiatuszka jej dał. Jakie to słodkie!

– Gwiazda dziennikarstwa też już powoli denerwuje. A nawet coraz szybciej. Domyśla się co trochę czegoś i domyśla i domyśla… A za każdym razem zbliżenie na zaniepokojoną twarz. Czas wybrać, panie gwiazdo – kariera albo ratowanie ludzkości.

– Ksiądz też jest mocno nijaki. W ogóle powinni zmienić tytuł serialu na „Kyle Hobbes Vs. V’s”.

– Juliett niczego się w „Loście” nie nauczyła. Chce złapać Przybysza, żeby odpowiedział jej na wszystkie dręczące ją pytania :O

– Przekonałoby Was, gdyby ktoś kazał Wam robić za przynętę, dlatego, że jeśli tego nie zrobicie to zginie więcej ludzi? Bo mnie nie.

– Scena z kulkami ostatecznie przekonuje do tego, że póki co Anna trzyma Ziemię za jajka.

– Jeśli Tyler będzie konsekwentny to rozejdzie się z Lisą chwilę po tym, jak ta zacznie go przekonywać, że Przybysze są niefajni.

– A tak w ogóle to ta gwiazda dziennikarstwa nie śpiewała kiedyś w Just 5? :)

– Oj, czarny jaszczurze, mówi się: come with me if you want to live!

– Końcówka tym razem mniej cliffhangerowa niż poprzednich odcinków. No ale skoro mamy już Szóstą Kolumnę to tylko czekać aż pojawią się Siódma, Ósma itd. i sytuacja się zagęści.

***

Glee, 1×15

– Asiek. Weź i nie czytaj, co? 😛

– Och, a więc to w końcu ten odcinek madonnocentryczny, o którym mówiono już parę miesięcy temu. Podobno było na co czekać.

– No więc skoro wszystko wskazuje na to, że za chwilę usłyszę gleekową wersję „Like a Virgin”, to z tej okazji mały filmik:

– A skoro już zacząłem wklejać filmiki, to jeszcze jeden, który przyszedł mi do głowy a propos czepiania się przez Sue fryzury Willa:

Tak naprawdę to wymyślił 25 docinków (gdy mu krzyknęli, że już 14 to tak naprawdę było ich 19), ale i tak powinien się cieszyć, że koleś nie trafił 60.

– Hłe hłe – Pantera, męski odpowiednik Madonny. Will powinien się zgodzić na prośbę Finna.

– ŁAŁ, jaka Madonna :) Ale, ale, droga Sue, Madonna w „Vogue” AFAIR nie miała nic pod tym koronkowym body 😛

– Rach w tej jasnofioletowej pelerynce wygląda jakby chciała odlecieć na Krypton a nie stracić cnotę.

– Zdecydowany tekst odcinka: „No dalej, wyjdź, żebyśmy mogli o tym pogadać albo zaśpiewać”.

– Willa widzę, że nie nauczono, że nie stawia się butów na stole, bo to przynosi pecha. Z drugiej strony, on i bez tego sporo pecha ma, więc chyba wsio rawno.

– Zaiste, świetny odcinek. No i przy okazji potwierdził to, że „Glee” rządzi, gdy skupia się na muzyce, a zawodzi, gdy odstawia ją na bok dla fabuły.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl