Podać rękę diabłu [Shake Hands with the Devil]

Filmów o ludobójstwie w Ruandzie jest całkiem sporo, a ja je w końcu wszystkie obejrzę, bo nie wiedzieć czemu temat Afryki jest mi od dłuższego czasu bliski. Nie wiem co mnie w nich przyciąga, ale trzymają mnie przed ekranem choć głównie opowiadają o przerażających wydarzeniach, których świadkiem był Czarnym Ląd. W tym konkretnym przypadku chodzi o masowe mordy prawie miliona osób, które miały miejsce w zaledwie sto dni, czyniąc to wydarzenie bezprecedensowym w najnowszej historii. Jak już wspomniałem, filmowcy kilka razy brali się za rogi z tym bykiem w wyniku czego powstały takie filmy jak „Hotel Ruanda„, „Strzelając do psów„, „Czasem w kwietniu”, „Un dimanche a Kigali” czy dokumentalne „Duchy Ruandy”. „Podać rękę diabłu” to kolejny z filmów podejmujących ten trudny temat.

Film oparty został na bestsellerze autorstwa Romeo Dallaire’a, który był dowódcą sił pokojowych ONZ, które bezczynnie przyglądały się krwawej masakrze wykonując rozkazy ludzi, którzy nie chcieli dostrzec powagi sytuacji. Nie chcieli, bądź mieli ją gdzieś. W wyniku czego prawie milion istnień ludzkich zostało wymordowanych na oczach świata, który nie zrobił nic, aby stało się inaczej. ONZ odwróciło się plecami zostawiając bezsilnych żołnierzy dowodzonych przez Dallaire’a, a Stany nie miały najmniejszego zamiaru, aby w Ruandzie powtórzyło się Mogadiszu, gdzie niecały rok wcześniej amerykańskie wojska wplątały się w somalijską wojnę domową („Helikopter w ogniu” Ridleya Scotta).

No i cóż tu więcej pisać. Film nie należy do przyjemnych w odbiorze, ale też nie ma w nim nadmiernej emanacji przemocy, bo i bez tego jest wystarczająco wstrząsający. To raczej zapis bezsilności żołnierzy i ich dowódcy postawionych w sytuacji bez wyjścia (szczególnie w sytuacji, w której ostrzegali przełożonych, że do ludobójstwa może dojść lada dzień). Oczywiście jest tu kilka mocnych scen i zapadających w pamięć obrazów, ale reżyserowi Rogerowi Spottiswoode’owi udało się przezwyciężyć pokusę wstrząsania za wszelką cenę i zachować szacunek dla ofiar tego ludobójstwa. Zresztą jakiejkolwiek próby zrobienia z tego czegoś innego niż hołdu dla ofiar i przestrogi dla świata, który i tak jej nie posłuchał (Darfur) byłoby po prostu nieprzyzwoite.

Niektórzy mówią, że to najlepszy kanadyjski film, jaki kiedykolwiek powstał. Być może, nie widziałem wiele kanadyjskich filmów (o ile w ogóle jakie). Całość kręcona była w oryginalnych lokacjach i trzeba przyznać, że ruandyjskie wzgórza robią piękne wrażenie na ekranie. Tym bardziej kontrast z tym, co ludzie „uczynili z tą krainą” jest bardziej dosadny. Gdybym zaś miał się czepiać, to przyczyniłbym się Roya Dupuisa, który zagrał Dallaire’a. Nie przekonał mnie lekko mówiąc. No ale czego się spodziewać po facecie z serialowej „Nikity”…

Nie da się jednak ukryć, że jeśli chodzi o filmy podejmujące ruandyjską tematykę, to jest tak, że wystarczy obejrzeć jeden i to tak, jakby obejrzeć je wszystkie. Gdybym miał wybierać spośród już obejrzanych, to z pewnością wybrałbym „Hotel…” (tytułowy hotel pojawia się i w „Podać rękę diabłu”), ale też jego widziałem jako pierwszy. Warto jednak rzucić okiem na „Podać…”, bo po pierwsze w przypadku „Hotelu…” nikt nie prosił Dallaire’a o konsultację (zagrał go tam Nick Nolte, który dostał zupełnie inne nazwisko) stąd wiele ciekawych informacji siłą rzeczy umknęło, a po drugie widać tu konflikt oczami innej strony zaangażowanej w te wstrząsające wydarzenia.
(760)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.