While She Was Out

A miało być tak pięknie. Trailer rozbudził nadzieję na solidną dawkę posoki tryskającej spod zabójczych rąk gospodyni domowej o blond twarzy aniołka. Wiadomo było, że fabuły nie będzie, scenariusza nie będzie, zaskakującego zakończenie nie będzie, ale za to krew delikatną mgiełką zasnuje ekran i nikt nie będzie się przejmował brakiem fabuły, scenariusza i zaskakującego zakończenia. Niestety, rację mieli ci, którzy twierdzili, że to film z gatunku „trailer lepszy od filmu”.

Choć jak się tak zastanowić to z grubsza większość trailerów jest lepsza od filmu… No ale sami powiedzcie, czy to nie wyglądało smakowicie:

Terroryzowana przez męża gospodyni domowa (Kim Basinger) wyjeżdża na świąteczną przejażdżkę do centrum handlowego. W poszukiwaniu spokoju błądzi pomiędzy półkami supermarketowymi dumając, jakie to ma smutne życie, w którym jedynym promyczkiem jest dwójka jej dzieci. Zamiast spokoju, terroryzowana gospodyni domowa znajduje czterech opóźnionych umysłowo pojebów (nadinterpretacja), którzy na jej oczach zabijają supermarketowego ochroniarza. Gospodyni sru w samochód i noga. A opóźniona w rozwoju czwórka za nią.

No właściwie to już wszystko napisałem. Miało być, ale nie było. Zaczyna się bardzo powoli, ale nawet nawet udało mi się wczuć w świąteczny klimat filmu, bo czekałem na rozpierduchę. Potem zaczęło się wyjątkowo dłużyć i człowiek zaczął zwracać uwagę na rzeczy typu: „tyle samochodów przed centrum handlowym a w środku pucha” i: „tyle samochodów przed centrum handlowym a tu nagle nie ma ani jednego suddenly”. Ale wszystko to nic, bo za chwilę miała być krwawa rozpierducha kto wie, może i w stylu „Wolf Creek” albo i jeszcze lepiej. Wyjątkowo niepokojąco zaczęło być, gdy czwórka oprychów zmniejszyła się do trójki w zupełnie niespektakularny sposób, ale to nic, w „Wolf Creek” trzy osoby wystarczyły do rozpierduchy. No a potem to już niestety zupełnie nudno było, bo ile można się gonić po lesie i łomotać oprychów niczym faceta w masce w „Krzyku”. Kim Basinger nie przekonała mnie nic a nic i w pewnym momencie zacząłem się zastanawiać, czy ona psychiczna była od początku, czy to tylko w wyniku stresu. A pod koniec to przysnąłem nawet na parę ułamków sekund, ale nie sądzę, żebym stracił przez to coś niespodziewanego. Większa szansa, że przegapiłem w ten sposób parę fragmentów wzbudzających uśmiech politowania.

No a jeśli ktoś spodziewał się innego zakończenia, to jest dziwny. 2+(6). Niestety :(
(715)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.