Żołnierze kosmosu 3 [Starship Troopers 3 – Marauder]

Johnny Rico, powraca…

Chciał(a)byś wiedzieć więcej?

Johnny Rico (Casper Van Dien), bohater wojny z Robalami korzysta z uroków zasłużonej emerytury u boku żony i trójki dzieci. Kiedy Robale porywają jego najmłodszą córkę, żądając okupu w wysokości tryliona dolarów, Johnny jeszcze raz będzie musiał włożyć swój wysłużony mundur, chwycić w dłoń wierny karabin i ruszyć na prywatną wojnę z Robalami-porywaczami.

Chciał(a)byś wiedzieć więcej?

Żartowałem 😉

Pomimo schwytania Robala-Mózgu, wojna z Robalami wcale się nie skończyła (nie wiem, co się działo w drugiej części i nie chcę wiedzieć; dla mnie ta jest druga). Do uwolnienia od krwiożerczych Robali zostało jeszcze wiele zasiedlonych przez nie planet. I choć działania Federacji w temacie eksterminacji robactwa nie wszystkim się podobają, to Federacja się tym nie przejmuje i prowadzi bezustanne działania wojenne. Jeśli zaś chodzi o Johnny’ego Rico, to w jego życiu wiele się nie zmieniło – wciąż biega z karabinem na pierwszej linii ognia. Już jako pułkownik.

Chciał(a)byś wiedzieć więcej?

No więc, jak to mówią, z dużej chmury, duża kupa. No może troszeczkę przesadzam, ale niewiele. Ludzie mówią, że trójka jest gorsza od jedynki i lepsza od dwójki, a to oznacza, że moja decyzja o nieoglądaniu sequela była słuszna, bo skoro jest gorszy od części trzeciej to już naprawdę musi być z nim źle.

Nie spodziewałem się żadnych cudów. Właściwie to niczego się nie spodziewałem, choć trailer pamiętam, że mnie zachęcił, a i powrót do Johnny’ego uznałem za oznakę pójścia do lepszego. Oczywiście to nie tak, jakby do filmu po przerwie wrócił Al Pacino, ale zawsze to przyjemniej patrzeć na znajome twarze z ulubionego filmu niż w całości nową obsadę. No z tymi „twarzami” to przesadzam, bo stary był chyba tylko Rico… Tak czy siak oczekiwań nie miałem żadnych, więc film miał dobry start, bo gdyby był do kitu, to uznałbym, że przecież nic dziwnego, a gdyby był jakimś cudem dobry, to i moja radość z seansu byłaby większa. No, ale był do kitu.

Chciał(a)byś wiedzieć więcej?

„Żołnierze kosmosu 3” przez cały czas sprawiają wrażenie teatru telewizji. Całość jest bardzo statyczna, teatralna i sztuczna. Zupełnie tak jak gdyby zamiast plenerów były zmieniane dekoracje. Pełno tu blueboxów i wygenerowanych komputerowo krajobrazów. Robale też w całości (na moje oko) wyszły spod palców grafika komputerowego, któremu na dodatek dano do obsługi maszynę z ubiegłego wieku. Of koz specjalistą od tego typu rzeczy nie jestem, ale oglądając film właśnie takie miałem wrażenie, że na efekty nie zostało dużo kasy. W ogóle cały film wygląda na relatywnie tani i tak sobie myślę, że jego twórcy (choć wyreżyserował go i napisał nie byle kto, bo facet odpowiedzialny za pierwszych „Żołnierzy kosmosu” i „Robocopa”) mieli do wyboru zrobić film klasy B, albo „Żołnierzy kosmosu” klasy B. Wybór byl oczywisty, drugi tytuł dawał nadzieję na widzów, którym jedynka przypadła do gustu… Łypnąłem do IMDb, 20 milionów dolarów poszło na ten film. W sumie nie wiem czy to dużo czy mało, ale ja tych 20 baniek nie widziałem i tak.

Ogólnie trzecia część ma dużo wspólnego z jedynką, ale wszystko to zrobione tu zostało gorzej. Są telewizyjne wstawki z życia Federacji, ale nawet po nich widać, że nikt sie nie postarał, żeby rozwinąć skrzydła. Są krwawe rozwałki od czasu do czasu, ale brak im polotu i są zrobione na odwal sie (a i tak za wiele nie widać; co najwyżej zza węgła wylatuje oderwana głowa). Są teksty z części pierwszej, ale brzmią tu maksymalnie sztucznie. Są gołe baby, ale… no nawet nie, gołe baby z reguły zawsze są fajne 😉 Scenariusz im dalej tym bardziej bzdurny i doprawdy trzeba mieć dużo samozaparcia, żeby zdzierżyć niektóre bzdury (choć ogólnie twist i jego powiązanie z jedynką jest całkiem ok), a finał jest tak wyjątkowo mało efektowny, że strach.

Ogólnie to trójki nie ma po co oglądać. Popłuczyny to mało powiedziane. Może, gdyby budżet był większy, to dałoby się coś z filmu wyciągnąć, a tak, to mamy typowe kino klasy B, zahaczające momentami o klasę C.
(647)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl