Niemy świadek [Mute Witness]

Grupa filmowców kręci w Moskwie horror. Po zakończeniu kolejnego dnia zdjęciowego, przypadkiem na planie zostaje zamknięta charakteryzatorka, która szybko odkrywa, że gdy na planie kończą się zdjęcia do jednego filmu, to rozpoczynają się do drugiego, całkiem innego. Film jest na tyle przerażający, że nasza wyjątkowo sympatyczna bohaterka niejeden raz ma ochotę krzyknąć. No, ale jest to lekko utrudnione, gdyż bidulka jest niema.

„Niemy świadek” to film dwóch części. Pierwsza (niestety krótsza) jest absolutnie genialna, natomiast w części drugiej film zamienia się w farsę, która zła nie jest, ale po wspaniałym początku pozostawia duży niedosyt. Akcja bowiem nabiera momentami slapstikowego tempa i gmatwa się tyle razy, jakby reżyserowi płacili od twista. A przecież czasem lepiej dać jeden a dobry niż dziesięć i takich sobie. Z drugiej jednak strony nie było za bardzo okazji do pociągnięcia tej lepszej połowy na cały film i to jest główny jego problem.

Tak czy siak pierwsze 40 minut rządzi. Uwielbiam takie filmy, w którym dzięki prostemu pomysłowi udało się uzyskać świetny efekt. Tutaj, pomysłem tym jest fakt obwieszczony przez tytuł – główna bohaterka jest niema. I tyle. Proste, ale ile daje możliwości. Bo choć nie ma szans, żeby bohaterka zdradziła się krzykiem przerażenia, gdzie też się schowała, ale z drugiej strony o pomoc też nie uda jej się zawołać. A że całość osadzona jest na starym i zaniedbanym planie pełnym zakamarków, tajemniczych miejsc i jeszcze bardziej tajemniczych rekwizytów, to pole do popisu jest duże. A że wszystko to zostało wykorzystane do maksimum, to nie mam wątpliwości. Do kolekcji mamy tryskającą krew, poćwiartowane ciała i tego typu niespodzianki, więc nie wiem czego by można chcieć więcej. Przez te 40 minut to typowy film z gatunku „thriller, który Amerykanie dostrzegą i dadzą kasę na remake” – coś jak „Spoorloos” czy „Nattevagten”. I rzeczywiście, trochę się naczekał, ale jeśli wierzyć IMDb w 2009 czeka nas remake.

I wszystko byłoby cudownie, gdyby nie ta druga połowa. 4+(6). Ta lepsza część filmu, to moim zdaniem absolutne must see.
(564)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.