„Planet Terror”

Zamiast recenzji, kolejna inteligentna rozmowa gambita ze moi:

gambit:
Potwierdzilo sie jak dla mnie – film Rodrigueza bije „Death Proofa” swiezoscia, pomyslami i humorem. Po „PT” ma sie wrazenie, ze Tarantino cholernie zramolal. Jednak obiektywnie dobrze, ze dzielka sa tak zroznicowane, razem musialy naprawde miazdzyc.

Quentin:
Kurde, a ja się trochę wynudziłem. Sam nie wiem, co myśleć o tym wszystkim.

I OD TEGO MOMENTU JUŻ MOGĄ TRAFIĆ SIĘ SPOILERY. A RACZEJ NA PEWNO SIĘ TRAFIĄ. I TROCHĘ PRZEKLEŃSTW, KTÓRE ŚWIADCZĄ O NASZEJ KULTURZE I WYCHOWANIU!

gambit:
Podejrzewam, ze rozszerzenie tych filmow bylo poronionym pomyslem i w krotszych wersjach sprawdzaly sie tiptop. Ale w PT mi juz same efekty strzalow, krwi i walki na noze wystarczaja. Do tego naprawde sympatyczne postacie i chyba mamy jeden z najlepszych (najfajniejszych moze jednak w tym przypadku) filmow Rodrigueza w ogole. Zreszta, wystarczy, ze sobie przypomne El Wray’a na tym motorku i mi sie humor poprawia – pamietnych scen bylo tam nadzwyczaj duzo, w tym jedna, ktora znajac wspolczesne kino mnie zaskoczyla ogromnie; dzieciak, wbrew temu co sie wydaje, rozwala sobie glowe po dwudziestu sekundach. W porownaniu z DP – Tarantino, wyprany zupelnie z pomyslow, sili sie na zabawe z dialogiem, a Rodriguez kipi pomyslami i czuc u niego radosc z tego co robi. Zapewne jak DP na swiezo powtorze, to napisze co innego;)Aha, no i PT moze rzeczywiscie uchodzic za oddzielny film, ktory ktos chcialby zrobic w oderwaniu od calej idei „Grindhousa”. DP imho samodzielnie, bez swiadomosci tej drugiej istniejacej noweli, slabiutko.

Quentin:
Najgorsze, że nie wiem czego niby w PT było więcej niż w oryginale i nie wygląda mi na to, żeby było tego dużo. Z drugiej strony dawno oryginał oglądałem. Tak czy siak ani razu nie miałem wrażenia „łoo, tego nie było!”

> Ale w PT mi juz same efekty strzalow, krwi i walki na noze wystarczaja.

Oj tak. Z drugiej strony koszmarne te efekty działania gazu. Jakby ktoś w Paincie malował na bieżąco. A już Bruce pod koniec to jawne przegięcie. I nie dam sobie tego wytłumaczyć tym, że „to miało być tandetne”.

> Do tego naprawde sympatyczne postacie

Quentin niesympatyczny. Mogli go wyciąć w pizdu. I ten aktor grający El Wraya jakiś taki z innej bajki. No, ale sporo sympatycznych „odkurzeń”. Fahey, Biehn, Savini (no tu to raczej ciężko o odkurzeniu pisać), oryginalny Desperado.

> dzieciak, wbrew temu co sie wydaje, rozwala sobie glowe po dwudziestu sekundach

Tak się miałem pytać czy oglądałeś film do po napisach, ale chyba nie 😉 No chyba, że uznać jedyną możliwą interpretację tej sceny po napisach przy założeniu, że podziało się tak jak pod zarotowanym. No i oczywiście opcja „dla jaj” :)

Nawiasem mówiąc mamusia szybko doszła do siebie i już po chwili rwała Wisienkę

> W porownaniu z DP – Tarantino, wyprany zupelnie z pomyslow

A mnie się teraz wydaje, że DP lepszy. To kipienie pomysłami i zabawę czułem za pierwszym obejrzeniem PT a teraz już nie. Nie miałem ani przez chwilę tego uczucia „no, to teraz będzie jatka, jupppi”. Może dlatego, że cały czas prawie była 😉

gambit:
> Najgorsze, że nie wiem czego niby w PT było więcej

Cholera, a mialem Ciebie pytac. Zastanawialem sie dlugo, ktore sceny moglyby byc dodane i nie widze tego, a imdb chyba jeszcze nie ma dzialu alternate versions do tego filmu.

> nie dam sobie tego wytłumaczyć tym, że „to miało być tandetne”.

No wlasnie jest cienka granica pomiedzy tym, co mozna zwalic na barki „Grindhouse”, a czego nie. Bo zdaje sie nie wszystkie te horrory byly celowo jako totalna chujówka robione, jakies granicy byly. Ale to Ty w tym siedzisz:)

> Quentin niesympatyczny. Mogli go wyciąć w pizdu.

Mogli. Za dlugo byl i jakos nie mogl wejsc w rytm. I juz mnie lekko wkurwia, ze jest taki przewidywalny. „Ava Gardner” – nie sadze, zeby Rodriguez te fragmenty pisal.

> I ten aktor grający El > Wraya jakiś taki z innej bajki.

No niby tak, ale sporo filmow z nim widzialem, a tu podobalo mi sie, ze nie rozgryzlem tej postaci od razu. Na poczatku wygladal na barowego dupka, a potem z kazda scena dochodzil do swego prawdziwego wcielenia:)

> No, ale sporo sympatycznych „odkurzeń”.

Mordy znajome przez caly film, zwlaszcza z Saviniego sie ucieszylem, fajne momenty zreszta dostal :)

> Tak się miałem pytać czy oglądałeś film do po napisach, ale chyba nie 😉

Teraz zobaczylem. Hmm, mysle, ze Rodriguez mimo wszystko bal sie, ze przegial i pokazal wprost, ze to tylko film. Zachowawcze lekko.

[…]Ta blondi najlepiej samochod otwierala:)

> A mnie się teraz wydaje, że DP lepszy.

Po zastanowieniu uwazam, ze to dwa swietne, zupelnie inne filmy, ktore pokazuja rozne oblicza tego kina, przy czym DP jest imho daleko za ambitny jak na grindhousowe filmy, o ktorych slyszalem, chociaz nie znam ich specjalnie. I teraz pytanie, ktore mnie gnebi: jak bardzo trzeba miec najebane w mozgu, zeby majac te dzialka w zamierzonej postaci w kinach, pozwolic im zarobic tylko 11 baniek i to na rzecz naprawde przecietnych filmow, ktore w tamtym okresie byly do wyboru…

> Nie miałem uczucia „no, to teraz będzie jatka, jupppi”.

Ja sie jakos wkrecilem w klimat, jak El Wray szedl z nozami po szpitalu, to moglby dla mnie ciac godzinami. Dodatkowo naprawde bawily mnie dialogi:)

Quentin:
Gdzieś parę dni temu sprawdzałem i wyszło mi, że ledwo z minutę jest więcej, ale nijak nie wiem jak to liczyłem i na jakiej podstawie. Z drugiej strony GH ma 191 minut, PT 105 – w PT był „Machete” i napisy czyli to równoważy wszystkie trailery w GH… Zostaje z 70/80 minut na DP – całkiem możliwe, że PT jest w takiej wersji jak był w GH.

> Ale to Ty w tym siedzisz:)

Z tym kinem grindhouse’owym to po mojemu mało kto u nas w nim siedzi, a ja to już na pewno nie – albo siedzę a nawet nie wiem :) Mamy za sobą całą erę video, w której szity ze Stanów były prawdziwymi hitami, więc mamy inne spojrzenie na temat i bez poczytania mądrych książek nie się co wypowiadać na temat :) Ja to widzę tak – z idei grindhouse’owych kin wzięli sobie koncepcję napierdalanki bez hamulców i bez cenzury i tyle. Ale budżet GH był nieporównywalnie większy niż największego grindhouse’owego shitu i z tego względu o ile mogli sobie pozwolić na szmirowatą momentami akcję, to jednak na marne efekty to już nie bardzo, bo kasa do czegoś zobowiązywała. I albo robią shit od początku do końca, albo stylizują swoje filmy na shit, ale profesjonalnie zrobiony. Dlatego nie kupuję tych gównianych zombie-efektów pod żadnym tłumaczeniem. Są gówniane i tyle. Albo strasznie mnie końcówka wkurzyła gdy rozpieprzają łeb mutantowi z wulkana czy jak tam się to działko nazywa. Cięcie, trup pada i ma cały łeb. Za to Rose w ostatniej scenie na zbliżeniu wygladała prześlicznie, ale to tak BTW :)

> zwlaszcza z Saviniego sie ucieszylem

Zawsze się zastanawiam jak go widzę czy maczał paluchy w efektach czy nie i do tej pory nie wiem. Choć sądząc po tej scenie z rozrywaniem, to chyba nie bardzo, bo nawet się nie umywa do tego, co tworzył Savini prawie 30 lat temu w „Day of the Dead”. Z drugiej strony dziwne, żeby nie krzyknął „ej! źle to robicie!”.

> mysle, ze Rodriguez mimo wszystko bal sie

I tak nikt nie doczeka do końca :) W trivii masz trochę na ten temat. To w ogóle oryginalny syn Rodrigueza jest :) Ewentualnie można to rozumieć jako: oni wszyscy nie żyją. Z drugiej strony znajdź mi horror (no przesadzam oczywiście, nie szukaj :) ), który kończy się bez takiego”mrugnięcia”.

> Ta blondi najlepiej samochod otwierala:)

Ale jak ona „zębami” ten samochód odpaliła to ja jestem ksiądz. Ogólnie to miała farta, że automat, aż dziwne, że się nie przypierdalasz jak w PB, że scenarzysta w każdej chwili może znaleźć brakujący przewód wentylacyjny :)

> I teraz pytanie, ktore mnie gnebi […]

Wiesz, drugiego grindhousowatego filmu nie widać natomiast po „Blades of Glory” pokazał się „Balls of Fury”. Współczesny widz to idiota.

Tak, wiem, podobało Ci się „Blades…” ale opinii nie zmienię jedynie przez wzgląd na sympatię do Ciebie 😉

> jak El Wray szedl z nozami po szpitalu, to moglby dla mnie ciac godzinami.

Ba, takie sceny to oczywiste, że mogą trwać i trwać. Choć mam wrażenie, że QT by to w jednym ujęciu skręcił :) Tak czy siak masę jest takich scen, które są kwintesencją kinowej adrenaliny. Serce od razu mocniej bihe, gdy się otwiera winda a tam czwórka uzbrojonych po zęby bohaterów.

> Dodatkowo naprawde bawily mnie dialogi:)

No bo były zajebiste. Choć nie tak zajebiste jak w „Boa Vs. Python”:

„Niech się pan obmyje, ma pan resztki wątroby na policzku”.
„Po co ci jego boa i moje implanty?”
„- Czy to ciało numer 6? – Nie, to resztki ciał numer 2, 3, 4 i 5”
itd. :)

gambit:
> Ale budżet GH był nieporównywalnie większy niż największego grindhouse’owego shitu

Jest w tym jakis falsz, ze cyfrowe psucie obrazu kosztowalo pewnie wiecej, niz kiedys caly taki film:)

> Albo strasznie mnie końcówka wkurzyła

A ja lykalem to wszystko i jednak nie polemizowlem z ludzmi, ktorzy zrobili sobie swietna wymowke, zeby powiedziec: tak mialo byc:)

Ogolnie koncowka od czapy mi sie wydawala, zastanawiam sie do czego nawiazywal z tym wszystkim.

> żeby nie krzyknął „ej! źle to robicie!”.

Pewnie na planie to mimo wszystko zajebiscie profesjonalnie wyglada i jest w szoku :)

Ale Biehn to sie postarzal. Nawet nie wiem, czy bym go poznal, jakbym nie wiedzial. Inna rzecz, ze Biehna mi sie bardzo trudno zawsze poznawalo.

> …że scenarzysta w każdej chwili może znaleźć brakujący przewód wentylacyjny :)

Hehe, no zupelnie inna konwencja, tu ma byc wszystko przejaskrawione i nielogiczne:) Wbrew pozorom tak na bezczela przejaskrawiac, to trzeba umiec, zrobic to ze smakiem, tak zeby widz wiedzial, jaka filmowa bzdure rezyser chce w tym momencie podkreslic. PT to film, w ktorym wlasnie mozna bylo posciel L-shape wrzucic. Zastanawiam sie wlasnie, czy przy „PT” „Hot Fuzz” duzo traci, czy nie.

> Tak, wiem, podobało Ci się „Blades…”

„Blades…” jest fajne na divxa, nie widze siebie w kinie na tym. Zreszta na esensji dobre recki dostal;) Ale Grindhouse to wlasciwy wybor nawet ze wzgledow ekonomicznych, po prostu ktos tam amerykanca w kinie zajebiscie duzo zaoferowal.

> Tak czy siak masę jest takich scen, które są kwintesencją kinowej adrenaliny.

Albo jak cala ekipa z gunami jedzie, a na motorynce prowadzi ich El Wray:)

> No bo były zajebiste. Choć nie tak zajebiste jak w „Boa Vs. Python”:

Zdolnosc przetrwania takich beznadziejnych filmow to Twoj bezuzyteczny talent nr 22;)

Quentin:
A tak w ogóle, póki pamiętam, to rzuciło mi się w jakimś artykule w oczy, że Rodriguez tłumaczył ideę kina grindhouse tak, że wsadza się tyle seksu, przemocy, pomysłów ile się chce i nie martwi o cenzurę. Jakoś te marne próbki nagości Rose nie przekonują mnie do tego, że tak powsadzał tam wszystko, co by chciał. A zresztą, przecież mógł byle jaką aktorkę wziąć, co by cyckami się nie bała świecić parę razy (dwie laski w „Hatchet” (polecam) były fajne w tym temacie 😉 ), bo co to za róznica taka czy i tak średnio znana Rose.

> zastanawiam sie do czego nawiazywal z tym wszystkim.

A pewnie do filmów typu: o takich

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.