[„Ils” aka „Them”]

Właśnie przeczytałem entuzjastyczną recenzję wspomnianego w tytule filmu i przypomniałem sobie, że oglądałem go ostatnio. No to może dwa słowa na temat tak entuzjastycznie („Acclaimed on the festival circuit since last year, THEM (ILS) is a model of simplicity in filmmaking and storytelling that also happens to be one of the most frightening films in recent memory.”) zrecenzjowanego filmu.

Matka z córką wracają sobie nocą przez rumuńskie bezdroża. W trakcie drogi zmuszone zostają do zatrzymania się (zabijcie mnie, nie pamiętam dlaczego; pewnie wyskoczyło im coś przed samochód albo benzyna się skończyła), które to zatrzymanie nie kończy się najlepiej. Tymczasem na drugi dzień poznajemy mieszkającą w pobliżu tego zdarzenia Clementine, którą wkrótce również nie spotka nic miłego.

Boszsz, Q, drętwiej się już nie da? Dlaczego zawsze bierzesz się za pisanie, gdy chce ci się spać i na dodatek jesteś wkurzony?

Zostało mi polecone, obejrzałem, zapomniałem. Film nie jest zły, ale też wcale nie jest taki rewelacyjny jak to było zachwalane. Że film wygrzebali krytycy, że doprowadzili do kilku pokazów w Stanach i że w ten sposób zrobił jako taką karierę, a jego reżyserowie, panowie Palud i Moreau zostali zgarnięci do Hollywood i pozwolono im nakręcić remake innego mocno przecenianego filmu – „The Eye” braci Pang (szkoda tylko, że uznano, iż ich remake należy przemontować i parę rzeczy dokręcić, a na dodatek, że wcale nie muszą być przy tym obecni…). Trzeba szczerze przyznać, że mieli sporo szczęścia, bo „Ils” po naprawdę świetnym i „straszącym” początku dalej jest już schematyczny przez większość czasu. Zresztą trudno, żeby było inaczej, bo nie jest to jakaś skomplikowana fabuła a na dodatek nic nie przeszkadza w jej rozwoju, bo żadnych niepotrzebnych wątków tu nie ma. Wszystko prowadzi do rozwiązania, któremu siły dodaje informacja z początku filmu, że to, co zobaczymy oparte jest na prawdziwej historii. Choć ja dość sceptycznie jestem do niej nastawiony.

Nie idzie mi pisanie, więc się teraz ograniczę do skopiowania dyskusji na temat opisywanego filmu. Się będę… Sori za brak ogonków.

rs:
[…] bawia sie z widzem elementami znanymi z horroru jak i thrillera lamiac pewne zasady

Moi:
Które konkretnie? Nie zebym byl jakims super hiper mastahem, ale z grubsza za kazdym razem udalo mi sie przytkac uszy na sekunde przed BUM. Przytykam, bo nie lubie BUM.

rs:
bylo moze tylko pare glosnych momentow. no bo chyba wlaczenie telewizora nie jest BUM, nie? scena z lustrem w ktorj w kazdym przyzwoitym horrorze cos powinno przebiec albo w odbiciu albo za plecami.

Moi:
Ale ja nie mówię, że było ich dużo. Mówię tylko, że dość schematyczne były.
Poza tym wiesz:
– każdy podejrzany odgłos sprawdzaj skąpo ubrana
– w domu ktoś grasuje, jeśli jesteś w grupce kilku osób koniecznie się
rozdziel
itd.

> lustro

No to jedna a obok nich masz:
– dziewczyna przerażona patrzy w szyby samochodu: dziewczyna w kącie kadru reszta kadru szyba – wiadomo, ze za chwilę coś w nią pacnie albo pojawi się jakiś ryj
– kobitka patrzy przez dziurkę od klucza…
– facet wygląda przez okno, odwraca się do kobitki i mówi, że nic nie widzi, odwraca się z powrotem do okna…

rs:
no to co bys chcial, zeby oni „inkwizycje miekkimi poduszkami robili”? jakby nie bylo, jest to horror/thriller. musi poslugiwac sie
okreslonym slownictwem.

Moi:
Ano, pełna zgoda. Z tą różnicą, ze wg mnie za mało było tego łamania reguł, żeby mówić o nich na samej górze recenzji. Cały film jest schematyczny, od czasu do czasu zdarzają się wyjątki od tego schematu, ale nie na tyle, żeby wywlekać je na pierwszy plan. Dużo lepiej to w „Motelu” rozegrali i tam rzeczywiście to łamanie zasad determinuje cały film. A w „Ils” jest rzadkim wyjątkiem. No, ale to w sumie nie jest wina filmu, ot taki gatunek, nie da się nic wymyślić niestety. […] Średnio wierzę w to „na faktach” choć nie mam żadnych konkretnych podstaw, żeby w to nie wierzyć.

rs:
dlaczego niby nie? minely juz czasy tych exploitow z lat 70tych, kiedy taka wiadomoscia robiono widzom wode z mozgu. zapytalem tych co powinni wiedziec. moze wygrzebia jak bylo.

Moi:
Ot tak, na czuja. Tak samo jak i „Wolf Creek” jest oparty na faktach. To i zaraz się okaże, że „Hostel” też na faktach. Po prostu myślę, że takie postawienie sprawy „film oparty na faktach” w łatwy sposób dodaje filmowi tego czegoś, czego o tej porze nie umiem zdefiniować :)

rs:
no ale wlasnie na tym bazowaly exploity z tal 70tych. daleko, daleko za siodma gora i za dziewiata rzeka, a dokladnie we wspolrzecznych geograficznych X i Y, zylo sobie stadko kanibali i o godzinie 19:27 szostego lipca 1977 roku zwalil im sie na sam srodek placu apelowego smiglowiec z apetyczna zaloga., w sklad ktorej wchodzili …. znowu nie mozna generalizowac. niektore filmy sa oparte na faktach, niektore sa mniej lub bardizej wiernym przedstawieniem faktow inne biora z faktow inspiracje. chyba to o czym piszesz to to, ze realizatorzy maja nadzieje, na zwrocenie wiekszej uwagi, wywolanie wiekszych emocji jesli powiedza, ze taka historia miala naprawde miejsce. moze tez oczekuja odrobiny poblazliwosci, jesli im sie cos sypnie w skrypcie, bo wiadomo ze zycie
pisze dosc dziwne rzeczy.

Moi:
Ogólnie taki film większe wrażenie wywiera. Przynajmniej teoretycznie. Taka sama historia bez info „based…” po jej obejrzeniu mże co najwyżej wywołać myśl „uff, dobrze, że to tylko film”. A po takim info nawet jak nakręcą film o krwiożerczych krowach to już się tak nie pomyśli.
Zwykło się mówić, tak jak zresztą wspomniałeś, że życie pisze najlepsze scenariusze, które scenarzystom by do głowy nie przyszły. Owszem, przyszłyby bez problemu, ale nikt by nie uwierzył, że to możliwe i najwyżej prychnął „co za bzdura”. Dlatego prawdziwe historie (nawet najbardziej nieprawdopodobne, pierwsza z brzegu: kolo ogłasza w necie, że szuka kogoś, kto da się zjeść itd. znana historia, już się dwóch filmów zresztą doczekała) wywołują większe emocje i czasem przerażenie w jakim świecie my żyjemy – nie ma co ufać sąsiadowi, bo dziewicami wieprzki karmi – bo odpada element niewiary. I dlatego dodając „based on…” niweluje się na starcie tę różnicę. Przynajmniej do czasu, gdy się nie wyda, że większość się zgadza tylko że nie w Rumunii, ale na Węgrzech, nie ***, ale psychicznie chory i nie zabił tylko chciał zabić. A w ogóle to mu się śniło tylko.

4(6)
(520)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.