„Sezon na słówka” [„Bee Season”]

Jedenastoletnia Eliza robi karierę w konkursach ortograficznych. Talent ortograficzny szybko dostrzega jej ojciec, natchniony naukowiec i postanawia wziąć córkę w obroty i przygotować ją do następnych konkursów, a także do… Nie, nie. Do żadnych zboczeństw.

Inaczej sobie wyobrażałem ten film. Nie wiem do końca jak, ale z pewnością inaczej. Wydawało mi się, że to historia rodem spod pióra Sylvestra Stallone, czyli opowieść o kimś, kto jest cienki w tym, co robi, aż tu pewnego dnia wszystko zmienia się diametralnie. Ktoś bierze się w garść, zaczyna trening i na końcu pokonuje odwiecznego rywala z IVb. Tymczasem nic takiego w „Bee Season” nie było. Ani przez chwilę.

Nie przepadam za Richardem Gere, który gra ww. ojca. Nie lubię go wręcz, dlatego żeby spodobał mi się film, w którym wystepuje, to musi to być po prostu dobry film – wtedy na Ryśka uwagi nie zwracam. W przypadku „Bee…” było dziwnie, bo film mnie zanudził, ale Gere nie przyłożył się do tego mojego znudzenia. Czyżby więc na stare lata skończyła mi się awersja na niego? kto wie, kto wie. W końcu ma dużego plusa za „Shall We Dance”.

„Bee Season” to film obyczajowy o rozpadzie zdawałoby się świetnej rodziny. Tyle, że jak wiadomo, w każdej szafie znajduje się jakiś szkielet, a szafa filmowej rodziny pusta z pewnością nie była. No i dzięki temu my widzowie możemy podziwiać półtorej godziny filozoficznego gadania i roztrząsania na czynniki pierwsze każdej możliwej rzeczy. Żeby choć ojciec rodziny specjalizował się w czymś ciekawszym niż kabała, to może i film byłby ciekawszy. A tak, to chyba nikogo nie wzruszą gadki o składaniu do kupy rozbitych skorup. „Uchwyciłam światło!” – ach, ach, cóż za wiadomość.

Jak więc widać nie jestem zbyt entuzjastycznie nastawiony do tego filmu. Uważam, że najciekawsza scena skończyła się jeszcze przed końcem napisów początkowych… No, ale obejrzałem do końca więc 3(6)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.