[„RUNNING SCARED”]

Szeregowy członek mafii (Paul Walker) zajmujący się utylizacją broni użytej w napadach ma problem. Jeden z trefnych rewolwerów trafia w ręce dzieciaka sąsiadów, który robi z niego użytek i ucieka z domu. Odnalezienie dzieciaka i rewolweru przed policją jest teraz najważniejszym zadaniem naszego bohatera.

Bardzo, ale to bardzo dziwny film. Z jednej strony nieprzeciętne kino akcji, a z drugiej jakiś totalny chaos. Z jednej strony akcja wywołująca przypływ adrenaliny u widza, z drugiej nudziarstwo i na maksa irytujący dzieciak ganiający po mieście z rewolwerem. Z jednej strony parę niespodziewanych zwrotów akcji, z drugiej sztampa. Oglądanie tego filmu przypomina trochę jazdę rollercoasterem – raz na górze, raz na dole. Prawdopodobnie brakło jego twórcom przysłowiowych jaj do zrobienia prawdziwej mieszanki wybuchowej i przyszło opamiętanie, że „nie chłopaki, tego filmu nie będą chcieli puścić w żadnym kinie”. W efekcie tego wyszło pomieszanie z poplątaniem.

Jedną zaletę „Running Scared” ma na pewno. Z prawdziwą ulgą przyjąłem widok nagich tancerek w klubie go-go. Ostatnimi czasy ile razy akcja filmu dzieje się w takim miejscu, to owe tancerki gibają się po rurkach ubrane w bieliznę, której za nic nie chcą zdjąć, bo widok nagich piersi na ekranie od razu winduje kategorię wiekową do góry, a tego żaden szanujący się producent nie chce. Tymczasem tutaj jest wszystko jak być powinno, a nagie panie są rzeczywiście nagie. Kto szuka tu reklamy bielizny niech sobie kupi jej katalog. Druga pozytywna sprawa to rozpierduchy. Krew się leje strumieniami, a głowy wybuchają na pół. Z pewnością dziwny to widok w filmie, w którym w osi akcji jest aż dwóch młodych chłopców, ale cóż, jak już pisałem ten film jest wyjątkowo dziwny. Jeśli ktoś nie lubi widoku krwi to odradzam seans, bo choć nie ma tego aż tak dużo, to za to jest bardzo intensywnie. I chyba nie zmienia nic świadomość, że większość takich scen to efekty komputerowe.

1/3 filmu mocna i szybka, a pozostałe 2/3 to niestety nuda stanowiąca wyraźny kontrast z gwałtownymi scenami. Zabrakło wyważenia pomiędzy jednym i drugim no i w efekcie wyszło takie nie wiadomo co. 3+(6)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.