„PRĘGI”

Wyst. Michał Żebrowski, Jan Frycz, Agnieszka Grochowska, Wacek Adamczyk, Joanna Pierzak, Borys Szyc, Dorota Kamińska, Damian Damięcki, Jan Peszek
Reż. Magdalena Piekorz
Scen. Wojciech Kuczok (na podstawie własnej powieści „Gnój”)
Zdj. Marcin Koszałka
Muz. Adrian Konarski
Ocena: 4(6)

Lata 80e. Wojtek (Wacek Adamczyk) jest nieśmiałym chłopcem, żyjącym pod ciężką ręką swojego ojca (Jan Frycz). Ojciec próbując wychować syna na silnego mężczyznę, sięga się przeróżnych metod, aby osiągnąć cel, przy czym do arsenału najczęściej używanych argumentów należą przemoc fizyczna, jak i psychiczna. Wojtek próbuje to dzielnie znosić, ale wpływ ojca jest jednak zbyt wielki. Chłopak ma coraz więcej kłopotów w szkole, napędzając tym samym wychowawcze zapędy ojca. W ten sposób koło się zamyka i tylko czekać kiedy sytuacja osiągnie punkt krytyczny.

Tak się zastanawiałem jak dobry musi być ten film, skoro został nominowany przez naszych fachowców (pozostaje wierzyć, że to fachowcy, bo cóż innego) do kandydowania do Oscara w tle zostawiając „Symetrię”, która na mnie zrobiła duże wrażenie. Pytałem tu i tam o opinie i wszędzie słyszałem, że lepszy nie jest. No i rzeczywiście nie jest.

Nie mówię wcale, że to zły film jest, ale żeby od razu wysyłać go za wielką wodę i mieć nadzieję na złotego golasa, to zdecydowanie lekka przesada. Nie zauważyłem w nim nic takiego, co dawałoby choć cień nadziei na sukces w międzynarodowej stawce. To przecież ledwie pseudopsychologiczny film, którego największą atrakcją (jak dla kogo) jest goły tyłek Michała Żebrowskiego i fakt, że ów rozchwytywany aktor, po raz pierwszy od n lat zagrał we współczesnym filmie. No i jeszcze jeden mocny punkt mają „Pręgi” – zakończenie, które bez przesady jest bardzo dobre. No, ale ten jeden mocny (nawet bardzo) punkt, to zdecydowanie za mało żeby sikać po nogach z wrażenia. Oglądając „Pręgi” przypomniało mi się „Lost in Translation”, które w podobny sposób udają wielki film – w obu przypadkach, gdyby nie zakończenie, to zarówno jeden jak i drugi film, spokojnie nadawałyby się do telewizji, a nie na filmowe salony. Takie jest oczywiście moje zdanie, z którym nikt nie musi się zgadzać.

Co więcej… Hmm, niewiele. Nie wiem czy tylko mnie się tak wydaje, ale postać ojca nie była taka straszna jak nam próbowano wmówić. Ja tam znakomicie go rozumiałem i nie wiem o co tyle krzyku. Właśnie z takich powodów jak ten momentami „niedorobiony” chłopak (OK, OK, nie jego wina) nie lubię dzieci i myślę, że podobnie bym się wkurzał na miejscu Frycza. W gruncie rzeczy facet nie był taki zły i gdyby Wojtek miał ciut więcej rozumu we łbie, to żyli by sobie w zgodzie jak myślę. Fakt, charakteru ojczysko łatwego nie miało, ale ja tam go nie potępiam. Trzeba było pokazać jak leje dzieciaka po gołej dupie pejczem, to może bym się bardziej przejął. A tak, to myślę, że Wojtek sam sobie winien, że wyrósł na dziwaka, który ma na pieńku z gołębiami (zresztą chyba nie powinno nikogo dziwić, że miał nerwy, że mu srały na parapet).

Takie sobie to wszystko. Końcówka zrobiła na mnie wrażenie swoją pomysłowością, ale reszta była co najwyżej średnia. A już najbardziej raniły moje uszy te pseudofilozoficzne gadki, które „wychodziły” z ust głównego bohatera. Na mnie tam żadnego wrażenia nie robiły i byłoby lepiej gdyby po ludzku gadał, tak jak normalni ludzie gadają, a nie językiem „sprawiając”, że widz ma uwierzyć, że to więcej niż zwykły film. Od gadania wierszem to był „Pan Tadeusz”, a ten,  to jest zwykły film i nikogo nie oszuka, że jest inaczej. „Pręgi” to jedno, wielkie oszustwo. Rzekłem! :)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.